Rowerem dookoła Krakowa

Rowerem dookoła Krakowa

Przedstawienie trasy rowerowej dookoła Krakowa o długości 114 km, idealnej na ambitniejszą jednodniową wycieczkę bądź trening.

niedziela, 22 kwietnia 2018

Podróże

Chociaż w pierwszej kolejności uważam się za piechura długodystansowego, lubię jeździć też na rowerze. Doskonale sprawdza się on jako forma treningu oraz pozwala w ciągu jednego dnia zobaczyć większy kawałek świata. Trasa rowerowa dookoła Krakowa to najdłuższy z jednodniowych szlaków, którymi się poruszam, a jego historia sięga 2012 roku. Kupiłem wtedy obecnie posiadany rower i z różnych wypadów poza Kraków zrodził się pomysł: "a gdyby tak spróbować objechać całe miasto dookoła"? Opracowywanie trasy trwało ponad 2 lata tak, że pierwszy przejazd miał miejsce dopiero w 2014 roku. Od tamtej pory trasa funkcjonowała głównie wśród grupy moich znajomych i została nawet dzięki temu uwieczniona w rozważaniach EDK z 2015 roku :). Korzystając z nadejścia wiosny, postanowiłem wybrać się na przejażdżkę i pokazać ją światu.

Informacje o trasie

Trasa jest pętlą o długości ok. 114 kilometrów wiodącą wzdłuż granic administracyjnych Krakowa. Poza jednym, bardzo krótkim odcinkiem (300 metrów) poruszamy się w całości po asfalcie. Starałem się poprowadzić trasę raczej bocznymi drogami, aby zminimalizować ruch samochodowy oraz aby zahaczyć o różne ciekawe miejsca w okolicy. Wśród mijanych obiektów jest między innymi Opactwo Benedyktyńskie w Tyńcu, kilka malowniczych, zabytkowych kościołów, Zamek Królewski w Niepołomicach czy Wieliczka. Początek trasy to kwestia umowy, można ją bowiem rozpocząć z absolutnie dowolnego miejsca i pokonywać w dowolnym kierunku. Ja przyjąłem, że rozpoczyna się ona przy krakowskim torze kajakowym w pobliżu Tyńca, a pokonuje się ją zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Istnieje także kilka odcinków wariantowych, które pozwalają np. ominąć szerszym łukiem fragment wiodący wzdłuż ruchliwej drogi.

Poniżej można znaleźć wszystkie "techniczne" informacje na temat trasy - od mapki, poprzez profil wysokości, aż po różne statystyki.

Ilustracja
Profil wysokościowy trasy (start przy torze kajakowym, zgodnie z ruchem wskazówek zegara)
Cecha Wartość
Długość trasy 114 km
Suma podjazdów (zmierzona) 1090 m
Najwyższy punkt 314 m, Swoszowice
Najniższy punkt 190 m, Wisła koło Niepołomic
Czas przejazdu (bez postojów) 5-7 godzin

Trasę mogę określić jako pagórkowatą. Jak widać na profilu wysokościowym, jest sporo podjazdów, ale nie są one zbyt długie i nie umywają się do tras górskich. Nie zmienia to tego, że na zjazdach można się przyjemnie rozpędzić - podczas ostatniego przejazdu na jednym z nich uzyskałem prędkość 54 km/h. Najdłuższy podjazd zaczyna się w Wieliczce i wiedzie na szczyt wzgórza w Swoszowicach, z którego roztacza się piękna panorama Krakowa. Jeśli chodzi o zaopatrzenie, to nie ma z tym problemów. Co jakiś czas mijamy sklepy, w których możemy dokupić picie, a na południowym odcinku w Niepołomicach, Wieliczce i Skawinie mamy także możliwość zjedzenia czegoś konkretniejszego.

Ostatni przejazd pętlą (bez dojazdu) zajął mi razem z postojami niecałe 7 godzin, z czego w ruchu spędziłem 5:36 h, jadąc ze średnią prędkością 20,4 km/h. W praktyce osiągana prędkość będzie bardzo zróżnicowana. Pomijając ukształtowanie terenu, może na to mocno wpłynąć także wiatr, który najpierw będzie nas "wspierał", dmuchając w plecy, a później hamował. W moim przypadku z wiatrem w plecy bez problemu mogłem jechać ponad 30 km/h, zaś od Niepołomic z trudem udawało się dobić do 20 km/h.

Jak jechać?

Jak już pisałem, punkt startu przy torze kajakowym w pobliżu Tyńca jest czysto umowny, a jazdę możemy rozpocząć tam, gdzie nam się podoba. Jeśli jednak chcemy rozpocząć właśnie tam, najlepszy dojazd zapewnia znana chyba wszystkim mieszkańcom Krakowa ścieżka rowerowa poprowadzona po wałach wiślanych. Spod Wawelu liczy sobie ona około 10,4 kilometra i trzeba sobie to wtedy oczywiście dodatkowo wliczyć w dystans, jaki mamy do pokonania.

Ilustracja
Poranek, jedziemy wałami na miejsce startu. Po prawej klasztor kamedułów.

Przeprawiamy się kładką pieszo-rowerową przy autostradzie A4 na drugi brzeg Wisły i skręcamy w lewo, jadąc wzdłuż drogi w kierunku Piekar.

Ilustracja
Wisła o poranku widziana z kładki przy autostradzie.

Mijamy drogowskaz prowadzący na Czernichów i Liszki. Dojeżdżamy do niewielkiego placu w Piekarach, przy którym stoi budynek ochotniczej straży pożarnej. Skręcając w lewo, możemy podjechać na punkt widokowy, z którego bardzo ładnie widać całe Opactwo Benedyktynów w Tyńcu. Docelowo jednak skręcamy tutaj w prawo, w kierunku Liszek. Przejeżdżamy przez mostek i w momencie gdy droga zakręca w lewo, my odbijamy w prawo w drugą, wiodącą pod górę wąską dróżkę, tuż za drewnianym, parterowym domem.

Ilustracja
Opactwo Benedyktynów w Tyńcu, na drugim brzegu Wisły, od którego dzieli nas tylko 110 km :).

Jedziemy asfaltową drogą przez osiedla domków jednorodzinnych. Dojeżdżamy do ronda, na którym kontynuujemy dalej prosto, na Balice. Droga zaczyna się wznosić, a po lewej mijamy zalew w Kryspinowie. Przejeżdżamy obok lotniska w Balicach i trafiamy na rondo tuż przy węźle autostradowym, gdzie skręcamy w prawo, a zaraz po przejechaniu pod autostradą na skrzyżowaniu odbijamy w lewo.

Ilustracja
Pomimo trwającej modernizacji krakowskiego węzła kolejowego, pociągi Kolei Małopolskich wciąż starają się obsługiwać lotnisko, choć kursują z mniejszą częstotliwością.

Oryginalna trasa wiodła tutaj dalej prosto, na Rżąskę, lecz aktualnie przejazd tamtędy jest niemożliwy z uwagi na trwającą modernizację linii kolejowej w kierunku Katowic. Nie mamy więc wyboru i musimy jechać jedyną dostępną w tym miejscu drogą w kierunku Zabierzowa. Ruch samochodów jest tutaj dość duży, ale na osłodę możemy pooglądać sobie kilka wapiennych klifów, jako że zahaczamy już o tereny Jury Krakowsko-Częstochowskiej.

Ilustracja
Skałki Jury Krakowsko-Częstochowskiej przy drodze na Zabierzów.

Niestety aby dostać się dalej, musimy wjechać na jeszcze bardziej ruchliwą drogę krajową 79, którą musimy przebyć kawałeczek w kierunku Krakowa (tj. na skrzyżowaniu należy skręcić w prawo). Dojeżdżamy do węzła na obwodnicy, przed którym znajduje się skrzyżowanie ze światłami. Ustawiamy się na pasie do skrętu w lewo i odbijamy na Modlniczkę. Droga wiedzie cały czas prosto tak, że po prawej będziemy mieli obwodnicę. Kończy się ona na skrzyżowaniu, gdzie prawy kierunek prowadzi tunelem pod jezdniami, my natomiast skręcamy w lewo i zaraz potem - w prawo. W tym miejscu zaczynamy się wspinać pod górę, mijając nowy kościół w Modlniczce. Na szczycie droga skręca w lewo (wylot w prawo jest ślepy), a my po krótkim zjeździe docieramy do zabytkowego, drewnianego kościoła w Modlnicy i kompleksu zabudowań dworskich.

Ilustracja
Piękny drewniany kościół w Modlnicy, który mijamy po drodze.

Tuż za kościołem droga, którą tu przybyliśmy, zjeżdża ostro w dół. My natomiast kierujemy się w prawo pod górę, docierając do ruchliwej drogi krajowej 94. Musimy przejechać na drugą stronę i pokonać nią tylko krótki odcinek (około 300 metrów) - na pierwszym skrzyżowaniu odbijamy w prawo w ulicę Ojcowską. Czeka nas zjazd, a zaraz po nim wspinaczka na wysokość ponad 309 metrów. Jest to drugi najwyższy punkt na całej trasie, gdzie znajduje się kościół Św. Idziego w Giebułtowie. Tutaj też przecinamy szlak pieszo-rowerowy wiodący w kierunku Ojcowa.

Ilustracja
Kościół w Giebułtowie.

Zjazd ze wzgórza jest bardzo stromy i trzeba na nim uważać, ponieważ kończy się on ostrym zakrętem. Na samym dole docieramy do głównej ulicy w Zielonkach. Skręcamy w prawo i jedziemy kilka kilometrów do centrum wsi. Droga biegnie delikatnie w dół, dlatego można tu dość szybko pojechać, by jak najszybciej z niej zjechać z uwagi na duży ruch. W centrum Zielonek, które poznamy po dużym nagromadzeniu sklepów skręcamy w lewo w ulicę Galicyjską. Tu czeka nas następna, choć nie tak długa wspinaczka w kierunku fortu Twierdzy Kraków.

Ilustracja
Panorama Zielonek widziana z okolicy jednego z fortów Twierdzy Kraków.

Przed nami kolejny zjazd, niezbyt stromy, ale za to długi. Można się tu przyjemnie rozpędzić, jednak na końcu musimy skręcić o 90 stopni w prawo, w ulicę Kościuszki. Jedziemy przez zachodnią część wsi Węgrzce. W miejscu, gdzie ulica robi zakręt w lewo, znajduje się niepozorny wlot w wąską ulicę Galicyjską (nie mylić z tą w Zielonkach, po której jechaliśmy chwilę wcześniej! Jesteśmy już w innej wsi!). Udajemy się właśnie tam i podążamy dróżką wijącą się między zabudowaniami aż do drogi krajowej nr 7. Przecinamy ją i natychmiast wjeżdżamy w ulicę Stary Trakt po jej drugiej stronie, a z niej - w Forteczną i później w ulicę Przy Forcie. Nawierzchnia na chwilę zmienia się w kostkę brukową, a przed nami po prawej znajduje się osiedle niewielkich bloków. Docieramy do ulicy A9 i na skrzyżowaniu skręcamy w prawo, rozpoczynając zjazd - przed nami w pewnej odległości widać nowohuckie blokowiska. Zjazd kończy się skrzyżowaniem, na którym skręcamy w lewo (ul. B1). Kilkaset metrów dalej zjeżdżamy w ulicę Szmaragdową, która doprowadza nas do stacji kolejowej Kraków Batowice. Mijamy wiadukt nad torami i kontynuujemy jazdę w kierunku Raciborowic, gdzie na chwilę zjeżdżamy z głównej drogi pod miejscowy kościół pochodzący z XV wieku, który dotrwał do naszych czasów bez żadnych większych przeróbek.

Ilustracja
Kościół pw. św. Małgorzaty Dziewicy w Raciborowicach, pochodzący z XV wieku.

Bogate podkrakowskie wsie-sypialnie zostały już za nami. Okolica przybiera bardziej rolniczy charakter, a wokół nas zaczynają dominować gospodarstwa rolne. Kolejną wioską na trasie jest Zastów, gdzie na charakterystycznym skrzyżowaniu z wysepką skręcamy ostro w lewo, w drogę, która znika za naszymi plecami. Prowadzi nas ona w pola. Po paru pagórkach, gdy zaczynają się kolejne zabudowania, odbijamy w prawo na Maciejowice, zgodnie z drogowskazem. Zjazd w dół pozwala nam nabrać prędkości i szybko pokonać resztę odcinka do linii kolejowej, którą przekraczamy przepustem pod torami. Zaraz za nim droga skręca w lewo o 90 stopni. Jedziemy zgodnie z nią przez kilka kilometrów aż do Baranówki. Skrzyżowanie znajduje się na dnie dolinki, a przed nami na szczycie wzgórza widać miejscowy kościół. Skręcamy tutaj w prawo i rozpoczynamy mozolną wspinaczkę do Luborzycy. Wjeżdżamy w głąb wioski i przy zbiorowisku sklepów odbijamy na rondo, które pokonujemy na wprost, w ulicę Centralną. W tym miejscu zaczyna się bardzo długi zjazd, którym bez pedałowania przejedziemy ponad 2 kilometry. Dalej droga wije się pomiędzy polami i niewielkimi wioskami, doprowadzając nas w końcu do Czulic, gdzie ujrzymy charakterystyczny, drewniany kościół.

Ilustracja
Kościół pw. św. Mikołaja w Czulicach.

Zaraz za kościołem znajduje się niewielki sklep, w którym możemy uzupełnić zapasy, a chwilę później skrzyżowanie, na którym odbijamy w prawo. Opuszczamy wioskę i jadąc polami wjeżdżamy w granice administracyjne Krakowa. Poza nazwą nic się jednak nie zmienia, a okolica wygląda dokładnie tak, jak wyglądała. Gdy pokonywałem trasę w ubiegłym roku, pod tablicą z napisem "Kraków" widniał nawet wymowny znak, na którym ktoś miejscowy odwrócił do góry nogami jedną literkę: "Miasto objęte monitoringiem wizyjnym. Administrator danych: straż wiejska miasta Krakowa". Niestety dziś już nie ma po nim śladu...

Ilustracja
Rolnicza okolica na północny wschód od Krakowa.

Droga doprowadza nas ostatecznie do skrzyżowania z ulicą Igołomską, które przecinamy i jedziemy w kierunku Niepołomic. Ten odcinek jest bardzo ruchliwy i można go ominąć za cenę nieznacznego wydłużenia trasy, albo odbijając na osiedlu Kościelniki w lewo, w kierunku wsi Pobiednik, albo na kolejnym skrzyżowaniu, w prawo, wjeżdżając nieco głębiej w - że tak powiem - miasto i jadąc obok Przylasku Rusieckiego.

Ilustracja
Wisła w okolicach Niepołomic. Po prawej, za drzewami widać niewyraźną linię zabudowań Krakowa.

Przekroczywszy Wisłę, natychmiast skręcamy w prawo, w ulicę Kolejową, która po zaledwie 200 metrach odbija na skrzyżowaniu w lewo, prowadząc nas do centrum Niepołomic. W miasteczku mieści się Zamek Królewski, a rynek jest zadbany i daje nam możliwość krótkiego odpoczynku i posilenia się przed dalszą drogą. Jeśli słońce mocniej przyświeca, możemy także schronić się w parku.

Ilustracja
Rynek w Niepołomicach i deptak wiodący do Zamku Królewskiego.

Naszym kolejnym przystankiem są Staniątki, gdzie mieści się 800-letnie Opactwo Sióstr Benedyktynek im. św. Wojciecha. Wyjeżdżamy z Niepołomic drogą wojewódzką 964. Gdy po prawej stronie pojawi się rozległy, biały budynek rozlewni Coca-Cola, musimy skręcić w prawo w ulicę Polną. Jej wlot jest słabo widoczny i łatwo go pomylić z wjazdem na czyjeś gospodarstwo, dlatego polecam w tym miejscu zwolnić i uważnie obserwować tabliczki na płotach. Ta wąska dróżka doprowadzi nas do przepustu pod linią kolejową, którym wjedziemy do Staniątek. Trasa alternatywna polega na tym, aby tuż za rondem w Niepołomicach, na pierwszym skrzyżowaniu odbić w lewo i jechać prosto przez osiedle domków aż do Puszczy Niepołomickiej. Musimy kontynuować jazdę, nie zjeżdżając nigdzie - asfaltowa droga doprowadzi nas ostatecznie do tego samego przepustu. Po pokonaniu torów kierujemy się ku doskonale widocznym zabudowaniom opactwa.

Ilustracja
Ulica Polna, w oddali widzimy Puszczę Niepołomicką.
Ilustracja
Krzyż przy klasztornym kościele.

Ze Staniątek wyjeżdżamy wprost na południe, ulicą Wyszyńskiego. Dojeżdżamy do skrzyżowania, przy którym zobaczymy charakterystyczny drogowskaz Drogi Św. Jakuba (Via Regia). Skręcamy tutaj w prawo i przejeżdżamy nad autostradą w pobliżu placu, na którym miał mieścić się punkt poboru opłat.

Ilustracja
Staniątki widziane z wiaduktu nad autostradą A4.

Po minięciu wiaduktu jedziemy dalej na zachód. W pewnym momencie dotrzemy do rozwidlenia, ze stojącą pod drzewem kapliczką. Obieramy prawy kierunek i po kilkuset metrach docieramy z powrotem do drogi wojewódzkiej 964. Wjeżdżamy na nią, ale na krótko, bowiem na pierwszym skrzyżowaniu odbijamy w prawo, w drogę wiodącą nieco pod górę. Prowadzi nas ona do Kokotowa. Jedziemy przez wieś i gdy ujrzymy budynek przedszkola "Puchatek", skręcamy w lewo w ulicę Św. Jana. Wyprowadzi nas ona na kolejną ulicę, którą dotrzemy już bez problemów do obwodnicy Wieliczki w ciągu drogi krajowej 94. Oczywiście nie wjeżdżamy na obwodnicę, tylko przecinamy ją. Po krótkiej wspinaczce pod górę znajdziemy się na skrzyżowaniu obok centrum handlowego NaCl i skręcamy w prawo. Poruszamy się przez chwilę ulicą Piłsudskiego, pod którą biegnie ulica Czarnochowska. Musimy na nią zjechać krótkim łącznikiem - w tym celu na pierwszych światłach skręcamy w prawo, a potem w lewo. Zjeżdżając w dół należy zachować ostrożność i nie rozpędzać się za bardzo, ponieważ 150 metrów dalej są światła, których nie widać, dopóki nie przejedziemy pod ul. Piłsudskiego. Tak oto docieramy do centrum Wieliczki.

Ilustracja
Jeden z szybów wielickiej kopalni soli.

Z centrum Wieliczki wydostajemy ulicą Kościuszki. Na rondzie obok supermarketu InterMarche skręcamy w lewo, w ulicę Sadową. Będziemy nią jechać przez dłuższy czas, bowiem rozpoczyna się tutaj podjazd o długości ponad 10 kilometrów, który prowadzi do najwyższego punktu na całej trasie, znajdującego się już w granicach administracyjnych Krakowa, w Swoszowicach. Rozciąga się stamtąd rozległa, imponująca panorama większości miasta. Ze wzgórza zjeżdżamy w dół przyjemnym zjazdem, zakończonym skrzyżowaniem, na którym skręcamy w prawo, w ulicę Myślenicką. Kilkaset metrów dalej na kolejnym skrzyżowaniu, przy budynku Krakowskiego Banku Spółdzielczego odbijamy w lewo. Jedziemy tą drogą aż do wiaduktu nad autostradą, jednak nie wjeżdżamy na niego, lecz odbijamy w lewo na łącznik prowadzący do drogi zbiorczej przy autostradzie. Jedziemy przez chwilę wzdłuż ekranów dźwiękochłonnych, a później także domów i na charakterystycznym skrzyżowaniu z trójkątną wysepką odbijamy w ulicę Poronińską. Przecinamy Zakopiankę i jedziemy ulicą Taklińskiego prosto do centrum Skawiny.

Ilustracja
Panorama zachodnich peryferiów Krakowa widziana z przedmieść Skawiny.
Ilustracja
Rynek w Skawinie.

Ze Skawiny możemy wydostać się, jadąc drogą krajową 44 dalej w kierunku zachodnim. Ja preferuję jechać aż za rzekę, by w okolicach elektrowni skręcić w ulicę Energetyków i stamtąd ulicą Żwirową oraz Piastowską dotrzeć do Tynieckiej. Można też jednak skręcić obok dworca kolejowego bezpośrednio w Tyniecką i pojechać wzdłuż rzeki. Tak czy inaczej, musimy znaleźć się na ulicy Tynieckiej, bowiem jej nazwa dokładnie mówi, dokąd ona nas doprowadzi :).

Ilustracja
Wjazd do Tyńca, a za nami prawie 110 kilometrów. Czeka nas jeszcze tylko jedna przeszkoda...

Zanim wjedziemy do Tyńca, czeka nas ostatni podjazd, który jest dość stromy, ale niezbyt długi. Po jego pokonaniu zjeżdżamy w dół i na rozległym skrzyżowaniu przy sklepach spożywczych odbijamy w lewo, w ulicę Benedyktyńską, którą docieramy do Opactwa Benedyktynów.

Ilustracja
Zabudowania Opactwa Benedyktynów w Tyńcu, w których mnisi prowadzą m.in. hotel.
Ilustracja
Widok z murów na punkt widokowy w Piekarach, gdzie staliśmy rano.
Ilustracja
Wpływająca do Krakowa Wisła.

Do toru kajakowego prowadzi nas wąska droga, na której w ciepłe dni panuje tłok z powodu rowerzystów i pieszych. Tuż przed autostradą musimy pokonać jedyny odcinek gruntowy, tj. zjechać z drogi, wspiąć się na wały i przejechać pod wiaduktami. Tak oto dotarliśmy z powrotem do toru kajakowego, pokonując 114 kilometrów i objeżdżając cały Kraków dookoła.

Ilustracja
Z powrotem przy torze kajakowym. To już koniec!

Zakończenie

Czy trasa jest trudna? To oczywiście zależy. Osoby dużo jeżdżące po górach poradzą sobie z nią bez problemu. Może ona jednak stanowić wyzwanie dla każdego, kto nie przejechał nigdy za jednym zamachem więcej niż 100 kilometrów. Zarówno ja, jak i kilkoro znajomych właśnie na tej trasie po raz pierwszy w życiu przekroczyło tę "magiczną" barierę :). Trasę tę lubię także z tego powodu, że każda jej część ma nieco inny klimat. Mijamy tu bowiem zarówno zurbanizowane tereny, bogate podkrakowskie wsie, jak i rolnicze okolice. Mi osobiście najbardziej podoba się właśnie ten "wiejski" odcinek, gdzie jest także najmniejszy ruch na drogach. A skoro wiosna nadeszła już w pełni, warto wykorzystać pogodę i poznać co nieco okolice miasta, w którym się mieszka. Zatem do dzieła!

Tomasz Jędrzejewski

Programista Javy, lider techniczny. W wolnych chwilach podróżuje, realizując od kilku lat projekty długodystansowych wypraw pieszych.

Komentarze (0)

Skomentuj

Od 3 do 40 znaków.

Wymagany, nie będzie publikowany.

Odpowiedz na pytanie.

Edycja Podgląd

Od 10 do 8000 znaków.

Wszystkie komentarze są moderowane i muszą być zatwierdzone przed publikacją.