Muzyka: Muzyka oraz przegląd zespołów muzycznych, których słucham i które lubię.
Muzyka: Muzyka oraz przegląd zespołów muzycznych, których słucham i które lubię.
Przeglądu muzycznego ciąg dalszy. Dzisiaj kolej na Muse - stosunkowo młody, bo "zaledwie" 11-letni zespół z Wielkiej Brytanii założony w 1997 roku, chociaż jego początki sięgają jeszcze roku 1994, gdy jego członkowie występowali pod nazwą Rocket Baby Dolls. A co grają? Ich muzykę można określić jako połączenie rocka alternatywnego z progresywnym wraz z domieszkami heavy metalu, muzyki elektronicznej i klasycznej. Sam zespół określa tę mieszankę mianem new prog.
Muzycznego przeglądu ciąg dalszy. Dzisiaj pragnę zaprezentować krótko twórczość holenderskiego zespołu rockowego Focus. Istniał on od 1969 roku do końca lat siedemdziesiątych i nagrywał głównie muzykę instrumentalną. Grupę tę odkrył mój kolega i pokazał mi ich na wakacjach; polubiłem ich szybko. Utwory Focusa są bardzo charakterystyczne i raz je usłyszawszy, ciężko je pomylić z czym innym, nie wspominając już o tym, że nie sposób przejść obok nich obojętnie.
Niedawno pojawiły się na scenie muzycznej utwory, które potrafiły mnie na dłużej zainteresować, jak np. "Relax, Take It Easy" Miki czy reaktywacja Sandry, której "All your zombies" wyszedł moim zdaniem lepiej, niż oryginał. Jednak są to krople w morzu typowego iścia na łatwiznę i remiksowania wszystkiego, co żyje i chodzi, byleby zremiksować i zarobić trochę kasy. Dlatego dzisiaj chciałbym przede wszystkim przedstawić twórczość Dire Straits oraz lidera tego zespołu, Marka Knopflera, którą odkrywam juz od kilku miesięcy.
Niedawno wygrzebałem skądś album "Five Miles Out" Mike'a Oldfielda z 1982 roku. Puściłem go sobie i... jestem zachwycony. Pięć niezbyt szybkich, ale niezwykle klimatycznych utworów z interesującym motywem muzycznym nie może się nie podobać. Zwrócić muszę też uwagę na ciekawy dobór instrumentów. Ponad 25-minutowa komozycja otwierająca "Taurus 2" nie miałaby chyba w sobie identycznej mocy, gdyby jej motyw przewodni nie był zagrany na takiej gitarce wsparty taką perkusją; nawiasem mówiąc wywołuje on wrażenie jakiegoś powoli prącego do przodu pojazdu, czy jak to sobie nazwiecie. Z tego albumu polecam też ostatni z utworów, zatytułowany tak samo, jak on - "Five Miles Out". Tu z kolei bardzo spodobał mi się wokal.
Nie bez powodu w kręgu mych zainteresowań leży muzyka sprzed kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu lat. W tamtych czasach nie było komputerów i liczyło się, jak kto umiał grać oraz jaką miał inwencję twórczą. Chociaż wiele z tamtych utworów powstało jeszcze przed moimi narodzinami, budują one wspaniały nastrój i pomagają umilić na przykład tworzenie kolejnej witryny WWW :). Brak komputerów posiada także drugą zaletę: nie było wtedy remiksów.
W kwestii instrumentów muzycznych jestem rasowym samoukiem. Zapisu nutowego prawie w ogóle nie znam, ale nie można też powiedzieć, że kiepsko gram na organach. Nie jest to wcale trudne. Średnio raz dziennie zasiadam przed czarno-białymi klawiszami i po prostu próbuję grać. Od czasu do czasu ściągam sobie wersję MIDI jakiegoś znanego utworu muzycznego, po czym zabieram się za opracowywanie jej organowej wersji, innym razem improwizuję. Trzeba przyznać, że już mi to całkiem nieźle wychodzi, a kilka z najlepszych motywów próbuję w ostatnich dwóch miesiącach przerobić na pełnoprawne utwory muzyczne.
Od kilku dni na dobre siedzę w tworzeniu komputerowej muzyki. Dotychczas używałem sekwencera MIDI o nazwie Jazz Midi Sequencer 4.0.0. Miał on jednak okropny interfejs, a ostatnia wersja wydana została w 2000 roku. Zdołowany po kolejnym jego padzie ruszyłem na poszukiwanie jakiejś darmowej alternatywy. O dziwo, znalazłem taką!
Mój kolega, Podstaw, pobrał wczoraj trzy albumy Boney M. w jakości 192 kbps i udostępnił mi dzisiaj płytkę z nimi. Ponad połowa utworów była mi do tej pory nieznana, więc ucieszyłem się z tego powodu. Zawiodły mnie trochę piosenki, które mam. Podczas jednej z sesji odkryłem, że kilka z nich jest zwyczajnie okrojonych na potrzeby składanki Boney M. Gold (chodziło o to, aby się pomieściły), co zaowocowało brakiem niektórych zwrotek, czy złą kolejnością. Odkryłem to, oglądając ich teksty i porównując ze śpiewem.
W artykułach zamieściłęm właśnie artykuł poświęcony mojemu ulubionemu zespołowi muzycznemu, Boney M. Niekoniecznie wszyscy muszą trawić tego typu muzykę, ale cóż... każdy ma własne gusta, a ta bawarska grupa w latach 70. i 80. osiągnęła naprawdę ogromną popularność. Coś w tym musi być :). Szkoda tylko, że trudno dostać jakąkolwiek ich legalną płytę. Nawet w Krakowie obszukałem niedawno całe stoisko muzyczne Empiku, lecz rezultat poszukiwań był negatywny.