Parę dni temu kolega po raz drugi otwarcie mi powiedział, że gdybym był jego nauczycielem, to by się mnie bał. Było to po tym, jak opracowałem wersję windowsowego Sapera dla nauczyciela wykładającego lekcję. Reguły są proste: planszą do gry jest klasa, z którą aktualnie mamy lekcje. Minami są osoby, które nie umieją. Nauczyciel pyta wybraną osobę i jeżeli ta odpowie, wszyscy uczniowie wokół niej, którzy też umieją, muszą się jakoś oznaczyć i podać, ile osób wokół ich nie umie. Nauczyciel może także wskazywać, którego z uczniów podejrzewa o bycie miną. Gdyby zdarzyło mu się jednak zapytać ucznia, który nie byłby przygotowany, nauczyciel wprawdzie by przegrywał, ale żeby nie było za prosto, "felerny" uczeń dostawałby jedynkę. Reguły są moim zdaniem wyrównane. Nauczycielowi zależy, aby pytać tych, którzy umieją (bo inaczej przegra), a uczniowi - żeby nie kłamać, bo jakby to wyszło na jaw, do dziennika przybyłaby ocena negatywna.
Kolejnym moim pomysłem jest ocenianie sprawdzianów. Oto zarys, jak na niego wpadłem: profesor od informatyki, który mnie uczy, daje najczęściej cztery zadania do rozwiązania podczas testu i później robi sobie statystykę. Kolumn w niej jest pięć: miano ucznia, zadanie 1, zadanie 2, 3 i 4. W kolumnach z zadaniami liczby 0, 1 albo 0,5 oznaczające, w jakim stopniu zostały one porozwiązywane. Na podstawie tego wystawiana jest ocena. Mój pomysł polega na tym, aby wyrugować liczbę "0,5" i potraktować cały zapis wiersza, np. "1 0 1 1" jak... liczbę binarną. Po jej przeliczeniu na system dziesiętny wychodziłoby, ile uczeń uzyskał punktów :D. Jedyny haczyk: każde zadanie powinno być dwa razy trudniejsze od poprzedniego :).















Napisał radzio w czwartek, 16 lutego 2006 o 17:53
hehe też bym się bał :]