Oprócz samego odprawiania nabożeństw, czekałyby mnie oczywiście kazania, katechizacje, działalność społeczna i organizowanie parafialnych kółek, kwadratów oraz trójkątów. Niby jest to coś, co lubię, gdyż miło jest przerwać sobie od czasu do czasu żywot jakąś niebanalną dysputą czy popatrzeć, jak własnoręcznie założona grupka działa i rozwija się. Co jakiś czas czekałyby mnie pewnie podróże związane ze zmianą parafii, a sam od czasu do czasu musiałbym się wcielić w rolę Wujka Dobra Rada. Wiem tyle, że nie byłbym z tych księży, co to popierają Radio Maryja oraz Giertychów; propagowałbym bardziej racjonalne podejście do problemu, pokazując jednocześnie płytkość przekonań Ojca Rydzyka. I byłaby grupa ludzi, którzy by mnie nie lubili i rozpuszczali jakieś dziwne historie... Tak... to by było coś dla mnie. Jest jednak bardzo poważne ALE, które w praktyce przekreśla to wszystko. Odpowiedź jest prosta: płeć przeciwna oraz cała seria zainteresowań, które musiałbym porzucić w związku z obowiązkami.







Napisał radziel w piątek, 18 listopada 2005 o 18:01
Ksiądz-programista? :>