Za drzwiami nie było nikogo (Eeee!!! Supuera puerta maria nikoho! Fra-mu-ga-pu-sta! :)). Oczom przybysza ukazał się krótki korytarz zakończony biurowymi drzwiami zielonego koloru z szybą wykonaną z matowego szkła, przez którą biła biel lamp. Co ich tak na ten zielony nabrało, pomyślał. Podszedł do nich ostrożnie i nacisnął klamkę.
- NIESPODZIANKA!!! - ryknął tłum szykownie ubranych mężczyzn wznoszących raz po raz toasty. Splendor pomieszczenia olśnił Zyxa i prawie odebrał mu dech. Nagle i zupełnie niespodziewanie znalazł się w środku jakiejś gali. Te $#%#% "szkolenia", pomyślał, ja tu sobie z misją idę, a ci się bawią w najlepsze.
Zaledwie zdołał ogarnąć całe to widowisko, natychmiast rzuciły mu się w oczy wersje PHP. Ktoś tu wyraźnie miał źle w głowach. Zaproszeni przynieśli 5.0.5? Żeby tylko! W kącie żywo dyskutowała grupa starszych panów, gdzieś w okolicach pięćdziesiątki, bez wątpienia zamawiająca drinki jeszcze do 4.3.11! Zyxowi zrobiło się aż głupio. Spojrzał na swój egzemplarz 5.1.2, formalnie najnowszy, ale w praktyce mający już kilka dobrych miesięcy, który z niejednego pieca kod parsował.
Kilka krótkich rozmów i przekupienie co bardziej nieufnych gości oliwkami nadziewanymi jakimś hardcore'm wskazały Zyxowi centrum dowodzenia. W imię rozwoju, powtarzał sobie, zmierzając na werdanę po schodach firmy Tahoma Inc. Zegar na ścianie wskazywał czasy noworzymskie. Zaproszona orkiestra smyczkowa grała kolejne ariale podgrzewające atmosferę... (ciąg dalszy nastąpi).






Napisał NuLL w sobotę, 29 kwietnia 2006 o 21:18
Fajny tekst :D