Stanęliśmy w drugim rzędzie, gdyż było tam sporo wolnych miejsc, i radośnie ruszyliśmy na zakupy. Gdy wróciliśmy, obładowani towarami, doszliśmy do ciekawego wniosku. Pewien niekoniecznie inteligentny właściciel pojazdu zmechanizowanego w najlepsze zaparkował swój dobytek na wyjeździe. Gwoli ścisłości dodam, że drugi wyjazd też był zastawiony przez malucha. Obok nas jeszcze parę osób czekało na wyjazd. Gdy wrócił właściciel i zwrócono mu uwagę na to, rozpętało się piekło. Facet, zamiast przyjąć zwykłą krytykę i przeprosić, zrobił taką awanturę, że szkoda słów. Na zmianę rzucał we wszystkich wyzwiskami i pluł się, że my go rzekomo wyzywamy.
Nasuwa się pytanie: gdzie się tacy rodzą? Czemu ich zupełnie nie obchodzi to, że inni także mają prawo do korzystania z obiektów użyteczności publicznej? Jeszcze tylko tego brakuje, by ten... hmmm.... powiedzmy, że niekoniecznie rozumny człowiek parkował na miejscach dla inwalidów, wyzywając ich jednocześnie. Cóż, najlepiej to chyba z takich się śmiać i patrzeć z politowaniem. Niech im Bóg da przynajmniej zdrowie, bo na rozum już za późno :).














