Dziś jest sobota, 31 lipca 2010 roku (z kalendarza...)

Zabezpieczenia antywirusowe (zbyt) skuteczne

Icon

09.11.2008, 23:23

Komputery

Komentarze (9)

Powrót

Chciałem dziś wysłać znajomemu pewien katalog wyeksportowany do formatu HTML. Elegancko wszystko spakowałem, włączyłem Google Mail, spróbowałem dodać plik i lipa. "Załącznik zawiera plik wykonywalny. Ze względów bezpieczeństwa Google Mail nie zezwala na wysyłanie tego typu plików". Trudno, w sumie w HTML-u można zawrzeć złośliwy JavaScript. Wrzuciłem więc wszystko na FTP i wysłałem sam odnośnik. Wieczorem miałem kolejną paczkę do wysłania, przy której Gmail przeszedł samego siebie.

Tym razem dla odmiany musiałem wysłać kilkukilobajtowe archiwum zawierające cztery pliki tekstowe: dwa TXT i kody źródłowe dwóch krótkich programików w C. Gdy Google znów pokazał mi ten sam komunikat, zerknąłem na zegarek na pasku zadań, czy przypadkiem nie jest prima aprilis. Nie, na pasku zadań migotał wesoło "9 listopada 2008". Zabrałem się zatem za poszukiwanie przyczyny. Archiwum zawierało wyłącznie te cztery pliki, ani jednego więcej, ani mniej. Dla pewności zmieniłem wszystkim rozszerzenie na TXT, ale Gmaila specjalnie to nie ruszyło. Sprytny skurczybyk, ale jako student informatyki AGH oraz specjalista od spraw głupich i beznadziejnych nie poddaję się łatwo. Postanowiłem zgłosić błąd w usłudze lub poprosić o opisanie, w jaki sposób (spakowany) kod źródłowy C potrafi się automatycznie sam skompilować i uruchomić bez ingerencji użytkownika. Tu zaczęły się schody.

Interfejs narzędzi Google'a uchodzi za jeden z bardziej przejrzystych i racjonalnie rozplanowanych. Tak jest w istocie, ale tylko do czasu, gdy nie przyjdzie nam do głowy powiadomić tę jakże szacowną firmę, że jeden z ich produktów nie jest kwintesencją doskonałości. Z okna komponowania wiadomości trafiłem do pomocy Google. Bardzo szybko znalazłem tam informację o tym, że niektóre typy plików w załącznikach są niedozwolone, o czym doskonale wiem, jako wieloletni użytkownik tej usługi. Wróciłem więc do strony głównej i wyklikałem zupełnie inną drogę do tych samych materiałów, przy okazji będąc zmuszonym do włączenia Firefoksa (dalsze epitety pod adresem współpracy tej przeglądarki z Google pominę, by nie wywoływać fali oburzenia wśród użytkowników płonącego liska). Podejście numer trzy. Dostałem się na stronę główną grupy dyskusyjnej poświęconej... pomocy Google. Rzeczywiście, potrzebuję pomocy, ale już nie z załącznikiem, a zgłoszeniem błędu, wsparciem społeczności podyktowanym wzajemną symbiozą i altruistyczną troską o jakość oprogramowania, o co przecież walczą twórcy tak dużej liczb projektów. Lekko poirytowany otwarłem nową zakładkę i zgodnie z III prawem Internetu "jeśli czegoś nie ma w Google, to nie istnieje", wpisałem w wyszukiwarkę where the fuck can i report google bug. Znalazło mi parę podstron, wśród których była informacja na jakimś blogu, że kiedyś przez chwilę był bugtracker, ale znów się ukrył. Wobec tego spróbowałem przeszukać grupę dyskusyjną pomocy - może ktoś tam już nieopatrznie napisał, że Google traktuje mu niewinne pliki tekstowe jako wykonywalne. Niestety...

Dalsza eksloracja doprowadziła mnie do ankiety dotyczącej centrum pomocy. Hehehe... chcą sugestii, dostaną je. Czy jestem zadowolny z Gmaila... jestem. Czy jestem zadowolony z centrum pomocy? Ani trochę. Czy znalazłem potrzebne informacje? Nie. Opisz nam swój problem (sesja psychiatryczna on-line?)... well, I wanted to find some information, how to report a bug in Gmail concerning attachments. The help pages redirected me over and over to the same information that had nothing to do with my problem. Szczerze mówiąc wątpię, by to coś zmieniło, gdyż w końcu produkty Google'a są idealne i błędów w nich nie ma. To nie Google przesadza z bezpieczeństem, lecz użytkownik z wymaganiami. To nie Google nie trzyma się standardów sieciowych, lecz standardy nie trzymają się Google'a :). Tylko czekać, aż w ramach walki ze spamem zablokują możliwość odbierania wiadomości, a my nie będziemy mogli za 30 lat zjeść śniadania, ponieważ nasza kanapka zawierać będzie plik wykonywalny. Też się krzemojadom zachciało błędy zgłaszać. Cóż za obraza majestatu!

A chciałem tylko wysłać e-mail z załącznikiem...

Powrót

Komentarze

Napisał WebCM w niedzielę, 9 listopada 2008 o 23:48

Niektóre antywirusy są zbyt wyczulone. Na przykład Avast! znajduje trojany w narzędziu V-Grep i programie Depresz Beeper, choć ich tam prawdopodobnie nie ma. Ha, nawet wykrył wirusa w utworzonym przeze mnie projekcie Delphi 7! Mimo to Avast! zwyciężył w ostatnim teście Dobrych Programów.

Kiedyś w pomocy Google szukałem informacji na temat indeksowania stron zawierających parametry w GET. Z trudem dokopałem się do odpowiedniej podstrony. Dział pomocy Google wymaga przebudowy.

Napisał mik01aj w poniedziałek, 10 listopada 2008 o 09:44

A nie można zipa z hasłem zrobić? :>

Napisał AdvMDev w poniedziałek, 10 listopada 2008 o 11:30

"Wiemy lepiej" to nie tylko domena Google. Ile się Adv męczył, aby odznaczyć "Tylko do odczytu" (nadal skurczybyka nie zmieniłem, mimo przestawienia wszystkiego, co tylko się dało), uruchomić SonicStage na Ubuntu (durnowate Sony nie wpadło jeszcze na to, że Linux istnieje), czy instalacja na Windows czegokolwiek (wybór folderu to opcja śtlaśliwie ziaawansiowana!). Klient nasz Pan! :)

Napisał m_gol w poniedziałek, 10 listopada 2008 o 11:41

A nie pomaga zmiana rozszerzenia załącznika? Czym to pakowałeś? Pamiętam, że kiedyś (nie wiem, jak jest teraz) GMail skanował zipy, ale rarów już nie. Choć może się wycwanili i teraz patrzą na metadane, nie na rozszerzenie. Wtedy trzeba by było zrobić:
$ cat śmieci plik.tgz
polecając odbiorcy, by wyciął co trzeba tailem.

Ale może przesadzam. ;)

Napisał cypherq w piątek, 14 listopada 2008 o 09:21

"czy instalacja na Windows czegokolwiek (wybór folderu to opcja śtlaśliwie ziaawansiowana!)"

Że he?

Napisał Zyx w piątek, 14 listopada 2008 o 10:22

Chodzi o tendencję do ładowania wszystkiego na dysk C: bez możliwości zmiany folderu instalacji programu czy położenia plików użytkownika. Mnie też to strasznie wkurza, nawiasem mówiąc. C: jest po to, by tam siedział Windows, sterowniki i naprawdę podstawowe aplikacje, które mogą sobie tyć ile wlezie bez szkody dla reszty dysku.

Napisał m_gol w sobotę, 15 listopada 2008 o 10:53

A ja na C: pakuję zwykle wszystkie programy; gry natomiast już na osobny dysk. Co w tym złego? Gdy C: padnie, nie potrzebuję samych zainstalowanych programów, a tylko ich produktów - a te znajdują się już na innej partycji.

Napisał 5andra w poniedziałek, 17 listopada 2008 o 00:08

Nie wiem czy to już zmienili, ale kiedyś wysyłałam komuś książkę ściągniętą z jakiegoś BitTorrenta. Maila nie udało się wysłać a błąd jaki wyskoczył informował mnie o tym, że książka ta jest piracka i mail nie może zostać wysłany.

Napisał molikk w piątek, 12 grudnia 2008 o 23:51

A spróbuj wyłączyć SPAM Filter w GMailu, oczywiście info na ten temat nie uraczysz, nawet info ze się tego nie da zrobić nie ma (a jak jest łatwo się jej nie znajdzie).
Czasami za nadgorliwość programistów płacą zwykli użytkownicy

Pamiętaj, dbaj o kulturę wypowiedzi oraz dyskusji w sieci.

Skomentuj

NickInformacja
E-mailNa wypadek potrzeby kontaktu z autorem (niepublikowany)
BlogNie zapomnij o http://
LayoutNapisz tu, czy widzisz dzienny czy nocny layout.
WpisFormatowanie wikiKomentarze są moderowane - przeczytaj zasady!

Na Zyxist.com panuje swoboda wyrażania opinii oraz krytyki pod dowolnym adresem. Jedyny warunek: musi być ona kulturalna i rzeczowa. Na chamstwo, prostactwo lub jawne obrażanie kogokolwiek nie ma tu miejsca i takie komentarze są bardzo szybko usuwane. Jeśli zamierzasz polemizować z treścią wpisu, wpierw uważnie ją przeczytaj.

© Tomasz "Zyx" Jędrzejewski 2005 - 2010 | Wykonanych zapytań: 2 | Serwer wirtualny zapewnia