Dziś jest wtorek, 13 maja 2008 roku (z kalendarza...)

Wyższa matematyka

Icon

16.04.2008, 19:05

Studia

Komentarze (12)

Powrót

Pierwszy rok studiów informatycznych na każdej szanującej się uczelni zdominowany jest przez matematykę, której w przeliczeniu na godziny jest więcej, niż informatyki jako takiej. Każdy szanujący się informatyk matematykę znać powinien, gdyż nie są to tylko wzory, techniki i zależności, lecz także umiejętność logicznego myślenia, wyciągania wniosków i rozwiązywania problemów.

Sytuacja w liceum

Za sobą mam już prawie (albo ponad) trzy czwarte pierwszego roku studiów, dlatego chciałbym z perspektywy czasu spojrzeć na sprawę matematyki na studiach i w liceum. Szkoła średnia zrobiła w moim przypadku bardzo dużo w kierunku zrozumienia tej dziedziny, a jest w tym spora zasługa mojego profesora. Wprawdzie sukcesów w konkursach raczej nie odnosiłem, bo i też po prace matematyczne wykraczające poza podręcznik sięgałem od wielkiego dzwonu, ale sam materiał miałem opanowany w stopniu dostatecznie dużym, by z relatywnie krótkim przygotowaniem napisać świetnie maturę.

Sytuacja na studiach

Studia przyniosły znaczące podwyższenie poprzeczki - zagadnienia znane z liceum są opracowywane wyczerpująco od strony teoretycznej. Zwróciłem na to uwagę, kiedy na statystyce zaczęliśmy przerabiać rachunek prawdopodobieństwa, wyprowadzony z pojęć teorii miary. Ponadto znacznie wzrosła ilość materiału do przeróbki; wydaje mi się, że wszystko, co było omawiane w liceum, wielu wykładowców zdążyłoby wyłożyć w trakcie jednego semestru na jednym wykładzie tygodniowo. A tutaj tylko w chwili obecnej przedmiotów matematycznych mam trzy. Niestety, na same ćwiczenia poświęcane jest znacznie mniej czasu. Normalna jest sytuacja, że na wykładzie dostajesz partię teoretyczną, zaś zadania musisz nauczyć się robić we własnym zakresie, ponieważ na ćwiczeniach zdążą jedynie sprawdzić, czy umiesz to robić i ewentualnie pokazać parę sztuczek lub dodatkowych metod. Oczywiście wiele zależy od przedmiotu oraz prowadzącego, np. na matematyce dyskretnej bardzo często udaje się przerobić całą kartkę A4 zadań i jeszcze jest czas na wytłumaczenie, jak się do nich zabierać.

Na dobrą sprawę spora część omawianych zagadnień nie jest znowu aż tak trudna z czysto metodologicznego punktu widzenia. Ot, np. obliczenie całki krzywoliniowej skierowanej brzmiące dość złowrogo w rzeczywistości sprowadza się do przedstawienia łuku, po którym całkujemy w postaci zbioru funkcji jednej i tej samej zmiennej, a następnie wstawienia tego wszystkiego do odpowiedniego wzoru i policzenia całki. Prawdziwa trudność to ogromny aparat matematyczny, na którym cała metodologia się opiera; żeby rozwiązać pewne niecodzienne zadania, niezbędne jest pamiętanie, co się z czym wiąże, w jaki sposób, gdzie trzeba policzyć coś z definicji itd. W przykładzie powyżej napisałem, że konieczne jest liczenie całki, tymczasem zagadnienie to jest samo w sobie rozległe, gdyż nie istnieje ogólny algorytm rozwiązywania takowych. Jeśli trafisz na zadanie opierające się na sztuczce, której nie znasz lub wykorzystujące wzór, którego zapomniałeś, masz problem.

Teoria

Normą na studiach jest konieczność dokładnego nauczenia się teorii, gdyż na egzaminach jest część sprawdzająca to, gdzie np. trzeba podać i udowodnić jedno z 90 twierdzeń, jakie znalazły się na wykładzie. Co do tego mam mieszane uczucia; jest oczywiste, że niektóre definicje i twierdzenia są niesamowicie istotne i rzeczywiście robi się z nich użytek w zadaniach, ale trafiają się partie materiału mało komu potrzebne, poza matematykami, gdyż poza byciem podbudową do innych zagadnień teoretycznych, nie mają zbyt wielu zastosowań. Patrząc po innych kierunkach studiów wiem, że można tamte zagadnienia wyłożyć bez tej wiedzy, więc czemu informatycy mają być "lepsi", zwłaszcza że z kolei parę innych rzeczy, które faktycznie im się przydadzą, traktowanych jest po macoszemu. Matematyka jest już tak rozległa, że człowiekowi, który nie będzie jej poświęcać całego życia, raczej ciężko wymyślić w niej coś odkrywczego, a przecież absolwenci informatyki będą raczej skupieni na tworzeniu programów i systemów informatycznych. W związku z tym przydałabym im się bardziej praktyczna wiedza. Gdyby nagle było im coś potrzebne, przecież są książki, gdzie inteligentny człowiek na pewno sobie znajdzie i zrozumie to, co chce.

W zyxogrodzie

Zauważyłem u siebie jedną nieciekawą rzecz związaną z matematyką, mianowicie spadek sprawności rachunkowej spowodowany pięciomiesięcznymi wakacjami, którego nie było jak/gdzie/kiedy później do końca zniwelować. Ponadto w sumie jest też problem z wyczuciem, kiedy można zastosować podejście "to widać", a kiedy trzeba się rozpisać, co skutkuje czasem ślęczeniem nad przykładem, co do którego wiem, jaki jest wynik, ale cały czas myślę, czy krok, który mnie do niego prowadzi jest dozwolony, a jeśli tak, to dlaczego :). Ponadto jest też problem z czasem - gdybym miał się uczyć na 5.0 lub nawet 4.5, musiałbym na jakiś czas przynajmniej rzucić programowanie w diabły, zarezerwować wszystkie weekendy i wolne chwile na matematykę, a następnie liczyć, liczyć i liczyć (nie wspominając o zdobyciu materiałów, bo przecież gdybym miał sam wymyślać metodologię rozwiązywania wszystkich możliwych zadań, zeszłoby jeszcze dłużej). Dlatego oceny są takie, a nie inne - zdobyć zaliczenie, a na jaką ocenę, to już jest mniej istotne.

Kosiarz studentów

Tak naprawdę to właśnie matematyka jest największym kosiarzem studentów na pierwszym roku. Uczciwie licząc, koniecznego do zdania wstępu do informatyki nie zaliczyło raptem kilka, może kilkanaście osób (wliczając w to tych, którzy zrezygnowali ze studiów jeszcze zanim się zaczął na dobre pierwszy semestr). Natomiast warunki z analizy czy algebra do powtórki to już częstszy widok. Na naszym kierunku rok powtarza się, kiedy na koniec ma się deficyt 12 punktów ECTS. Tak więc wystarczy nie zdać algebry w semestrze 1 i analizy w drugim, by już móc się pożegnać z rokiem, a przecież obok tych przedmiotów jest jeszcze matematyka dyskretna i statystyka, nie wspominając już o rzeczach stricte niematematycznych, gdzie też się komuś może podwinąć noga. Na dokładkę istnieje coś takiego, jak słynna wymiana grup między dwoma ćwiczeniowcami z analizy. Sytuacja wygląda następująco: obecnie ćwiczenia prowadzą trzy różne osoby, powiedzmy: A, B i C. Każda z nich dostaje następującą liczbę grup: 3, 2, 1. Jednak ponieważ A prowadzi także wykłady i w dodatku posiada najwięcej grup, na drugi semestr oddaje jedną z nich panu B, u którego zdawalność jest wyraźnie niższa, zaś poziom kolokwiów - wyższy (wskazówka do jednego z jego zadań: zadanie da się rozwiązać :)). Jeżeli ktoś nie zaliczył semestru pierwszego, musi w drugim mieć 3.5, aby mieć szansę to nadrobić. Jeśli znalazł się w grupie zmieniającej prowadzącego, zaczynają się kłopoty :).

W tym roku wyrocznia wytypowała moją grupę jako ofiarę takiej zamiany i na nic zdały się prośby starosty. Na szczęście mnie uszczęśliwia już 3.0, a ponadto improwizacja akurat dobrze mi wychodzi, więc może się ta sztuczka uda :). Z ćwiczeniami u nowego prowadzącego sprawa wygląda tak, że jak ktoś nie potrafi rozwiązać zadania, dostaje kosztującego dwa punkty minusa. Dziwnym trafem podczas jednych zajęć minusów potrafi polecieć nawet 8, ponieważ ludzie, słysząc swoje nazwisko od razu mówią: "ja może podziękuję", nawet nie dając sobie szansy na ratunek. Ale trudno. Ja tam wolę iść, bo z doświadczenia już wiem, że warto.

Zakończenie

Wybierasz się na studia informatyczne na AGH? Dobra rada: we wrześniu otwórz podręcznik do matmy i przypomnij sobie najważniejsze zagadnienia: liczenie granic, pochodnych, trygonometrię, zależności i najważniejsze wzory. Zrób parę zadań na rozgrzewkę i nie będziesz mieć już na starcie zaległości. To nic, że pochodnych nie ma już na maturze. Wykładowców g...uzik obchodzą idiotyczne pomysły speców z MEN, zwłaszcza że sami tej instytucji nie podlegają. Jeśli jesteś ambitny, kup Krysickiego i naucz się liczyć całki nieoznaczone - będziesz mieć więcej wolnego czasu w trakcie semestru :).

Matematykę wyższą da się przeżyć, jeśli ma się trochę oleju w głowie. Co do jej przydatności nie mam wątpliwości, nawet jeżeli teraz bezpośrednio nie jej wykorzystuję. Za to projektując coś programistycznego, staram się nadać temu logiczny i ścisły kształt na wzór obiektów definiowanych na wykładach. Mówcie, co chcecie, ale abstrahując już od wykładowców, fanaberii ćwiczeniowców, organizacji programu - jest w tym jakieś piękno, że z dwóch definicji i czterech założeń można wyczarować cuda.

Powrót

Komentarze

Napisał mempty w środę, 16 kwietnia 2008 o 21:24

Dzięki za charakterystykę matematyki na AGH :) Również sądzę że warto się zacząć wcześniej uczyć żeby nie mieć w semestrze problemów.
Pozdrawiam

Napisał Unit03 w środę, 16 kwietnia 2008 o 21:29

Oj, tylko teraz na te studia trzeba się dostać...

To nic, że pochodnych nie ma już na maturze. (...) Jak dobrze było trafić na sora, który ma podobne podejście. Dzięki temu wierzę, że przy całkach będzie prędzej "no, to to się robiło mniej więcej tak..." niż "woow, ale śmieszne S" :)

Szkoda, że nie ma trackbacka, bo do moich draftów zaraz trafi podobny wpis, ale na razie o matmie tylko w liceum...

Powodzenia z zaliczeniami w przyszłości. :)

Napisał m_gol w środę, 16 kwietnia 2008 o 23:26

Z doświadczenia wiem, że często nauczenie się dowodów mnogości twierdzeń powoduje zwiększenie zdolności do robienia zadań. Dlaczego? W zadaniach czasami przydają się metody zaczerpnięte z dowodów twierdzeń, a nie... same twierdzenia!

Poza tym matematyka uczy myśleć i chyba w informatyce też się to przydaje -- zagadnień teoretycznych (a jednak związanych z rzeczywistością), jest sporo, jak choćby modele współbieżności. Choć oczywiście nie wiem, ile materiału matematycznego jest na AGH i czy nie za dużo. Uważałbym po prostu z generalizowaniem, że to się nie przyda. Zwłaszcza że to chyba głównie pierwszy rok, więc nie tak dużo. Tyle że ja pewnie mam trochę spaczone spojrzenie, gdyż informatykę studiuję na uniwerku, do tego w parze z matematyką jako drugim (a raczej pierwszym z mojej perspektywy ;)) kierunkiem. :)

A co do sprawności rachunkowej -- racja, mi ona od pierwszego roku (gdzie było dużo zadań obliczeniowych na GAL-u) strasznie spadła; przy dowodach twierdzeń z topologii czy algebry pojęcie rachunków najczęściej nie występuje, nie ma więc gdzie tego trenować. Przypomina mi się tu stwierdzenia jednego z młodych doktorów, zajmujących się równaniami różniczkowymi, który mówił, że jego profesor kiedyś stwierdził, iż powinno się co miesiąc zrobić co najmniej 30 stron rachunków, by nie wypaść z wprawy. :D

Napisał Zyx w czwartek, 17 kwietnia 2008 o 10:44

m_gol -> dlatego mówię o części teorii. Na przykład wydaje mi się, że teorię wyznaczników wcisnęli nam "na siłę", bo tak brzydko wyglądało branie czegoś z kosmosu :). Jak dotąd przydawał się wyznacznik, teoria jego powstania - ani razu, poza tym że była na egzaminie. Z kolei formy kwadratowe, potrzebne później na analizie, nawet nie zostały dobrze wyjaśnione, bo to już ostatni wykład był z algebry, o przećwiczeniu tego nie wspominając.

Tak samo brakuje mi czasem sensownego przeniesienia wiedzy na informatykę. Na algebrze było rozwiązywanie układów równań liniowych, ale sposobem nadającym się do liczenia na papierze. Na językach programowania zadanie: napisać program rozwiązujący układ równań liniowych. Siedzimy wszyscy, stukamy kod liczący wyznaczniki, Bóg wie co, nikomu chyba program do końca nie działa, bo się trafiają coraz to nowe przypadki i dopiero później wyczytałem w Cormenie o sensownym (prostszym, precyzyjniejszym i wydajniejszym) algorytmie rozwiązywania takich układów za pom. komputera.

Napisał mitrandir77 w czwartek, 17 kwietnia 2008 o 14:23

zyx -> dopiero teraz zdalem sobie sprawę z tego, że informatyka w moim liceum stoi naprawdę na wysokim poziomie. Programy do rozwiązywania układów równań liniowych pisaliśmy na początku drugiej klasy i to wlasnie Eliminacją Gaussa :)

Napisał Zyx w czwartek, 17 kwietnia 2008 o 15:44

Akurat nie miałem na myśli metody Gaussa :). Ale jeżeli piszecie takie programy w liceum, to moje gratulacje.

Napisał Frozzer w piątek, 18 kwietnia 2008 o 01:34

Studia, jak to studia, zawsze na start jest ciezko :), ale z tym 4.5-5.0 jako niemozliwym nie przesadzaj, bo mozna tyle robic majac czas na prace, dziewczyne, sport i kilka innych drobiazgow :). Nie jest toproste, ale zapewniam, ze sie da :). Wiesz tak samo dobrze jak ja (z doswiadczen w LO), ze sztuka wyboru optymalnego rozwiazania i czasem nagiecia niektorych zasad (ktore mozna nagiac) pozwala zrobic niemozliwe :). Powodzonka zycze.

p.s. Wnerwil mnie formularz komentarza, na bota nie wygladam, a on mi kaze sie do regul stosowac, a fuj :P Formularz jest dla ludzi, nie na odwrot Panie informatyk. Troche ekonomii biznesu by sie przydalo.

Napisał Zyx w sobotę, 19 kwietnia 2008 o 12:28

tja... na analizie to możesz i tydzień siedzieć, a i tak facet cię zagnie na pierwszym lepszym zadaniu.

Ad. komentarza -> panie ekonom, są dwa rozwiązania:
1. Będziesz mi regularnie kasować spam tak, bym nawet nie zauważył, że takie debilstwo mi się pojawia.
2. Zniszczysz wszystkich ludzi piszących spamboty i ich dzieła.
Wtedy ewentualnie mogę się zastanowić nad usunięciem tego jakże prostego testu.

Napisał m_gol w sobotę, 19 kwietnia 2008 o 16:08

@ Zyx:

Wyznaczniki (i ogólnie - podstawowa teoria macierzy) to rzecz, która przydaje się w KAŻDYM dziale matematyki - czy to w analizie, czy w algebrze, itp. itd. Dlatego, nawet jeśli nie widzisz zastosowania, takie podstawy chyba informatyk na sensownej uczelni powinien poznać. :) Zwłaszcza, że możesz kiedyś spotkać się z koniecznością napisania podprogramu liczącego coś, a wtedy podstawy matematyki mogą być nieocenione.

Uważam przy tym - oczywiście - że wystarczą wam podstawy i za bardzo katować was tam nie trzeba. No ale jeszcze pół roku i będziesz miał tę swoją informatykę w czystej postaci. :)

Napisał Zyx w sobotę, 19 kwietnia 2008 o 21:16

Toteż piszę, że sam wyznacznik się przydał, i to niejednokrotnie :). Gorzej z teorią jego funkcjonowania :).

Napisał radzio w środę, 23 kwietnia 2008 o 20:21

Ja powiem tak.
Matematyka informatykowi jest niezbędnie potrzebna, wręcz wymagane, ale jest pewne ale.

1) Niestety niektóre przedmioty matematycznie są wymaga bardzo chaotycznie i czytając wykład, który notowałem czasami nie widzę związku przyczynowo skutkowego. W liceum miałem nauczycielkę, która była bardzo pedantyczna pod tym względem i każda definicja i twierdzenie było podane w odpowiednim miejscu dzięki czemu nauka czy przypomnienie było bardzo proste.

2) Różne oznaczenia... na wykładzie inne, w literaturze inne. Nie mówiąc już o fluktuacjach między samymi uczelniami czy wykładającymi.

3) W tej chwili jedynie matematyka dyskretna wydaje się być powiązana z informatyką (widać od razu zastosowanie). I ogólnie jest wykładana na luzie i na wesoło (choć troszkę chaotycznie), ale akurat tutaj to nie stanowi problemu.

4) Przerost teorii - to jest najgorsze przez 3/4 wykładu mamy dowód jakiegoś kosmicznego twierdzenia z którego i tak się nie korzysta (doświadczenie z 1 semestru), a zamiast tego korzysta się z wniosków z tego twierdzenia, które są o wiele prostsze etc. Co najgorsze te wnioski nie wynikają często z kosmicznego dowodu, w którym "no państwo widzą" - a kur** często nie widać :|

5) Nie wspomnę o tym, że zmienili nam program przez co całki krzywoliniowe i powierzchniowe braliśmy w złej kolejności bo było to potrzebne na statystykę...

6) Ogólnie sporo rzeczy jest brane bardzo dupnie. Teraz trochę odbiegnę od tematu matmy samej, ale...

Fizyka - imo powinna być dopiero na 3 semestrze (wymagane tam są teraz w mechanice kwantowej operatory lambda etc), które braliśmy dopiero ze 3 tygodnie temu na analizie, nie mówiąc o całkach, które pojawiły się na pierwszym wykładzie ;D (a na analizie pod koniec 1 semestru). Teraz na laborkach z fizyki mamy obliczanie niepewności i regresji (do sprawozdań) o wiele lepiej byłoby to robić po przejściu przez matematyką statystyczną = znajomość teorii i praktyki = przyjemniejsze laborki a nie pisanie sprawozdań ( na początku ) z dupy.

Tak samo jeśli chodzi o elektronikę, tam z kolei wymagany jest rachunek różniczkowy, który będziemy mieli dopiero na .... 3 semestrze. Więc wykład poszedł w pizdu :|, bo co mi z tego że widzę wzorki skoro równań różniczkowych rozwiązywać nie potrafię, nie mówiąc o zaawansowanej interpretacji geometrycznej/fizycznej etc.

Dlatego jak dla mnie jest to trochę nasrane wszystko na początku na siłę aby potem móc skoncretować się przedmiotach informatycznych, choć i one mogłyby być ciut inaczej :-).

Tak na podsumowanie:
Pogram jest jak dla mnie źle ułożony. W pierszym semestrze powinna być algebra, analiza (rozszerzenie wiedzy z liceum, poukładanie wszyskiego), Podstawy Uniksa, JTP (Języki i Techniki Programowania - nauka C++, WDI, ale w formie innej niż to mieliśmy :D) no i właśnie ... tu zaczyna się problem - czym wypełnić czas :>? I stąd nawalenie elektroniki/elektrotechniki ...

Dlatego jak dla mnie to trochę program jest nie teges, no i na koniec -
nawet najtrudniejsze twierdzenie/teorię można wyłożyć w sposób nie tylko zrozumiały, ale nawet zaciekawiając. No i powiedzmy sobie szczerze - czy student o godzinie 7:30 może myśleć nad analizą :|. Nie mówiąc już o maratonie, który mieliśmy w I semestrze - 5h godzin matematyki (praktycznie bez dłuższej przerwy pozwalajacej na odpoczynek (5 - 10 minut to gówno), oczywiście te 5h też od 7:30 ;]

Tak więc jak dla mnie to źle to poukładane trochę.

Napisał Silmethule w wtorek, 6 maja 2008 o 22:03

"rób parę zadań na rozgrzewkę i nie będziesz mieć już na starcie zaległości. To nic, że pochodnych nie ma już na maturze. Wykładowców g...uzik obchodzą idiotyczne pomysły speców z MEN, zwłaszcza że sami tej instytucji nie podlegają. Jeśli jesteś ambitny, kup Krysickiego i naucz się liczyć całki nieoznaczone - będziesz mieć więcej wolnego czasu w trakcie semestru :)."

Jak to dobrze, że na kółku fizycznym (de facto kółko matematyczne wyrównawcze, mające wyrównać poziom pierwszaków do potrzebnego, by rozumieć fizykę :P) naumiał nas nieprofesor (jak sam się zatytułował) pochodne liczyć, całki nieoznaczone też, a siłą rzeczy i oznaczone od razu. Do tego wymusił od nas "widzenie" funkcji trygonometrycznych, bez myślenia o nich. Dobrze wiedzieć, że to się przyda na starcie studiów ;).

Strona 1 z 1 :: 1

Skomentuj

NickInformacja
E-mailTylko do użytku wewnętrznego.
WWWNie zapomnij o http://
LayoutNapisz tu, czy widzisz dzienny czy nocny layout.
WpisFormatowanie wiki
Internauto, pamiętaj! Wolność to nie samowola - dbaj o kulturę wypowiedzi oraz dyskusji w sieci.

Na Zyxist.com panuje swoboda wyrażania opinii oraz krytyki pod dowolnym adresem. Jedyny warunek: musi być ona kulturalna i rzeczowa. Na chamstwo, prostactwo lub jawne obrażanie kogokolwiek nie ma tu miejsca i takie komentarze są bardzo szybko usuwane. Jeśli zamierzasz polemizować z treścią wpisu, wpierw uważnie ją przeczytaj.

© Tomasz "Zyx" Jędrzejewski 2005 - 2008 | Wykonanych zapytań: 2 | Serwer wirtualny zapewnia