Dziś jest piątek, 25 lipca 2008 roku (z kalendarza...)

Wyjście na Ciemniak

Icon

18.05.2008, 20:39

Podróże

Komentarze (2)

Powrót

Ciemniak to szczyt w Tatrach Zachodnich będący częścią masywu Czerwonych Wierchów. Liczy sobie 2096 metrów wysokości nad poziomem morza. Był on celem wczorajszej wyprawy, na którą wybrałem się wraz z grupką znajomych studentów i nie tylko. W maju nie wspinałem się jeszcze nigdy, stąd widoki i krajobrazy były dla mnie nowością. Niesamowicie piękną, należy uczciwie dodać.

Z Krakowa wyruszyliśmy jeszcze w piątek po 19.00 dwoma samochodami. Niemal natychmiast zaczęła się potężna ulewa, która towarzyszyła nam aż do Zakopanego, tak więc na miejscu byliśmy dopiero przed 23.00. Zakwaterowaliśmy się w niedużym pensjonacie sióstr Nazaretanek i po kolacji położyliśmy się spać, aby wypocząć przed sobotnim wejściem.

W sobotę wstawanie odbywało się między 6.30, a 8.00, a ci, co wstali i ogarnęli się, dołączali do trwających w kuchni przygotowań mega-jajecznicy dla 8 osób z 30 jajek. Tu taka mała uwaga: rozbicie jednego jajka na czole może i wygląda efektownie, ale rozbicie dwudziestu powoduje powstanie guza, stąd też sposób ten niestety nie znajduje większych zastosowań kulinarnych :). O dziwo, pogoda była całkiem ładna. Świeciło nawet słońce. Ostatecznie krótko po dziesiątej znaleźliśmy się w wiosce Kiry, gdzie rozpoczynał się interesujący nas szlak.

Droga początkowo prowadziła całkiem płasko, Doliną Miętusią. W okolicach takiego mostku szlaki rozdzielały się. Zielony na prawo prowadził w kierunku schroniska Ornak, czarny w lewo - na szczyt. Nie trzeba tłumaczyć, który wybraliśmy. Trochę sobie trzeba było później przejść lasem, lecz ten powoli zaczął się przerzedzać. Nad nami górowały ośnieżone szczyty. W Krakowie wiosna trwała już w pełni, tymczasem tam dopiero się nieśmiało zaczynała. W końcu dotarliśmy do pierwszych, jeszcze niedużych zwalisk śniegu. Mijane polanki stopniowo robiły się coraz większe, jednocześnie przybierając żółtawą barwę. Stopniowo wyłaniały się przed nami kolejne wierzchołki. Wbrew pozorom, nie było aż tak zimno. Czasem tam zawiało mocniej, ale przez cały czas szliśmy w podkoszulkach, niemniej jednak dobre, porządne buty turystyczne były w tych warunkach niezbędne, tym bardziej że śniegu było więcej i więcej. Przykrywał on niektóre odcinki szlaków, i to całkiem grubą warstwą - źle stanąłeś i zapadałeś się po kolana w puchu. Zmieniłem sobie okulary na przyciemniane, aby biel nie raziła aż tak bardzo oczu.

Minęło jeszcze trochę czasu, a my dotarliśmy do Chudej Przełączki na wysokości 1850 metrów. Część grupy zachwyciła się wspaniałym, odsłoniętym, panoramicznym widokiem na ośnieżone Tatry Zachodnie, przez co musieliśmy sobie tam na nich trochę poczekać. Tam namyśliliśmy się, którą trasą wrócić na dół (Doliną Tomanową) i zaatakowaliśmy szczyt. Zaczęły się naprawdę duże pola śnieżne, które tylko z rzadka ustępowały miejsca skałom. Około 15.00 dotarliśmy do słupka granicznego oznaczającego jednocześnie szczyt. Widok na Tatry Słowackie zapierał dech w piersiach. Przed nami znajdował się pogrążony w chmurach Krywań (2494 m.), a daleko na horyzoncie, ledwo widoczne, majaczyło Bystré Sedlo (2314 m.). Rzut oka w drugą stronę, a tam Wołowiec i Rakoń. Za nimi dawało się dostrzec Plačlivé (2124 m.) i Baranec (2288 m.) - wszystkie, poza pierwszym, zdobyte wcześniej czy jeszcze wcześniej.

Pogoda zaczynała się jednak zmieniać. Ze szczytu widzieliśmy zbliżające się z południa ciemne chmury. Szybko dokończyliśmy sesję fotograficzną i rozpoczęliśmy ewakuację. Parędziesiąt metrów niżej, na jednym z niewielu wolnych od śniegu miejsc było już pewne, że lada moment dopadnie nas deszcz ze śniegiem, tak więc wyciągnęliśmy kurtki, osłony na plecaki i wszystko, co kto miał. Zmieniłem sobie nawet spodnie na ciepłe zimowe, poniekąd z myślą o konieczności późniejszego powrotu do Krakowa. W końcu niezbyt ciekawie jest jechać parę godzin w przemoczonych do suchej nitki dżinsach. Zdążyliśmy z tym wszystkim w samą porę. Zacinało dosyć mocno, ale na przełęczy deszcz już znacząco osłabł. Ponadto, skręcając w szlak do Doliny Tomanowej, zaczęliśmy poruszać się w kierunku przeciwnym do chmur i po paru minutach znów było sucho. Ten szlak wymagał zwiększonej uwagi. Szliśmy po zboczu góry, które służyło rozmaitym jęzorom lodowym do zsuwania się w dół. W wielu miejscach szlak przesłonięty był grubą warstwą śniegu nachyloną pod sporym kątem. Szliśmy po napotkanych już śladach, przytrzymując się z jednej strony zbocza, a z drugiej pomagając sobie kijkami. W sumie ze złapaniem równowagi nie było problemów, ale to są Tatry i lepiej nie ryzykować, tudzież popisywać się brawurą. Niestety, z tej części trasy nie mam żadnych zdjęć - tuż przed deszczem schowałem aparat, a ponadto i tak by mi tutaj bardzo przeszkadzał. Podróż wzdłuż zbocza trochę trwała, lecz ostatecznie dotarliśmy do szlaku na Tomanową Przełęcz, gdzie obraliśmy kierunek na dół do schroniska. Tu poszło już szybko, gdyż nie było śniegu, droga zrobiła się szeroka, a pod koniec nawet zaświeciło słońce. Na dole ciepła herbatka, szarlotka i podróż ku autom. Wyprawa zakończyła się tuż po 19.00.

Na koniec pozostała kwestia powrotu do Krakowa. Podzieleni byliśmy po cztery osoby do każdego z samochodów, lecz dwójka znajomych dysponujących jednym z nich, nie jechała z powrotem w tym kierunku, stąd też kolejny pasażer i ja musieliśmy znaleźć sobie alternatywny środek transportu. Padło na usługi PKS Kraków, wyruszającego o 21.00. Droga upłynęła miło na rozmowie o szeroko pojętej aktywnej turystyce. Po 23.00 byliśmy już z powrotem na krakowskiej ziemi.

Wyjazd zaliczam do udanych. Fajna ekipa, niezła pogoda, świetne widoki i góry. Czego chcieć więcej? Na zakończenie załączam kolejną galerię ze zdjęciami public domain.

Na tym majowe podróże się nie kończą. Parafrazując tytuł e-maila organizacyjnego, za pięć dni o tej porze będziemy w reaktorze (prawie). W czwartek o 3.06 rano rozpocznie się czterodniowa wyprawa na Ukrainę, której głównym celem jest Czarnobylska Elektrownia Jądrowa i położone u jej stóp opuszczone miasto Prypeć. Przygotowania do dokumentacji fotograficzno-tekstowej już trwają. Możecie spodziewać się naprawdę obszernej relacji wzbogaconej o mnóstwo zdjęć.

Powrót

Komentarze

Napisał scanner w niedzielę, 18 maja 2008 o 22:34

Jak Wy wchodziliście na szczyt, ja byłem w drodze z Zakopanego do Wrocławia (via Krakowski Rynek), po zasłużonym tygodniu odpoczynku.

Napisał Nowaker w wtorek, 20 maja 2008 o 00:13

Hmmm, to może i ja wrzucę parę fotek z mojej wyprawy majowej do Żywca? ;)

Strona 1 z 1 :: 1

Skomentuj

NickInformacja
E-mailTylko do użytku wewnętrznego.
WWWNie zapomnij o http://
LayoutNapisz tu, czy widzisz dzienny czy nocny layout.
WpisFormatowanie wiki
Internauto, pamiętaj! Wolność to nie samowola - dbaj o kulturę wypowiedzi oraz dyskusji w sieci.

Na Zyxist.com panuje swoboda wyrażania opinii oraz krytyki pod dowolnym adresem. Jedyny warunek: musi być ona kulturalna i rzeczowa. Na chamstwo, prostactwo lub jawne obrażanie kogokolwiek nie ma tu miejsca i takie komentarze są bardzo szybko usuwane. Jeśli zamierzasz polemizować z treścią wpisu, wpierw uważnie ją przeczytaj.

© Tomasz "Zyx" Jędrzejewski 2005 - 2008 | Wykonanych zapytań: 2 | Serwer wirtualny zapewnia