Jako że Stalowa Wola w skali kraju dużym miastem nie jest, ciężko jest dostać w nim książki dotyczące egzotycznych rzeczy. M.in. przez to wciąż nie mam w swojej biblioteczce porządnego słownika języka słowackiego i muszę zadowalać się kieszonkową wersją, w której nie ma podanych żadnych informacji o odmianie, czy związkach frazeologicznych. W Krakowie takowy znalazłem w jednej z księgarni przy rynku. Dwutomowy "Słownik słowacko-polski" zawierający wyczerpujące opisy 50 tys. haseł to jest to. Miałem go w rękach, kartkowałem, spojrzałem na cenę i się załamałem. Kosztował 200 złotych. Przy sobie miałem około pięćdziesięciu, więc nici z zakupu. Zamiast tego nabyłem opracowanie "Zaimki w języku i w tekście. Studium słowacko-polskie." autorstwa Marii Papierz. Dziś rano przeczytałem pierwszych kilkanaście stron i muszę przyznać, że także i to jest nader ciekawa lektura. Pojawiają się co prawda specjalistyczne terminy, których nie znam, ale ich znaczenia można domyślić się z klarownego opisu lub też z podanej definicji. A ten słownik i tak dostanę, tylko mi pieniądze za projekty spłyną!
Oprócz tego zrobiłem sporo bardzo ładnych zdjęć Katedrze Wawelskiej i "oceanarium", które oceanarium nie jest. Jestem dumny szczególnie z tych drugich, gdyż z powodu zakazu używania lampy błyskowej aparat w trybie automatycznym dobierał strasznie idiotyczne ustawienia przesłony i migawki, w związku z czym całą tę kolekcję pstryknąłem na ręcznych. Na parę fotografii mam już nawet zamówienia celem ich ustawienia na tapecie :). Jak poddam je niezbędnej obróbce, wrzucę kilka najciekawszych do Internetu.







Napisał cesp w piątek, 28 października 2005 o 22:46
krakow to wiocha jakich malo.