W wielu komentarzach pojawiają się głosy, iż tak naprawdę nie ma dziś żadnego naprawdę wyróżniającego się kandydata z wizją, który mógłby pociągnąć inwestycje; fakt, są one realizowane, ale w niesamowicie wolnym tempie. Parę miesięcy temu przeglądałem plan rozwoju miasta i wyczytałem, że 2006 jest ostatnim rokiem pierwszego etapu szerzej zakrojonych inwestycji mających na celu ostateczne zerwanie z hutniczą przeszłością polegające m.in. na przebudowie głównych szlaków komunikacyjnych, remoncie infrastruktury oraz wzniesieniu/remoncie wielu obiektów użyteczności publicznej. Reorganizacja faktycznie się zaczęła, temu ciężko zaprzeczyć (5-kilometrowy odcinek obwodnicy omijający dzielnicę Rozwadów, Droga przez Hutę itd.), lecz opóźnień i pewnych zaniedbań jest sporo. W tym roku powinna ruszyć budowa kolejnego odcinka obwodnicy, lecz urywający się w szczerym polu koniec dotychczasowej trasy nic się nie zmienił od momentu powstania. W planie figuruje też np. zakup automatów biletowych do autobusów miejskiej komunikacji i kilka innych rzeczy, których próżno szukać. Nawet budowa hali sportowej w moim liceum miała zacząć się w 2004 roku, ruszyła w tym, przy czym robotnicy kręcili się tam tylko od czerwca do początku września i zdołali wylać jedynie fundamenty - tyle że ta inwestycja akurat należy już do powiatu, a nie do rady miasta.
Przejdźmy teraz do "właściwego" miasta, w którym będę głosował, tj. Niska. W zasadzie ciężko powiedzieć, że kieruje nim ktoś konkretny. Działania władz są chaotyczne i brakuje w nich jakiejś spójnej wizji lokalnej społeczności. W lipcu wyremontowano ulicę, przy której mieszkam robiącą za aleję TIR'ów, ale raczej tylko z konieczności (remont) - po prostu po ostatniej zimie porobiły się w niej już takie dziury, że nie dało się przejechać przez nią inaczej, niż slalomem. Ale wykonanie to tragedia. Koleiny na nowym asfalcie można było wyczuć już dwa tygodnie po jego położeniu - wystarczyło się rowerem w poprzek przejechać. Obecnie da się je nawet zobaczyć. Co więcej, nikomu nie przyszło w ogóle do głowy, by ją poszerzyć nawet o głupi metr i ułatwić życie rowerzystom oraz kierowcom. Miejsca jest sporo. Chodniki - wyremontowane w większości tylko po jednej stronie, a cała akcja ich odnowy zawsze jest przeprowadzana przed wyborami. A co z jedyną drogą do Stalowej Woli? Przejechanie 4,5 km do granicy miasta na rowerze można śmiało do sportów ekstremalnych zaliczyć. Ruch kosmiczny, pobocza wołają o pomstę do nieba, pełno w nich dziur i pęknięć. A droga do Leżajska? Fajnie, jest nowa nawierzchnia, tylko czym wy się tak puszycie, drodzy politycy, jeżdżący sobie bezpiecznymi samochodami? Siądźcie sobie kiedyś na rower i popedałujcie te 40 kilometrów. Żwir zamiast porządnego asfaltu na poboczu to na bocznych drogach można wysypywać, ale nie na krajówce, po której pędzą 100 na godzinę kilkunastotonowe TIR-y! Do Lublina i Rzeszowa jakoś się dało; Stalowa Wola i Tarnobrzeg też kłopotów z tym nie miały.
Wybory... no nic, trzeba wziąć kandydatów pod lupę i pomyśleć.














