Warunki bytowe nieco gorsze - budynek LO im. Stanisława Staszica w Lublinie w porównaniu z podstawówką w Ostrówku znajduje się w gorszym stanie. Dość, że dopiero na czwarty dzień nam włączono ciepłą wodę. Ulokowani zostaliśmy w części sportowej szkoły, tj. sala gimnastyczna i pomieszczenie na wyposażenie. Przestrzeni było w bród - dość, aby na tym samym parkiecie jednocześnie grać w kosza, go/szachy/brydża (niepotrzebne skreślić), spać oraz programować przy laptopie :). Bardzo mi się też podobało zaopatrzenie w sprzęt muzyczny. Mieliśmy dwie gitary, w tym elektryczną, a także pianino, więc można było dokształcać się nie tylko w sferach ścisłych.
Ad. programu - generalnie część wykładów (w tym dwa moje) nie odbyła się z różnych powodów. Na część też nie poszedłem z jeszcze innych powodów (np. pamięci :)). Czy wobec tego zmarnowałem tam czas? Nie! Ta edycja zdominowana została przez informatykę i matematykę, a hasłem przewodnim były ezoteryczne języki programowania. Pierwszego dnia wraz z kolegą Krzysztofem Piecuchem rozpoczęliśmy tworzenie nowego takiego języka. Po paru nieprzespanych nocach i ominiętych wykładach z nieprzeniknionych mroków tajemnic wyłonił się język Revomer oraz jego interpreter w zaawansowanym stanie prac. Na razie wystarczy tylko powiedzieć, że uruchomiliśmy w nim już program wypisujący "Hi universe", a jego szczegóły podam niedługo. Musimy jedynie ukończyć prace nad interpreterem oraz przepisać oficjalną specyfikację na komputer. Tak nawiasem mówiąc - spisaliśmy ją na szarym papierze toaletowym :). Wiedza praktyczna? Czemu nie, zwłaszcza, że wręcz kocham tworzenie interpreterów oraz kompilatorów :).
Aby nie było niejasności - wspomniany wyżej ezoteryczny język programowania nie jest zwyczajnym klonem BrainFucka lub podobnych. Jego środowisko pracy rządzi się własnymi, pokręconymi prawami, które autentycznie zmuszają do znalezienia całkowicie nowego punktu widzenia na takie sprawy, jak instrukcja warunkowa, zaś sam kod wyglądem nieco przypomina assembler.





