Tak, rok szkolny trwa już od tygodnia. Klasa maturalna to rzeczywiście nieco inna jakość. Świadomość, że zostało mu już zaledwie 7-8 miesięcy nauki w normalnej szkole, działa pobudzająco na wyobraźnię. Profesorowie chodzą w kółko lub kwadrat i do znudzenia powtarzają, że Giertych musi odejść i że matura musi być zdana. Rozważania takie towarzyszyły Zyxowi przez całą drogę do owianej już legendą Jaskini, czyli sali informatycznej. Jeszcze tylko przedostanie się przez firewall i już jego postać zostaje zalana znanym, żółtym światłem świetlówek oraz promieniowaniem z kilkunastu monitorów. Dwa miesiące nieobecności wystarczyły, aby zaszło kilka zmian. Za serwer wziął się poprzedni "stawiacz", podprowadzając jeden z "naszych" HDD z nieformalnie postawionym stwierdzeniem, że RAID nie jest żadnemu serwerowi do szczęścia potrzebny, a Slackware Linux bez systemu pakietów, którego nie da się aktualizować, jest lepszy niż Arch z boskim pacmanem. Zyx razem z Romkiem po cichu liczyli cały czas, że mu się nie uda i Don Procesorro powierzy z powrotem im całą robotę. Roboty jednak jest więcej. Zyxowi bardzo nie podobają się obrazy zainstalowane na wszystkich stacjach roboczych ubiegłego roku, na których brakuje tak elementarnych programów, jak Total Commander, a za to wyposażonych w... ściągnięte paczki z Linuksem, które potrzebne są tam, jak dziura murowi. To się też zdałoby zmienić, w końcu klasa mat-inf musi trzymać rękę na pulsie.
Wycie syreny znów wzywa tysiąc uczniów z powrotem do odmalowanych przez wakacje sal. Z okien widać grupki robotników krzątających się przy wznoszeniu największej w mieście hali sportowej, która wreszcie stworzy w liceum porządne warunki do uprawiania sportu. Plecaki wylądowały na ziemi. Klasa 3B dokańcza ostatnie rozmowy, profesor ucisza ich standardowym stwierdzeniem, że tak gadatliwej klasy jeszcze nie uczył. Skład osobowy pomniejszony o jeden, ale funkcja przypisująca uczniów do siebie nawzajem, a tak stworzone pary do konkretnych ławek, generalnie nie uległa zmianie. Lekcja rozpoczyna się na dobre, a pierwszym tematem jest oczywiście matura...
Po korytarzach krążą znajome twarze. Utrzymanie międzyklasowej siatki kontaktów jest bardzo pożyteczne i ułatwia dowiadywanie się o różnych sprawach. Część przyjaciół(ek) rozlokowana jest w młodszych rocznikach, aczkolwiek akurat liceum jest już taką szkołą, gdzie różnice wieku powoli zaczynają się zacierać i praktycznie każdy może się od każdego czegoś nauczyć. W dodatku możliwość spojrzenia na własną sytuację z innej perspektywy jest również niebagatelna. Już 22 września wznowi działalność Klub Gier i Zabaw Towarzyskich, gdzie przyjdzie Zyxowi rozkręcać sesję RPG. Zdałoby się opracować wreszcie jakieś ciekawe questy, by nie zostać na lodzie w ostatnich dniach, zwłaszcza, że wtedy jeszcze egzamin na prawo jazdy pochłonie trochę czasu. Tak rozmyślając o całym tym przedsięwzięciu Zyx spostrzega nagle tablo jednej z ubiegłorocznych klas, do której chodzili pomysłodawcy tych spotkań. Udekorowane paroma taliami kart na zielonym tle przywodzącym na myśl stolik do brydża doskonale oddaje ich charakter. Oni już za kilkanaście dni rozpoczną nowy etap w życiu.
No właśnie, co dalej? Polski, angielski, matematyka i informatyka na maturze mają być jego przepustką do kolejnego etapu życia. Przepustką być może łatwiejszą, jeśli intensywne przgotowanie do Olimpiady Informatycznej przyniesie zamierzone skutki. Niemniej matura minie, pięciomiesięczne wakacje będą w pełni i będzie trzeba się usamodzielnić. Wyfrunięcie z gniazda rodzinnego to nie kwestia pewnej, bliżej nieokreślonej przyszłości. To fakt, zbliżający się z dnia na dzień. Po egzaminie z wiedzy przyjdzie prawdziwy egzamin z życia: usamodzielnienie się i zbudowanie fundamentów pod własny dom. Ach, gdyby tak można było zajrzeć w przyszłość i nie czuć tego dreszczu niepewności... a może i dobrze, że jest to niemożliwe? Inaczej co zostałoby dla marzeń oraz ambicji? Co pchałoby nas do przodu? W 2004 roku Zyx, osiągnąwszy najlepszy wynik ze swego rocznika w rekrutacji, zamiast mat-fizu wybrał mat-inf, gdzie nie znał absolutnie nikogo, wybierając własną ścieżkę zamiast mostu stworzonego z opinii innych. Dziś nie żałuje swej decyzji, a przeprowadzka do Krakowa za rok będzie w zasadzie powtórzeniem tego samego, tylko na większą skalę. W końcu część znajomych i przyjaciół ze Staszica uda się w inne rejony Polski. Oni też będą szukali własnej drogi. A niech ją odnajdą, niech im także się uda. Tego czasu w liceum, wszystkich dokonań, radości, smutków i trosk, nic nie wymaże z pamięci. W końcu wszyscy jedziemy na tym samym wózku ku temu samemu celowi, prawda?







Napisał Bartosz Olchówka w poniedziałek, 11 września 2006 o 00:22
Tomku, powiem Ci jedno. Jeśli jesteś zadowolony z Twojej klasy licealnej - gratuluję! Ja przyznam szczerze, że niemiło wspominam minione 3 lata. Nie ze względu na nauczycieli (chociaż i do nich mam _bardzo_ wiele krytycznych uwag), lecz na "współtowarzyszy". Tłumaczenie ludziom na lekcji matematykii _MIESIĄC_ przed maturą: jak wyliczyć wysokość rurek PCV ułożonych jedna nad drugą znając PROMIEŃ jednej z rurek - wybacz, ale to już trąci o zwycajne megalenistwo i olewactwo. Fakt, iż maturę napisałem całkiem nieźle na szczęście nastawił mnie optymistycznie, i już w czwartek jadę do Wrocławia odkrywać "Nowy Świat" (szacunek w kierunku Pana Grudzińskiego). Mam nadzieję, że już za rok, o tej samej porze roku i dnia, będziesz mógł napisać: jadę do miasta XXX, aby studiować na YYY - bo jeśli nie Ty, to kto?
Pozdrawiam serdecznie. Matura to pestka, uwierz mi. Na maturze z matmy będziesz musiał umieć odczytywać wykresy y = sin2x, nic więcej, jak Boga kocham. Zamiast martwić się Giertychówką, lepiej (naprawdę!) pomyśl o OPF i stwórz jakiegoś sensownego CMS-a (CRM-a nawet). _Dużo_ bardziej Ci się w życiu przyda niż jakaś tam m... ekhm, matura. Przepraszam, ale od roku nie potrafię wymówić tegoż pełnym zdaniem.