Do rozwiązania pozostaje jeszcze kilka spraw. Po pierwsze, mimo aktywnej i (według systemu) sprawnej karty dźwiękowej AC97, w głośnikach panuje cisza. Po drugie, mimo zapewnień, że nie trzeba będzie robić reinstalacji Windowsa, reinstalacja ta była konieczna. To znaczy, że część oprogramowania muszę na nowo zainstalować. Wypadałoby też zlokalizować dyskietki startowe Linuxa, bowiem tradycyjnie już Windoza nadpisuje sobie MBR dysku lejąc na jego dotychczasową zawartość (tu: lilo). Cóż... w najbliższe dni powinienem się zorganizować. Ważne jest to, że jutro w zamian za straty czasowe wywołane zmianą płyt otrzymam dodatkowy bonus czasowy :). Na koniec okazało się, że na dyskietce ze sterownikami do monitora były nagrane moje dokumenty sprzed trzech lat :).
Mimo wszystko chyba jednak dobrze, że Windows został przeinstalowany. Doprawdy nie wiem, jak to się stało, że w zaledwie cztery miesiące dotychczasowy system został zawalony takim burdelem, jakby formatu dysku co najmniej od pięciu lat nie było... jeszcze ciekawsze jest to, że nie wiem, czemu tak się stało. Nie ma głupich, jak mi teraz ilość ikonek w trayu przekroczy 10, zabawię się w Terminatora.














