Dziś jest poniedziałek, 13 października 2008 roku (z kalendarza...)

Tupet

Icon

28.03.2007, 22:42

Szkoła

Komentarze (0)

Powrót

Niewdzięczna dola maturzysty jest. Stałe środowisko szkoły tak się przyzwyczaja do człowieka, że myśl o tym, że może on kiedyś opuścić jej mury, wydaje się bytem wysoce abstrakcyjnym. Równie abstrakcyjny zdaje się być fakt, iż wychowanek może prowadzić jeszcze poza szkołą jakieś życie poza odrabianiem prac domowych i spaniem. Brutalność rzeczywistości uderza niespodziewanie, kiedy ostatni zegar zacznie swe odliczanie i nagle do wszystkich dociera, że tej garstki nieocenionych osób rychło zabraknie.

Szkoda, że objawienie przychodzi tak późno, ponieważ o tej porze prędzej taki interesant doczeka się reakcji obronnej, niż załatwienia swej sprawy, szczególnie jeśli nie przyłoży się zbytnio. Rzecz w tym, że przez ostatnie dwa i pół roku wyrobiłem sobie w szkole (zasłużenie) opinię osoby znającej się na komputerach i człowieka, który podźwignął szkolną stronę WWW z głębokiej zapaści intelektualno-estetycznej. Wiązało się to z wszelkiego rodzaju pomocą przy drukowaniu ogłoszeń, umieszczaniu na tejże stronie materiałów, instalowaniu tu i ówdzie systemów na komputerach itd. Czyniłem to w różnym tempie w zależności od stanu mej pamięci i ogólnych możliwości czasowych, ale czyniłem i materiały ostatecznie zawsze trafiały tam, gdzie powinny.

Dostosowywanie się do próśb w rodzaju "proszę, zrób to na jutro", nie może trwać jednak wiecznie. W obliczu nieuchronnego egzaminu państwowego aktualnie czas przy kompie ograniczam do minimum, przeznaczając go na odpowiednie przygotowania. Kadra profesorska na każdym kroku zapewniała, że nie będzie nas w tym okresie przeciążać, nawet jeśli chodzi o kwestie "nadprogramowe". Tymczasem w ciągu ostatnich paru dni pojawiły się aż trzy sprawy, które wpędziły mnie w stan od irytacji do zażenowania właśnie z powodu zignorowania faktu, że nie jestem osobą nadprzyrodzoną, tylko osiemnastoletnim chłopakiem, któremu został miesiąc do matury.

Pierwsza z nich to kwestia dnia otwartego, który zostanie tradycyjnie zorganizowany pod koniec kwietnia. W okolicach 20 marca zostałem poinformowany, bym zamieścił na stronie szkoły informacje o nim i plan. Odparłem, że notka o tym, że takowy dzień się w ogóle odbywa u nas, wisi już parę miesięcy, a plan tylko trzeba mi dostarczyć i zawiśnie. Jest 28 marca, planu nie ma dalej i znając życie sobie przypomną o tym w połowie przyszłego miesiąca.

Wczoraj na lekcji w-f poszedłem redagować ogłoszenie o turnieju siatkarskim, które później trzeba było rozwiesić. Pominąwszy rozmaite perturbacje związane ze znalezieniem jakiejkolwiek zdolnej do pracy drukarki, zorientowany kolega stwierdził, że nie ma informacji o składzie płciowym chętnych drużyn. Profesora nie udało mi się znaleźć do uzyskania szczegółów, podobnie jak taśmy klejącej, więc wywiesiłem jedno ogłoszenie w miejscu, gdzie takowa potrzebna nie była. Taśmę przyniosłem dnia następnego i wywiesiłem resztę ogłoszeń, z dopisaną informacją, którą w międzyczasie wziąłem ze strony szkolnej. W międzyczasie dowiedziałem się od kolegi, że profesora generalnie nie obchodzi, że na przerwie muszę też własne sprawy załatwiać, a nie szukać go po całej szkole, wyciągać spod ziemi ekwipunek oraz że mam coś takiego, jak autobus do domu, na który lepiej się nie spóźnić. Wobec tego cała trójka została uraczona epitetami, że nic się nie staramy, tylko się obijamy itd. Ot, wdzięczność za odrestaurowanie strony szkoły.

Ostatni kwiatek związany jest z wielką galerią zdjęć z obozów matematycznych i olimpiad. Profesor, który podjął się tego zadania, nosi je wszystkie i układa od półtora roku, pokazując mi pendrive'a z danymi przy wielu okazjach. Dzisiaj dowiedziałem się, że pragnie widzieć całą tę galerię w Internecie przed finałami Olimpiady Matematycznej, które w połowie kwietnia odbędą się w naszym liceum...

Nasuwa mi się tu pewna refleksja będąca wynikiem kilkuletnich obserwacji środowiska szkolnego. Nie ma znaczenia, czy to Nisko czy San Fransisco. Wszędzie natkniemy się wyłącznie na ludzi, z którymi trzeba nauczyć się jakoś współpracować. Dopóki jednak niejasności są rozwiązywane tak, jak na normy społeczne przystało, wszystko pozostaje w normie. Trochę się tam ktoś poirytuje na początku, ale ostatecznie sytuacja szybko wróci do normy po wyjaśnieniu sobie sprzeczności interesów. Patologia powstaje, gdy sprawy są uciszane pod np. groźbą kar i sankcji. Prawo do godności obowiązuje bowiem każdego, nie tylko nauczyciela, ale też ucznia, natomiast drugą stronę obliguje ono do jego poszanowania. Tak więc jestem dobrej myśli :).

Powrót

Skomentuj

NickInformacja
E-mailTylko do użytku wewnętrznego.
WWWNie zapomnij o http://
LayoutNapisz tu, czy widzisz dzienny czy nocny layout.
WpisFormatowanie wiki
Internauto, pamiętaj! Wolność to nie samowola - dbaj o kulturę wypowiedzi oraz dyskusji w sieci.

Na Zyxist.com panuje swoboda wyrażania opinii oraz krytyki pod dowolnym adresem. Jedyny warunek: musi być ona kulturalna i rzeczowa. Na chamstwo, prostactwo lub jawne obrażanie kogokolwiek nie ma tu miejsca i takie komentarze są bardzo szybko usuwane. Jeśli zamierzasz polemizować z treścią wpisu, wpierw uważnie ją przeczytaj.

© Tomasz "Zyx" Jędrzejewski 2005 - 2008 | Wykonanych zapytań: 1 | Serwer wirtualny zapewnia