Dziś jest sobota, 10 stycznia 2009 roku (z kalendarza...)

Tatry 2008

Icon

10.08.2008, 22:21

Podróże

Komentarze (7)

Powrót

Są takie miejsca na Ziemi, których nie da się ogarnąć w czasie jednego pobytu. Tatry, choć powierzchniowo nie są wielkimi górami, zaliczyłbym właśnie do tej kategorii. Systematyczne zaliczanie od 2003 roku kolejnych wierzchołków i innych wysokogórskich osobliwości było zatem kontynuowane i w tym roku, a bazę wypadową stanowiły jak zawsze okolice Liptowskiego Mikulasza na Słowacji.

Góry

Na mapie mogę odfajkować cztery kolejne szlaki, aczkolwiek jedną z wycieczek trzeba będzie kiedyś powtórzyć, gdyż pogoda uniemożliwiła realizację wszystkich zamierzeń. Rozpocząłem od rozgrzewkowego przejścia najwyższym odcinkiem Tatrzańskiej Magistrali od Przełęczy pod Ostrvou (1966 m.n.p.m.) w okolice Gierlacha. Zaletą wędrowania właściwie wszystkimi południowymi zboczami są niesamowite panoramy. Zamieszkane doliny wokół nich położone są zaledwie 500 m.n.p.m., także różnica wysokości między nimi, a szczytami wynosi ponad 2 kilometry. Już widok od strony Popradu wywołuje przyspieszone bicie serca, a co dopiero spojrzenie na Poprad z takiej wysokości. Dziesiątki małych miasteczek, wiosek porozrzucanych wśród pól, a w oddali na horyzoncie inne pasma górskie, leżące być może dziesiątki kilometrów dalej...

mini mini

Druga wycieczka prowadziła z osady Tatranské Zrubý na przełęcz Polski Grzebień (2200 m.n.p.m.). Znajduje się ona na głównej grani Tatr, o rzut beretem od Gierlacha. Łączy ze sobą Dolinę Wielicką od strony południowej oraz Dolinę Białej Wody od północnej, która dalej łączy się z Doliną Rybiego Potoku (w niej z kolei znajduje się znane chyba wszystkim Morskie Oko). Południowe wejście zawiera sporo rzeczy, które lubię w Tatrach, w tym wędrówkę skalisto-trawiastymi dolinami, gdzie z dwóch stron wybijają się w niebo granitowe masywy, niewielkie stawy z krystaliczną wodą i płaty śniegu zalegające gdzieniegdzie w zacienionych miejscach. Końcowy odcinek ubezpieczony jest dość długimi łańcuchami, jako że przejście jest tam wąskie, a niekiedy trzeba wspiąć się na parę metrów w górę po skalnej ścianie. O ich istnieniu dowiedziałem się oczywiście dopiero, gdy już do nich dotarłem, a o tym, że za załomem skalnym była 100-metrowa przepaść, przeczytałem wieczorem w jednym z przewodników :). Ogólnie jednak nie było tak źle, w sumie trudniejsza wydawała mi się zeszłoroczna Bystra Ławka (błędnie opisana wtedy przeze mnie jako Bystre Sedlo, tymczasem tamtejszy szlak został kilkanaście lat temu lekko zmieniony). Podczas wejścia największy problem sprawił mi właściwie kijek, w którym nagle odmówił posłuszeństwa mechanizm składania. Metodą brute-force zmusiłem go do uległości dopiero na przełęczy. Nieco gorzej było z zejściem, gdyż jak się nosi okulary, trzeba wyczyniać dodatkową gimnastykę głową, by dostrzec uchwyty poniżej. To i inne tego typu podejścia skłaniają mnie do zainteresowania się poważniej ofertami ścianek wspinaczkowych.

6 sierpnia to tradycyjne urodzinowe bicie rekordu wysokości, ostrożnie dawkowanego tak, by wystarczyło dostępnych publicznie szczytów jeszcze choć na kilka lat. Zdobywszy rok temu Koprowy Wierch, tym razem siłą rzeczy wybór padł na następny w kolejności Sławkowski Szczyt w południowo-wschodnim krańcu Tatr. Wznosi się on na wysokość 2452 metrów ponad poziom morza, a otwierają się z niego niesamowite panoramy okolicy, jako że właściwie nic nie zasłania widoku na południe oraz wschód. Co więcej, bardzo ładnie prezentuje się stamtąd Łomnica i Gierlach. Szkoda tylko, że niespecjalnie miałem okazję to zweryfikować, gdyż od wysokości mniej więcej dwóch kilometrów z kawałkiem zaczynała się najzwyklejsza w świecie chmura. Cztery lata temu tak samo pogoda "zepsuła" wyjście na Wołowiec. Jedyne, co było widać, to fragmenty doliny po północnej stronie. Widok odsłonił się podczas schodzenia i od mniej więcej 2300 metrów z powrotem było co oglądać.

mini

Ze Sławkowskim Szczytem związana jest pewna zagadka, której jednak nie podjął się rozwiązać żaden zespół badaczy, tak więc należy to traktować jedynie jako ciekawostkę, a nie fakt rzeczywisty. Według "Kroniki Spiskiej" Gaspara Haina z Lewoczy, latem 1662 roku (podawane są różne daty: 5, 9 lub właśnie 6 sierpnia), w Tatrach miało miejsce silne trzęsienie ziemi (6 stopni w skali Richtera), którego epicentrum miało znajdować się pod wymienionym szczytem. W jego wyniku, rozpadł się on w części i runął z wielkim grzmotem w stronę dolin: Staroleśnej i Zimnej Wody. Góra utraciłaby wtedy ponad 300 metrów wysokości i gdyby zapisy kronikarza zostały potwierdzone, oznaczałoby to, że do XVII wieku był to najwyższy szczyt Tatr. Kronika mówi także o smoku na niebie, stąd inna hipoteza mówi, że w Sławkowski Szczyt najzwyczajniej w świecie rąbnął meteoryt :).

Ostatnia wycieczka dotyczy Tatr Zachodnich. Celem miała być Jakubina, drugi co do wysokości wierzchołek w tamtej części gór, ale pogoda ograniczyła zapędy jedynie do Kończystego Wierchu na polsko-słowackiej granicy. W tamtym rejonie można podziwiać charakterystyczne rowy grzbietowe, będące tym, na co wskazuje nazwa - kilkumetrowej głębokości rowami biegnącymi po grzbiecie. Powstały one w wyniku podcięcia dolnej części zbocza przez lodowiec i grawitacyjnego osiadania reszty. Obecnie brzegi rowu często zdobią dziesiątki ogromnych napisów z kamieni układanych przez nudzących się turystów :).

Vysoké Tatry + Tatrzańska Kolej Elektryczna

Jest to jedyne w swoim rodzaju miasto spajające w jeden organizm administracyjny wszystkie osady położone na zboczach Tatr Wysokich. Ciągną się przez ponad 50 kilometrów i choć obszarowo są największym miastem Słowacji, zamieszkuje je stale tylko 5 000 mieszkańców. Komunikacja odbywa się wzdłuż tzw. Drogi Wolności (Cesta Slobody), a także za pośrednictwem Tatrzańskiej Kolei Elektrycznej. Jest to jednotorowa, zelektryfikowana linia kolejowa o rozstawie 1000 mm o łącznej długości 35 km (główna linia wzdłuż miasta oraz odgałęzienie do Popradu). 20 grudnia tego roku linia będzie obchodzić stulecie istnienia, gdyż właśnie tamtego dnia na początku XX wieku pomknęły nią pierwsze pociągi, zaś budowa wszystkich odcinków została ostatecznie ukończona cztery lata później. Plany dalszego rozwoju (m.in. podłączenie Liptowskiego Hradoka) pokrzyżował wybuch wojny. Aż do 1970 roku linia służyła także do przewozów towarowych, m.in. węgla i cementu. W jednym z miejsc widać kilka zarośniętych i przerdzewiałych słupów trakcyjnych, gdzie prawdopodobnie znajdowała się bocznica towarowa. Pod koniec lat sześćdziesiątych linia przeszła gruntowną przebudowę z uwagi na zbliżające się mistrzostwa świata w łyżwiarstwie, zakupiono wtedy też nowy tabor. Kolejna dostawa taboru rozpoczęła się w 1995 roku, gdy konsorcjum Stadler-Adtrans wygrało przetarg na jej realizację. Na przełomie 2004 i 2005 roku kolej została częściowo zamknięta z powodu huraganu, jaki nawiedził w listopadzie podnóża Tatr i spowodował ogromne spustoszenia w tamtejszych lasach. Naprawa sieci trakcyjnej i usuwanie powalonych drzew zajęło trochę czasu.

W tym roku przejechałem się kawałkiem linii z uwagi na konieczność powrotu do auta z innej części gór. Warunki podróżowania są bardzo dobre, a bilety relatywnie tanie. Wagony są bardzo zadbane, mają wygodne wnętrza oraz głosowe zapowiadanie przystanków. Zauważyłem nawet, że przyciski do otwierania drzwi oraz zgłaszania przystanku na żądanie są niemal identyczne, jak te stosowane w krakowskich autobusach :). Przejście huraganu w 2004 roku miało tę zaletę, że odsłoniło widoki zarówno na szczyty, jak i dolinę Popradu. Poniżej przedstawiam zdjęcie "mojego" pociągu pokonującego jeden z ostrych zakrętów:

mini

Zakończenie

Chociaż słowacka część Tatr jest mniej zaludniona i zaszlaczona, niż polska, wciąż pozostało tam sporo do zobaczenia oraz przejścia. Zrobiłem sobie mały spis i okazało się, że jestem zaledwie na półmetku. Coraz lepsze wyposażenie oraz doświadczenie pozwala sięgać dalej, jednak w ostatecznym rozrachunku wszystko rozbija się o czas i niekiedy pieniądze (w końcu do tych gór trzeba wcześniej dojechać i gdzieś spać). Nieco zapuszczona pod względem eksploracji jest polska część gór, głównie z racji tego, że bywam tam okazjonalnie. W zasadzie odbyłem tam tylko jedną prawdziwie wysokogórską wycieczkę, na szczyt Ciemniaka, do tego należy dodać wyjazd kolejką na Kasprowy Wierch. Moja noga nie stanęła jeszcze w Dolinie Pięciu Stawów Polskich, ani na jakimkolwiek innym udostępnionym dla szarego turysty szczycie. Jednak dzięki temu wciąż mam gdzie jeździć :).

Powrót

Komentarze

Napisał eXtreme w niedzielę, 10 sierpnia 2008 o 22:41

Oj ale to pierwsze zdjęcie pochylone w lewo. Paniee kapitaanieee, sztoooorm naa mooorzuuuuuu ;)

Napisał Kłeczek Marcin w poniedziałek, 11 sierpnia 2008 o 07:20

W weekend byłem w Lądku Zdrój - i chyba się starzeję, bo mimo, że Tatry są dużo piękniejsze - wybieram niższe i spokojniejsze góry. Tatr unikam - ludzi więcej niż w hipermarkecie, na szlaku mam wrażenie że zaraz jakaś babka będzie mnie wózkiem stukać w plecy (choć wiekiem młodsza od tej "hipermarketowej"). Spróbuj sudetów... ja jestem zachwycony.

Napisał eXtreme w poniedziałek, 11 sierpnia 2008 o 13:31

Kłeczek Marcin - a ty spróbuj słowackich Tatr ;) Tam nie ma tłoku.

Napisał Lookanio w czwartek, 14 sierpnia 2008 o 11:58

Świetny wypad. Nic tylko pogratulować i pozazdrościć ;-)

Napisał 5andra w poniedziałek, 18 sierpnia 2008 o 00:39

Ja też w tym roku, podobnie jak w poprzednim odwiedziłam słowackie Tatry. I również okolice Liptowskiego Mikulasza, konkretniej Demianowska Dolina jako miejsce zakwaterowania. Nieco denerwujące jest tylko jedno - Słowacy zamykają szlaki od listopada/grudnia do maja/czerwca. Niby, że ochorna przyrody, ale w Polsce szlaki są otwarte non stop - czy zima czy lato. Jasne, jak jest zagrożenie lawinowe to akcja ratunkowa na koszt ratowanego, ale jeśli ktoś ma ochotę się wybrać na spacerek jakąś dolinką lub hardcore'owo się zabić to nikt mu tego nie zabroni. I trochę mnie to na Słowacji gryzie szczerze mówiąc, bo jest wiele pięknych miejsc, które muszą wyglądać wyjątkowo uroczo zimą. Chciałam się kiedyś wybrać i napotkałam na szlaban i leśniczego w budce, który głośno krzyczał "Nie możecie wejść".

Napisał Zyx w poniedziałek, 18 sierpnia 2008 o 20:52

Wszystkie szlaki są na zimę zamknięte tylko w Tatrach Zachodnich. W Tatrach Wysokich otwarte są do wszystkich schronisk, za wyjątkiem Chaty pod Rysami. I jak się nad takie Popradske Pleso przejdziesz, masz ładną dolinę w zimowym pejzażu :). Wyżej i tak bez specjalistycznego sprzętu nie ma co się wybierać, gdyż schroniska stoją blisko granicy lasu.

Swoją drogą, ja Słowaków rozumiem. Tatry traktują jako swój narodowy skarb, a Krywań jest wręcz symbolem ich państwowości. Akurat o swoje środowisko górskie potrafią oni dbać lepiej od nas. W okolicach Nowego Sącza jak okiem sięgnąć, wszędzie są tylko domy: w dolinach, na zboczach, na szczytach itd. Północne Podkarpacie jest już bardziej dzikie. Jedziesz 15 km, sam las wokół, nagle wyrasta Stalowa Wola/Nisko, po 3 km rzeka, za rzeką drugie tyle pól i znowu 20 km lasów.

Napisał 5andra w środę, 20 sierpnia 2008 o 23:46

Hmm. Niektóre szlaki może jeszcze rozumiem, chociaż to lekka nadopiekuńczość. Nieco drażnią zamknięte szlaki w Jasnej - w miejscu gdzie nie ma tras zjazdowych, a droga prawie płaska, bez żadnych niebezpiecznych fragmentów. Ochrona przyrody to w tym wypadku dość kiepski argument - byłabym wręcz skłonna twierdzić, że tatrzańskiej przyrodzie o wiele bardziej szkodzą narciarze, którzy zatrzymują się poza trasami (lub na tzw "freeride zone" na przysłowiowego pecika i rzucają go później jak popadnie zaśmiecając trasę). W Jasnej sezon narciarski teoretycznie trwa do maja (tak, maja) i do wtedy kursują wszystkie wyciągi, orczyki i takie tam. A w maju w Jasnej często jest już około 25st, śniegu nie ma od początku kwietnia i taka majówka w sam raz na wypad pieszy na Chopok czy inną Lukową, a tu zonk. Średnio to logiczne mimo wszystko.

Jeśli chodzi o sam Liptowski Mikulasz - nie czuję w nim kompletnie atmosfery gór. Wielkie wieżowce w Mikulaszu, kilkunastopiętrowe bloki mieszkalne/hotele w Popradzie. I ta ciemność - chodzą tam dosłownie spać i wstają z kurami. Gdy jechaliśmy w okolicach godziny 21 przez Dolny Kubin, odnosiło się wrażenie, że przejeżdża się przez wymarłą wieś - wszystkie światła w oknach pogaszone, żadnych oświetleń sklepów i wszystkie latarnie na drodze wyłączone. Za to jak przekracza się granicę w Korbielowie, pojawia się taka typowo zakopiańska zabudowa - i te charaktertystyczne dla gór domki :)

Strona 1 z 1 :: 1

Skomentuj

NickInformacja
E-mailTylko do użytku wewnętrznego.
WWWNie zapomnij o http://
LayoutNapisz tu, czy widzisz dzienny czy nocny layout.
WpisFormatowanie wiki
Internauto, pamiętaj! Wolność to nie samowola - dbaj o kulturę wypowiedzi oraz dyskusji w sieci.

Na Zyxist.com panuje swoboda wyrażania opinii oraz krytyki pod dowolnym adresem. Jedyny warunek: musi być ona kulturalna i rzeczowa. Na chamstwo, prostactwo lub jawne obrażanie kogokolwiek nie ma tu miejsca i takie komentarze są bardzo szybko usuwane. Jeśli zamierzasz polemizować z treścią wpisu, wpierw uważnie ją przeczytaj.

© Tomasz "Zyx" Jędrzejewski 2005 - 2009 | Wykonanych zapytań: 2 | Serwer wirtualny zapewnia