Humor poprawił mi się trochę na matematyce, gdyż profesor oddał sprawdziany i okazało się, że napisałem najlepiej z klasy (31,5 punkta na 32 możliwe). Później okazało się, że na koniec będę mieć 3 z chemii, choć miałem między 3 a 4 oraz zapewnienie z półrocza, że jak będzie taka właśnie sytuacja, to dostanę 4. Co za naród... z przyjemnością wymieniłbym sobie połowę nauczycieli na tych, co miałem w gimnazjum...
Po południu miałem wybrać się w odwiedziny do mojej polonistki z gimnazjum, której zawdzięczam moją karierę literacką :). Niestety... na godzinę przed wizytą dostałem od niej telefon, że ma nagły wyjazd i z odwiedzin lipa. Będą za tydzień. A ja zostałem na lodzie z bratem, któremu zabrałem komputer myśląc, że jednak pojadę.
Pozostało jutro. Sprawdzian z fizyki, sprawdzian z piłki nożnej (rany, nie wystarczy facetowi, że znakomicie bronię?) i okienko w połowie lekcji. Ciekawe, kto to był taki mądry, by wrzucać tam wychowanie seksualne, którego zajęcia dobiegły końca dwa tygodnie temu.







Napisał AlienJr w czwartek, 2 czerwca 2005 o 18:46
Coż ... bywa gorzej, bywa lepiej.. :/