Wiem, że to dziwnie zabrzmi z klawiatury miłośnika Linuksa, ale na dłuższą metę według mnie ani Windows, ani jego open-source'owy konkurent nie ma racji bytu. Od kilku dni zastanawiam się nad wadami jednego i drugiego podejścia w świetle własnych doświadczeń. Oto zestawienie nieporozumień w wykonaniu Microsoftu:
- Polityka firmy: licencjonowania oprogramowania i wydawnicza.
- Jawne ignorowanie wszelkiego rodzaju standardów i promowanie własnych rozwiązań, których specyfikacja jest celowo ukryta, aby utrudnić życie konkurencji. Przykład to podejście do standardów WWW, gdzie dopiero niedawno IE zaczął nadganiać kosmiczne zaległości utrudniające życie twórcom stron WWW oraz internautom; dalej - zamieszanie ze standaryzacją formatu dokumentów biurowych Microsoftu.
- Dziwne decyzje technologiczne, rzutujące bardzo negatywnie na wydajność lub zagrażające bezpieczeństwu bądź prywatności użytkownika. Vista ze swoimi nieziemskimi wymaganiami, wbudowanym DRM i innymi rzeczami opisywanymi już wcześniej to wielkie nieporozumienie, z którym lada dzień się pożegnam, bo widok Menedżera zadań pokazującego zużycie 700 MB pamięci przy niemal pustym systemie jest ponad moją wytrzymałość i żadne kolorowe Aero tego nie przeważy.
- Ogromne ilości śmieci narosłe w trakcie rozwoju systemu.
Jednym słowem, Microsoft za bardzo szafuje swoją pozycją i uzurpuje sobie prawa, których (przynajmniej ja) wcale nie chcę się pozbywać. System ma służyć moim aplikacjom, a nie być celem samym w sobie, szczególnie gdy poza systemowaniem potrafi niewiele więcej.
Teraz trochę dokopię GNU/Linuksowi :).
- Jądro jest konfigurowalne i rozszerzalne, ale w stopniu, który ciężko określić słowem "prosty".
- Straszliwy burdel, jeśli chodzi o integrację sterowników i aplikacji kontrolnych. W wielu przypadkach kanały komunikacyjne to kompletna prowizorka oparta o skrypty, jakieś aplikacje konsolowe i Bóg wie, co jeszcze.
- A powodem powyższego jest straszliwy chaos w API. Linux oczywiście implementuje wiele podstawowych interfejsów i dodatkowo posiada trochę własnych, ale wszystko to powstaje w oderwaniu od siebie. Przyznam się szczerze, że bałbym się pisać rozbudowaną grę pod Linuksa.
- Słabe wsparcie producentów sprzętu. Nawet to, co istnieje, często jest marnej jakości - przykładem są sterowniki do mojej drukarki, które w porównaniu z windowsowymi są wybrakowane. Nie ma choćby opcji druku dwustronnego czy upychania na jednym arkuszu kilku stron, już nie wspominając o upodobaniu do zawieszania się przy większych wydrukach. Osobna sprawa to całkowite skopanie tego sterownika w Arch Linuksie, przez co w ogóle nie mogę od dwóch miesięcy drukować i skanować w tym systemie :).
- Nie jest to wina samego systemu, a twórców aplikacji użytkowych, ale to one decydują o końcowej przydatności systemu. Chodzi mianowicie o interfejs użytkownika. Niestety, wielu aplikacjom przydałoby się porządne przeprojektowanie nawigacji, bo reprezentowany tym elementem poziom lekko trąci lekceważeniem. Inkscape - program fajny, ale GUI ma swoje fanaberie i część opcji strasznie ciężko wygrzebać. GIMP - próbowałem się przekonać, bezskutecznie. Robota panów z Adobe to jest to. Psi - blokada skrótu Ctrl+C powinna być karana :). Krusader - dobre naśladownictwo Total Commandera, ale jednak tylko naśladownictwo. Nie czuję się w tym programie tak komfortowo, jak w oryginale. gFTP - osoba projektująca edytor zakładek musiała mieć baaaardzo zły dzień. Z ergonomią to ma guzik wspólnego. KFTPGrabber - interfejs zaprojektowany w miarę dobrze, ale szybko można odkryć irracjonalne zachowania wielu elementów. Aplikacje windowsowe są moim zdaniem znacznie lepiej dopracowane.
Rozsądnym wyjściem w tej sytuacji byłoby połączenie najlepszych cech obu omawianych systemów i stworzenie produktu całkowicie nowego. Z Linuksa wzięty zostałby uniksowy charakter i uniksowa budowa, z Windowsa (w miarę) jednolite oraz rozbudowane API, obsługa sprzętu, a nawet podejście do projektowania nawigacji. Do tego logicznie zbudowany mechanizm zarządzania systemem. Dla początkujących czytelne kreatory, dla zaawansowanych pełna kontrola rozplanowana z rozmysłem i dobrym raportowaniem. To przejście w Windowsach szwankuje. Kreatory zawodzą, ręczne ustawianie w pewnym momencie też i użytkownik jest w kropce, gdyż system raportowania błędów jest masakryczny, a próby dalszego dostrajania wymagają już mnóstwa wysiłków z samym odnalezieniem niezbędnych opcji. System musiałby mieć także dobre wsparcie producentów sprzętu oraz oprogramowania, aby chętnie oni wypuszczali nań swe produkty nawet, jeśli wiele z nich będzie płatnych. Do tego niezbędna jest odpowiednia promocja i wsparcie techniczne. I na koniec, wspaniały magnes: otwarte źródła na jakiejś wolnej licencji :). Wiem, że na najbliższe lata jest to tylko pobożny koncert życzeń, ale pomarzyć zawsze wolno. Nie zapominajmy, że wiele rzeczy zaczyna swój żywot właśnie jako marzenia o tym, jak mogłoby być...







Napisał m_gol w niedzielę, 6 stycznia 2008 o 00:13
@ Boreq:
To dlaczego Mac OS od wersji X jest oparty w znacznej części na UNIX-ie, a wcześniej nie był? Widać nie jest to wcale przestarzała architektura. Standard POSIX jest szalenie wygodny. Windows po awarii jest często nie do użycia, a świetny komunikat o braku pliku ntldr prawie nigdy tego właśnie nie oznacza. Pod Linuksem prawie zawsze można naprawić system z konsoli, a przynajmniej odzyskać dane (ale to już w sytuacji skrajnej).
Na czym polega "archaiczna struktura plików" w Ubuntu? Co do konfiguracji - zgadzam się, że jest jeszcze trochę rzeczy, które nie działają tak, jak powinny, jeśli nie używać ich z konsoli, ale co tak naprawdę jest tam trudno konfigurowalne (zakładając brak awarii)? Nie jest jeszcze idealnie, ale nawet już się pojawił menedżer sterowników własnościowych, co jeszcze niedawno było nie do pomyślenia.
"Śmieci w stylu Vim/Emacs"? Nie żartuj. :) Jeśli ktoś go dobrze pozna (ja nie), to Emacs jest dla niego strasznie wygodny, można z nim zrobić prawie wszystko. Mam też wielu znajomych, którym Vim się bardzo podoba. A kto Cię zmusza do używania tych programów? Pod KDE jest Kate, pod GNOME Gedit. Czego brakuje tym programom? Dla programistów idealne, kolorowanie składni itd., a nawet dla zwykłych użytkowników są o bardzo wygodne. Windowsowy Notepad pominę stosownym milczeniem. :)
A jeśli już mówimy o śmieciach - jak to jest, że Windows XP zaraz po instalacji zajmuje 1,6 GB i nie zawiera NIC, poza Outlookiem, śmiesznym notepadem, beznadziejną przeglądarką internetową i praktycznie brakiem jakichkolwiek aplikacji biurowych, zaś wspomniane przez Ciebie Ubuntu ma na starcie 2 GB i przeglądarkę internetową, klienta poczty, komunikator internetowy, gedit i mnóstwo, mnóstwo innych rzeczy, które po prostu od razu działają? :)
Zgadzam się, że przed Linuksem jest jeszcze spora droga i że wiele rzeczy należy dopracować, ale takie drastyczne słowa, że jest do niczego itp. należy włożyć między bajki - dla wielu ludzi Linuks naprawdę jest wygodniejszy.