Zatkana rura w wannie. Sytuacja jest ciężka. Jest 22.30. Jutro musisz wstać o 5.30. Jesteś już od pewnego czasu niewyspany i czujesz, że jeśli i tę noc zarwiesz, to szlag trafi wszystko. Wchodzisz do łazienki, aby się umyć i widzisz stojącą, brudną wodę. Tę samą, która stała w niej o 14.00. W domu nie ma Kreta, a ponadto z uwagi na wodę jego użycie jest polecane jedynie osobom w kombinezonach przeciwko broni chemicznej. Okazuje się, że udrożnienie zatkanej rury jest całkiem proste i zajmuje około kwadransa. Bierzemy jakąś szmatę i wtykamy ją mocno w ujście wody. Następnie zaczynamy bardzo szybko poruszać nią w górę i w dół (starając się zachować maksymalną szczelność). W rurze powinno wytwarzać się ciśnienie, które spowoduje bulgotanie i cofnięcie części brudu z powrotem do wanny. Zbieramy go jakoś i odsączamy tak dużo wody, jak się da, drugą szmatką. Gdy odpływ będzie suchy, psikamy do środka porządną porcję płynu Cif do łazienek. Robimy trochę ciśnienia, nalewamy nieco wody i znów dajemy ciśnienie. O ile odpływ nie jest zatkany cementem, klejem budowlanym bądź odczynnikami chemicznymi niewiadomego powodzenia, powinno zadziałać. W każdym razie mi się udało :). Po całej operacji dobrze jest umyć wannę.
Smażenie pizzy. Przyniosłeś do domu trochę pizzy. Jeżeli nie chcesz jej wyrzucać, wypadałoby ją odgrzać. Są dwa haczyki. Piekarnik się zepsuł, a kuchenki mikrofalowej nie ma. Rozwiązanie to usmażenie sobie pizzy na patelni. Bierzemy czystą patelnię i przykrywkę od garnka (dobrze, by była szklana). Nalewamy trochę oleju, kładziemy pizzę i rozpoczynamy smażenie. Pizzę trzeba przykryć, aby przynajmniej starała się względnie równomiernie ogrzać ciepłem z dołu. O ile składniki nie mają półpłynnej konsystencji, można nawet ją próbować odwracać na drugą stronę. Druga uwaga dotyczy czasu smażenia. Dół pizzy bardzo szybko robi się czarny, dlatego jeśli nie chcemy jeść węgla, musimy tak to sprytnie rozegrać, aby nie grzał się za szybko. Jeżeli nie zaprzeczyłeś zbyt dużej liczbie założeń teorii przyrządzania potraw, efekt końcowy niemal na pewno będzie jadalny, a jeśli dodatkowo masz wyczucie, będzie nawet smaczny.
Wyżywienie w trakcie spotkania naukowego. Gdy grupa ludzi zbierze się, aby uczyć się na kolokwium ze znienawidzonego przedmiotu, w końcu przychodzi czas, że muszą się posilić. Dobrym i szybkim wyborem jest zamówienie sobie pizzy. Gdy przyjechałem do Krakowa, ze zdumieniem przyjąłem fakt istnienia takowych o półmetrowej średnicy. Trzy osoby mogą się spokojnie nimi najeść bez uczucia przepełnienia. Niedawno odkryłem, że w pobliżu serwują 60-centymetrową mega-pizzę na grubym cieście. Postanowiliśmy tego raz spróbować. Skończyło się na tym, że kumple odpadli i tylko mi udało się zjeść przydzieloną porcję. Żeby było śmieszniej, zacząłem jeszcze wsuwać ich kawałki :D. Tak czy siak niezjedzone części wciąż spoczywają sobie w lodówce i czekają, aż ktoś je usmaży :). My zaś powrócimy do wariantu półmetrowego. Pizzy postaram się poświęcić niebawem zupełnie osobny wpis, dlatego do tematu jeszcze powrócimy.
Rozmrażanie lodówki. Aby rozmrozić lodówkę, potrzeba trochę czasu i kogoś, kto w środku nocy uratowałby kuchnię przed powodzią. Sprawa jest prosta. Zaczynamy od wyciągnięcia wszystkiego z lodówki, uprzednio ją wyłączając. To, co przeterminowane, leci do kosza. To, co jest niewiadomego pochodzenia, leci do kosza. Wynajmując mieszkanie od rodziny, zadzwoń wcześniej do nich i się spytaj, czy przypadkiem w tej lodówce czegoś sobie nie przechowują. A najlepiej przed przeprowadzką powiedz, by to, co cenne, zostało wyraźnie oznakowane. Odkuj bryły lodu, rozbij je i znalezione w resztkach lodowca produkty żywnościowe także wyrzuć. Resztę lodu, którego odłupanie wiązałoby się ze zniszczeniem urządzenia zostaw. Na podłodze trzeba położyć kilka szmatek i czekać, aż wszystko się rozpuści. Po zakończonej operacji lodówkę czyścimy i na powrót wkładamy jedzenie.
Cieknąca rura. Cieknącą rurę odpływową do czasu przybycia hydraulika można zakleić dużą ilością nieprzezroczystej taśmy klejącej. Co prawda będzie się ledwo trzymać, ale przynajmniej powstrzyma kapanie na niedługi czas.
Wbrew temu, co nasuwa się na myśl z powyższego opisu, nie mieszkam w jakiejś głębokiej norze, a nawet wręcz przeciwnie - warunki są niezłe. Po prostu czasem coś się lubi popsuć i wtedy trzeba improwizować, tym bardziej że nie zawsze jest czas i chęć latać po części zamienne. Pamiętaj: każdy przedmiot, który przybliży Cię do rozwiązania bez (wyraźnego) uszczerbku na zdrowiu, jest Twoim przyjacielem, bez względu na to, jakie jest jego docelowe zastosowanie. Piwo można otworzyć nawet dziadkiem do orzechów ze szczyptą inwencji. Także sprawdzony sposób (otwieracz znalazł się dopiero później :)).















Napisał Albi w środę, 23 stycznia 2008 o 23:53
Ło matko, po tym wpisie nigdzie się z Lublina nie ruszam po LO :P Nie ma to jak w domu ;)