O czym dyskutujemy?
Serwisy społecznościowe kwitną, jak grzyby po deszczu i stanowią ostatnio żyłę złota dla ludzi, którzy lubią inwestować swoje pieniądze. Podobne systemy są organizowane wokół każdego większego projektu open-source, aby koordynować prace między programistami, zbierać opinie użytkowników oraz udzielać im pomocy. Jednak bez względu na to, dokąd zajrzymy, dostrzeżemy, że poza nielicznymi wyjątkami lub grupami, aktywność zarejestrowanych użytkowników ogranicza się do "doskoków" - osoby zostawiają po kilka wyrwanych z kontekstu zdań i znikają równie szybko, jak się pojawiły. Tak jest na Wikipedii, tak jest na Wikibooks, tak jest w polskim Arch Linuksie, tak było w OpenPB i tak jest teraz w OPL.
Świat jest duży, ale Polska ma w tym jakiś udział. Postanowiłem więc sprawdzić, z czego rodzimi programiści korzystają. Rozejrzyjmy się:
- Zend Framework - Izrael/USA
- Symfony - Kanada
- Code Igniter - kraje anglosaskie
- Kohana - jw.
- Linux - rozwijany głównie przez zachodnie koncerny
- Windows - USA
- Eclipse - USA
- PHP - Izrael/USA
- Ruby - Japonia
- MySQL - Szwecja
- Python - zaczynał w Holandii
- Ruby on Rails - Dania
- phpMyAdmin - zaczynał w Słowacji
Listę można ciągnąć w nieskończoność i wyłania się z niej dość smutny obraz: praktycznie nie ma w nim nic naszego. Jedyny polski projekt programistyczny (PHP) z większą społecznością, jaki mi teraz przychodzi do głowy, to system gier tekstowych Vallheru, który znam dzięki temu, że udzielał oficjalnego wsparcia dla OPT, gdy bliżej mu było jeszcze do Smarty'ego. Do tego można doliczyć PLD i Auroksa, który nawiasem mówiąc został zarżnięty przez tę samą nację, która go zrodziła. Smutny obraz projektów open-source w kraju, który reklamuje się jako "Informatyka specjalnością młodych Polaków" i w którym utalentowanych programistów nie brakuje. Czyżbyśmy nie dorośli jeszcze do takich zadań?
Moje własne przeboje
Z doświadczenia wiem, że prowadzenie projektów open-source w Polsce idzie, jak orka po asfalcie. Zaczęło się od ruszającego z pompą OpenPB, gdzie 95% ekipy zrezygnowało, bo jej się nie chciało, jeszcze zanim ruszyły prace nad kodem. Jedyne, co zostało z tamtych lat, to Open Power Template; autor nazwy oczywiście zaginął w mroku dziejów, ginąc wraz z poprzednim projektem. Próbowałem zorganizować coś wokół niego, ale pozostawiony samemu sobie nie miałem sił zarządzać caluteńką infrastrukturą, pisać dwujęzyczną dokumentację i na dokładkę jeszcze tworzyć kod. Teraz jest Invenzzia. Nowy szyld, nowa organizacja, powiększona ekipa pomagająca jakoś to spiąć, a problemy dokładnie identyczne.
Najsmutniejsze jest to, że ludzie chcieliby przyjść na gotowe: gotowy projekt, gotowy kod, gotowa społeczność, gotowa dokumentacja, gotowe artykuły, wziąć to wszystko i nie dać nic od siebie. Uwagi - owszem, ale tylko na własnym podwórku i blogu, broń Boże podesłać to na oficjalne forum, broń Boże, żeby się autor dowiedział (i tak się dowiaduję dzięki Google :)). Tym bardziej chwała nielicznym, którzy mają to gdzieś i mimo wszystko piszą.
Przejdę teraz do trochę innej działki, mniej związanej z programowaniem. Niedawno na forum php.pl pojawił się temat, w którym ktoś proponował stworzenie "kursu wszystkiego", czyli kompleksowego zbioru materiałów do nauki XHTML, CSS, JavaScript, PHP i baz danych - wszystkiego, czego potrzeba webmasterowi. Idea dość ciekawa, ale od strony praktycznej zakrawa na masochizm zaczynanie wszystkiego od początku. Dlatego poleciłem bardziej rozwój kursu XHTML na BrowseHappy oraz zainteresowanie się podręcznikiem PHP na Wikibooks, który od dłuższego czasu leży już odłogiem napisany do połowy. Oto odpowiedź autorstwa użytkownika Babcia@Stefa: "A niby dlaczego nie możemy stworzyć Własnego kursu? Przecież to najlepsze, największe forum o technologiach internetowych w Polsce."
Gdy to przeczytałem, padłem. Naturalnie znalazły się osoby, które mnie poparły, ale pomysłodawca uparł się, by pisać od zera. Wtedy już kreśliłem mu krzyżyk na drogę, wiedząc doskonale, jak to się skończy. Pytanie było, czy znudzi im się po dwóch czy po czterech rozdziałach. Ale nic, twardo rozbudowałem swą wypowiedź, przedstawiając argumenty i przykłady z przeszłości, że wielkość forum nijak ma się do powodzenia projektu. Potem nastała cisza. Minęło półtora miesiąca. W temacie nikt się nie odezwał, a żadnego ruchu na phpedii nie widać. Zgodnie z przewidywaniami, kurs wszystkiego skończył się wcześniej, niż zaczął, a podręcznik na Wikibooks nadal pozostaje bez opiekuna. Leży tak sobie odłogiem napisany do połowy, czekając na nowe pomysły i odświeżenie i nie wiem... ale czuję, że poleży tak jeszcze długo. Ja niestety musiałem z czegoś zrezygnować.
Obserwacje
Poczynione obserwacje pozwalają mi wysnuć kilka wniosków. Sporo w nich uogólniania, pewnie część się oburzy, że wcale tacy nie są, ale może kogoś skłoni to do myślenia:
- Polscy programiści pochłonięci są pracą. Cała ich aktywność zaczyna ograniczać się do napisania paru notek na blogu, skierowania kilku osób na forum do manuala i od czasu do czasu napisania paru dodatkowych zdań.
- Polscy programiści nie znają angielskiego. Nie przeszkadza im to oczywiście korzystać z całej gamy projektów, w których o polskiej dokumentacji można zapomnieć, ale gdy tylko polski projekt takiej nie ma, podnosi się krzyk i lament.
- Polscy programiści to indywidualiści. Nie lubią włączać się w prace większych zespołów lub też szybko im to się nudzi, chyba że im za to płacą.
- Polscy programiści to rzemieślnicy. Nie zadają sobie pytań "a dlaczego robimy to właśnie TAK"? Gotowe wzorce są na wyciągnięcie ręki w dokumentacjach dziesiątek frameworków, podręczników itd.
- Polscy programiści nie są wizjonerami. Gdyby naprawdę tacy byli, to przy takim potencjale już dawno stworzyliby własny system operacyjny i wykosili Microsoft. Niemożliwe? Jeśli odpowiedziałeś "Tak", to sorry, ale wizjonerem nie jesteś.
- ... ale pomimo tego uwielbiają się porywać z motyką na słońce ("zróbmy kurs wszystkiego od zera, yeeeaaaa, hurrra, największe forum PHP w Polsce do boooju!!!" - sorry, ale musiałem :)).
- Polscy programiści potrafią narzekać na prowadzenie projektu, jednocześnie samemu uprawiając samowolkę. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, na jaki opór materii można napotkać, próbując nakłonić ludzi do używania bugtrackera.
Niektóre podpunkty naturalnie są niezłym usprawiedliwieniem. Praca zarobkowa z pewnością tłumaczy wiele - życie w naszym kraju tanie nie jest, a każdy chce mieszkać godnie. Także ja nie stronię od komercyjnych prac. Tylko ludzie, jeśli tak Was to pochłania, to nie wymagajcie od twórców projektów robienia dla Was rzeczy, z których i tak nie będziecie korzystać. Hasło "żyj i daj żyć innym" wciąż jest aktualne.
Tylko w Polsce?
Możecie zapytać, co mi tak zależy na typowo polskim projekcie. A guzik, a nie mi zależy. Dokładnie to samo można zaobserwować przy projektach zagranicznych, gdzie także ciężko wypatrzeć Polaków, nawet jeśli o danym projekcie rozpisują się długo i szeroko we własnym kraju. Chodzi mi tylko o jedno: jeśli już polscy programści chcą się zamykać i izolować od świata, jedynie pobierając stamtąd terabajty danych, niech przynajmniej nie sabotują polskich projektów open-source żądaniami, by ich twórcy uwzględniali sprawę polską, a najlepiej wynosili ją na miejsce pierwsze. Osobiście mam gdzieś, czy piszę dla Polaka, Niemca czy Amerykanina.
Recepta
Zamierzasz stworzyć nowy projekt open-source? Powiem krótko: OLEJ POLAKÓW. Zrób całą stronę po angielsku, dokumentację również. Przynajmniej nie jesteś ograniczony przez barierę językowy i zamknięty dla całej reszty świata. Najlepiej nie ujawniaj na początku, że jesteś Polakiem, bo fakt - może i pierwsi użytkownicy będą Polakami, ale wtedy natychmiast pojawią się żądania:
- Polskiego forum
- Polskiej dokumentacji
- Polskiej strony WWW
- Polskiego bugtrackera (NIEMOŻLIWE!!! NIE DA SIĘ PROWADZIĆ DWUJĘZYCZNEGO BUGTRACKERA I MIEĆ NA NIM PORZĄDEK BEZ DUPLIKATÓW BŁĘDÓW I TOTALNIE ODERWANYCH OD SIEBIE DYSKUSJI NAD TYM SAMYM Z POWODU BARIERY JĘZYKOWEJ!!!)
I jeśli w tym momencie im ulegniesz, olewając resztę świata, to:
- Zginiesz podczas tłumaczenia (nie licz, że ktoś Ci pomoże)
- Polacy wcale tak się garnąć nie będą z powodów wyjaśnionych dwa rozdziały wyżej.
- ... a na ich miejsce nie wkroczy nikt z zagranicy, gdyż niestety program powszechnej nauki języka polskiego na świecie jeszcze jest w powijakach.
Krótko mówiąc, będziesz mieć problem, dokładnie taki, jak ja teraz mam z OPL - polskojęzyczną infrastrukturę, która służy jedynie garstce zapaleńców. A ten wpis jest jednocześnie początkiem końca polskiej strefy Invenzzii w obecnym kształcie i znaczeniu.






Napisał AdvMDev w sobotę, 20 września 2008 o 17:30
Czy czasem pisanie OpenPB nie było też pisaniem czegoś, co już istnieje? ;)
Poza tym, pisanie kursu "do wszystkiego" jest do niczego z jeszcze jednego powodu. Im kurs bardziej szczegółowy, tym bardziej przydatny. Przykład? Dowolne "encyklopedie komputerowe" czy inne tego typu książki | kursy.