"Spadkobiercy", o ile mnie pamięć nie myli, zadebuitowali w telewizji podczas emisji przeglądu kabaretów PAKA gdzieś na początku roku 2006, gdzie pokazany został "odcinek 70". Tak późny numer wziął się nieprzypadkowo - seria powstała w studenckim klubie "Gęba" już w 1993 roku, a odpowiada za nią Dariusz Kamys, obecnie członek kabaretu Hrabi.
Głównym założeniem serii jest brak sztywnego scenariusza. Aktorzy mają poprzydzielane role, ale dopiero tuż przed wyjściem na scenę są informowani, z kim będą występować i o czym mniej więcej mają rozmawiać. Ustalone jest także zakończenie sceny tak, by operatorzy mogli wtedy wygasić światła i dać czas na przygotowanie kolejnej. Na scenie wszystkie dialogi, kwestie oraz cała reszta jest już zwyczajną improwizacją.
Oczywiście skoro parodiujemy opery mydlane, seria musi mieć bohaterów. Akcja rozgrywa się w Los Angeles w pałającej się biznesem rodzinie Owensów. Bohaterami są:
- Jonathan Owens - senior rodu, weteran wojny wietnamskiej.
- Billy Owens - starszy syn Jonathana i jego prawa ręka w interesach.
- George Owens - młodszy syn Jonathana; typowa zakała rodu.
- Dorin Owens - jedyna córka Jonathana, w dzieciństwie przeżyła porwanie, utratę pamięci i wychowywanie w sierocińcu.
- Ken Heighly - narzeczony Dorin. Sierota; utrzymuje, że uciekł z Czechosłowacji w bagażniku samochodu.
- Warren - przyjaciel rodziny Owensów, jego zadaniem jest udzielanie wszystkim dobrych rad.
- Frank Dealey - wróg rodziny Owensów i jej konkurent w interesach. Służył razem z Jonathanem w Wietnamie.
- John MacPherson - towarzysz Franka i Jonathana z Wietnamu, porzucony przez nich na śmierć, wiele lat spędził, szukając zemsty.
- Harriet Ferguson - kobieta o ciekawym życiorysie; była agentka FBI, była sekretarka Jonathana, była kochanka Dealeya, obecnie kochanka MacPhersona.
Oczywiście w takiej improwizowanej produkcji fabuła nie ma prawa być zbyt sensowna, co nie ma zbyt wielkiego znaczenia, ponieważ nie to jest tu najważniejsze. Publiczność oczekuje głównie na głupie riposty, pomyłki, pokręcone dialogi kontynuowane na zasadzie "rany, byleby dotrwać do końca" i totalne wpadki. W odcinkach gra mniej więcej stała ekipa aktorów, m.in. Artur Andrus, Piotr Bałtroczyk, duet Ani Mru Mru, Robert Górski czy Joanna Kołaczkowska, lecz role nie są do końca obsadzone na stałe. Jako Dorin niezastąpiona jest Kołaczkowska, lecz już postać George'a grana była przez czterech różnych aktorów, którzy niekiedy rotacyjnie się wymieniali pomiędzy odcinkami. Bywało nawet tak, że jeden aktor grał różne role. Przykładowo, Robert Górski w "debiutanckim" odcinku 70. występował jako Jonathan Owens, jego miejsce później na stałe zajął Artur Andrus, zaś on sam był Billy'm Owensem i George'm Owensem. Sam Kamys wypowiedział się o "Spadkobiercach" następująco:
Przez "Spadkobierców" przewinęło się wiele osób. Najgorzej wypadali ci, którzy mocno grali na siebie, którzy czuli się w obowiązku rozśmieszyć. Ta zabawa nie znosi "ambicji". (...) Im odpowiedź będzie prostsza, tym lepiej. Co jest ważne! Należy słuchać, co mówi partner, reagować, choćby najprościej, na jego kwestie i zachowanie. Bez wzajemnych kontaktów między aktorami nie ma zabawy. Soliści won!
Z odcinkami, jak z życiem - jedne są lepsze, inne gorsze, niemniej zawsze jest się z czego pośmiać. Wiadomo, fabułę trzeba posuwać dalej naprzód i czasem niezbędne jest wyhamowanie, by stworzyć na trochę spokojniej zarzewie nowej intrygi. Ponadto nie wszystkie wątki dają takie same możliwości do szalonych dialogów, trzeba brać też pod uwagę, że sami aktorzy nie są maszynami. Piszę to, ponieważ wielu ludzi nie potrafi takich oczywistych rzeczy zauważyć, ew. zakłada, że skoro ONI się nie śmiali, to całość jest do bani, nawet gdy wszyscy wokół leżą. Wystarczy czasem, że po wymiatającym odcinku jest spokojniejszy i już mogę w ciemno zakładać, że ktoś dowali komentarz "ta seria schodzi na psy".
Wpadki są różne. Aktorom zdarza się, że zapominają o niektórych elementach intrygi lub tym, kogo grają. W tym ostatnim przoduje przede wszystkim Robert Górski, który jednak potrafi wyjść z tego obronną ręką:
- Nazywam się... no właśnie, oto jest pytanie...
Na scenie zawodzi także poczucie tego, gdzie toczy się akcja.
- Jak jest "niecny" po angielsku?
- "niecny". Przecież mówimy po angielsku...
Największa wpadka, jaką oglądałem, została spowodowana przez Artura Andrusa... tak się zamotał w ważnej opowieści, którą miał wygłosić, że cała trójka będących na scenie aktorów, próbując rozpaczliwie dokończyć występ, dosłownie umierała ze śmiechu na oczach publiczności... a ja razem z nimi przed ekranem :). Podane przykłady to zaledwie wierzchołek góry lodowej, tak więc po więcej zapraszam do oglądania.
"Spadkobiercy" są regularnie emitowani na antenie Polsatu w programie "Piotr Bałtroczyk przedstawia", natomiast od początku lipca w każdą sobotę i niedzielę o godzinie 19.30 emitowane są odcinki powtórkowe. Całość można też znaleźć w Internecie.















Napisał eXtreme w niedzielę, 6 lipca 2008 o 18:11
"wielu ludzi nie potrafi takich oczywistych rzeczy zauważyć, ew. zakłada, że skoro ONI się nie śmiali, to całość jest do bani, nawet gdy wszyscy wokół leżą"
wielu ludzi też zakłada, że skoro ktoś się nie smiał, gdzy wszyscy wokół leżą, to jest ignorantem bez poczucia humoru, który się nie zna :P