Przyjrzyjmy się samej konstrukcji komputera K-202. Jednostka miała wymiary 58x48x21 cm i ważyła 35 kilogramów. Swój ciężar rekompensowała niesamowitymi, jak na swój czas powstania parametrami:
- 16-bitowy procesor z zegarem 1 megaherca rozpoznający 90 rozkazów i posiadający 7 rejestrów.
- 8 megabajtów pamięci RAM.
- Stronicowanie pamięci - tak, jest to w pełni polski wynalazek, który został skopiowany przez Amerykanów właśnie z K-202.
- Koprocesor zmiennoprzecinkowy.
- Obsługa poziomów przerwań (272, z czego 32 w CPU).
- Obsługa do 64 urządzeń wejścia/wyjścia.
- Obsługa do 64 urządzeń pamięci zewnętrznych (dla porównania: standard USB może jednocześnie obsłużyć 128 urządzeń).
- Wielozadaniowość
- Wieloprocesorowość
- Wielodostępowość
- Modularna budowa.
- System automatycznego przechowywania i wznawiania programu w przypadku zaniku zasilania.
- Pakiet oprogramowania, w skład którego wchodził m.in. modularny system operacyjny, BASIC, Fortran oraz oprogramowanie użytkowe do rozwiązywania problemów numerycznych, prac inżynierskich i wielu innych.
Gdyby taka konstrukcja powstała w Stanach Zjednoczonych lub gdyby Polska była wtedy wolnym krajem, wpis ten powstawałby zapewne właśnie na klonach K-202. Projektem byli zafascynowani Brytyjczycy, jako że temu komputerowi były w stanie dorównać jedynie dwie inne maszyny na świecie, a i tak w niektórych elementach zostawały w tyle. Jednym z nich była wielkość pamięci operacyjnej, z braku stronicowania ograniczana tam do kilkunastu kilobajtów. Karpiński miał propozycje produkowania swoich maszyn za granicą, lecz zgodził się jedynie na montaż urządzeń w Polsce i eksport gotowych jednostek za granicę. Osobiście, gdy przeczytałem specyfikację, byłem zszokowany - taka konstrukcja na kilkanaście lat przed tym, jak doszli do tego Amerykanie.
Karpiński nie ukrywa, że na przeszkodzie w produkcji stanął mu jego brak smykałki do interesu oraz aparat partyjny. W PZPR miał wielu wrogów, którzy zniszczyli efekty jego geniuszu i kilkuletniej pracy. Ponadto jego dokonania strasznie denerwowały dyrekcję zakładów ELWRO. Wyprodukowano zaledwie 30 sztuk K-202. Kolejne kilkaset zniszczono na linii produkcyjnej. Karpiński skomentował to następująco: Musieli mnie zniszczyć, bo ośmieszałem i Elwro, i IMM. Elwro zatrudniało 6 tysięcy ludzi, IMM - 700. I nie potrafili zrobić żadnej przyzwoitej maszyny. (...) U mnie w 1973 roku pracowało raptem 200 osób. Przecież taki Huk wydawał na Elwro miliardy złotych! (...) Ja robiłem rewelacyjne maszyny za grosze. - oto absurd PRL-u w najczystszej postaci. Nie bez znaczenia była też jego przeszłość - podczas drugiej wojny światowej był członkiem Szarych Szeregów i przez krótki okres brał udział w Powstaniu Warszawskim.
W latach osiemdziesiątych Karpiński zrezygnował i zajął się hodowlą świń. Później wyjechał do Szwajcarii, gdzie próbował uruchomić własny biznes, lecz z planów nic nie wyszło. Po zmianie ustroju wrócił do Polski i także starał się powrócić do gry. Także i tu mu się nie powiodło. Próba wzięcia kredytu w BRE Banku skończyła się wyczyszczeniem jego kont przez wspomniany podmiot i pozbawieniem domu. Drugi z zakładów, mający produkować kasy fiskalne, w przeddzień uruchomienia produkcji został dosłownie rozkradziony w serii włamań, pomimo ochrony. Obecnie jest na emeryturze, aczkolwiek dalej aktywny zawodowo.
Historia ta pokazuje, że świetny projekt to nie wszystko. O sukcesie przedsięwzięcia mogą zdecydować polityka, pieniądze, zawiść, ludzka głupota lub ograniczenie umysłowe, a nawet tragiczny zbieg okoliczności. Gdy doszedłem do opisu wzięcia kredytu, jak żywo przypomniała mi się sytuacja z końca roku 2007, niezwiązana z biznesem, ale także ilustrująca, że niedoinformowanie/niedouczenie jednego człowieka może komuś zniszczyć życie. Trzy dziewczyny z Turcji studiujące w Polsce zapytały się w polskim urzędzie o swoje wizy i dowiedziały się od urzędnika, że automatycznie stały się one wizami schengenowskimi. Postanowiły więc odwiedzić kuzyna w Niemczech. Po przekroczeniu granicy kontrola, szykany, areszt i w końcu nakaz opuszczenia granic UE dla dwójki z nich. Urzędnik popełnił fatalny błąd. Nie wiem, czy historia zakończyła się dla nich szczęśliwie, ale wiem jedno - biurokracja oraz okrutny poziom regulacji prawnych ssie do reszty. Uważam, że Karpiński i jego K-202 powinny odzyskać należne im miejsce w historii informatyki, jako że to oni są prawdziwymi bohaterami tej opowieści, a wraz z nim Ci, którzy pomagali w realizacji jego wizji, bo tacy też byli. Zaś ludzie, którzy rzucali im kłody pod nogi, niechaj gniją na śmietniku ludzkiej niepamięci. Wszystkim zainteresowanym polecam przeczytać załączone w przypisach oryginalne wywiady; wpis ten jest za krótki, aby wszystko wyczerpująco opisać i nawet w połowie nie oddaje tego, przez co przeszedł Karpiński.















Napisał radzio w niedzielę, 13 stycznia 2008 o 22:37
Na wykopie był link do tego wywiadu. Jak to przeczytałem to myślałem, że to jakiś "fake", ale jednak nie. Chylę czoła przed p. Jackiem.
Co by było gdyby nie te 50 lat komuny :| przecież taki mikrokomputer mógł zrewolucjonizować światowy przemysł IT.
Jak dla mnie to media publiczne powinny wyszukiwać takich zapomnianych polskich geniuszy i przypominać nam Polakom, że w przysłowiu "Polak potrafi" jest wiele prawdy, a aparat komunistyczny tylko im skrzydła podcinał. Taki program mógłby zachęcić nowych Karpińskich do tworzenia bo zostało jeszcze bardzo wiele do wynalezienia ;-).
Taki offtopic kilka tygodni temu czytałem na temat autora Tetrisa. Przypadek podobny do tego naszego, z tym, że Ruscy sprzedali prawa do gry Amerykanom, a autor tetrisa nie dostał praktycznie niczego...