Świat zaskakuje nas nieustannie. To, co uważaliśmy już za ustalone, niemalże jak pewnik, nagle diametralnie zmienia swoje oblicze i zaczyna jawić się nam z zupełnie innej, nieznanej strony. I do tego ta świadomość, że trzeba się będzie z tym zmagać jeszcze przez kolejnych kilka miesięcy. Kolejnych kilka miesięcy bycia niewysłuchanym i ignorowanym z bałamutnymi zapewnieniami "nie można zamiatać brudów pod dywan". Tylko czemu to musi być jednostronne? Czemu ja mam tego przestrzegać, skoro sam mówca nic sobie z tego nie robi, a nawet postawiony przed nagą prawdą potrafi ją jeszcze przeinaczać? Na wiele z tych pytań zapewne odpowiedzi nie uzyskam, lecz nie znaczy to, że podążę tu za maksymą "pogódź się ze swoim losem". Słucham i rozumiem, czuję i myślę, jak każdy człowiek. I jak każdy człowiek, też żądam godności od osób, które wymagają jej ode mnie! To nie jest umowa działająca w jedną stronę.
Jest tylko jedna pozytywna strona tej sytuacji. Jeszcze silniej umocnione przekonanie do wysłuchania i zrozumienia innych. Może tego właśnie potrzebują...







Napisał edas w wtorek, 3 października 2006 o 14:52
hmmm a można wiedzieć apropo czego to było?(raczej się łatwo domyśleć, ale kto wie, może o coś innego chodzi)