Poniedziałek to taki dzień, że mogę sobie pozwolić na udanie się do oddalonego o 9 km liceum na rowerze. Niestety 95% trasy wiedzie wzdłuż niezwykle ruchliwej drogi krajowej z szerokim, acz wątpliwej jakości poboczem (jezdnią czasami też). Dopiero na dwóch ostatnich kilometrach mam nadającą się do spokojnej jazdy ścieżkę rowerową.
Ze szkoły wracam w godzinach popołudniowego szczytu. Ruch jest tak duży, że zawsze błogosławię sobie to, że nie muszę przejeżdżać przez ulicę na drugą stronę. Tym razem jechałem z kolegą. On jechał przede mną, pędząc sobie w najlepsze. Ja nadążałem cudem, gdyż już skończyły mi się przerzutki i mimo, że ostro pedałowałem, byłem jakieś 10-15 metrów z tyłu. Minęliśmy zakręt, obok nas ciągle przewijał się niekończący sznur samochodów. Nagle zauważyłem pewnego starszego pana prowadzącego rower. Najwyraźniej chciał dostać się do leżącego po drugiej stronie osiedla. Nie wiem, na co mu się tak spieszyło, że wyszedł na jezdnię, gdy mój kolega był kilka metrów od niego, a za nim gnały rozpędzone "limuzyny". Kolega, chcąc ratować życie zarówno swoje, jak i jego, zastosował nagły manewr okrążający polegający na wyjeździe na sam środek ulicy i wprawnym ominięciu przeszkody. Podczas jego wykonywania starszy pan zatrzymał się w najlepsze na środku. Dalej był już tylko jeden wielki pisk opon. Doprawdy nie wiem, jakim cudem nikt nikogo nie stuknął. Mam też nadzieję, że zdarzenie to odblokowało procesy mózgowe u tego gościa i następnym razem pomyśli choć trochę przed wejściem na jezdnię...















Napisał mrx w środę, 8 czerwca 2005 o 20:16
nie chwalac sie tym kolega jestem ja:D:D przyznam Zyx, ten czlowiek zasluguje na miejsce w tej galerii:D dobshe ze nie opisales jego miny jak sie tak stojac na srodku patrzyl na mnie i te "limuzyny":P hehe wyraz twarz: "czy ja o czyms zapomnialem??":P