Przejdźmy do konkretów. Nie wszyscy wiedzą lub pamiętają, że prawo jazdy kategorii B daje możliwość prowadzenia ciągników rolniczych bez przyczep, z podwieszonymi maszynami rolniczymi lub wózkiem dwukołowym - z tej możliwości było mi dane w tym roku w pełni skorzystać, prowadząc zasłużonego Ursusa. Wrażenia są ciekawe. Niby prowadzi się to podobnie, jak samochód, ale jest sporo subtelnych różnic. Najważniejsza z nich to osiągane prędkości - skrzynia biegów jest tak dopracowana, że w zasadzie bez większego problemu można ruszyć "z trójki" lub nawet wyższych biegów (co się czasem przydaje, ale o tym za chwilę). Ponadto ciągnik posiada dodatkową ręczną dźwignię sterowania gazem, która przydaje się w pracach polowych. Można ustawić stały minimalny gaz, który można w razie czego zwiększać pedałem, jak w samochodzie, dzięki czemu ciągnik potrafi jechać prosto sam, bez kierowcy w środku. Pewnym novum jest też "tryb biegów roboczych", który znacząco zwiększa moc uciągu kosztem prędkości. Stosuje się go również w polu. Dodam, że Ursus, który prowadziłem, swoje lata już ma i najprawdopodobniej niedługo będzie zastąpiony nową maszyną - wiek objawia się m.in. strasznie ciężkim wrzucaniem biegów :). Drążek trzeba z całej siły szarpnąć, aby przeskoczył na inną pozycję i niezbędny jest czas, aby się do tego przyzwyczaić. Całe szczęście, że da się ruszać również z wyższych biegów, ponieważ zdarzało się, że zanim udało mi się w końcu przejść na czwórkę z trójki, pojazd zdążył już wytracić prawie całą prędkość :).
Akurat trafiliśmy z przyjazdem na żniwa, w których wydatnie pomogliśmy, rozładowując razem z resztą zwożone ziarno i zbierając wiązki słomy z pola. Trochę wysiłku fizycznego nie zaszkodzi, biorąc pod uwagę, że w mieście trzeba samemu o to dbać, a nie zawsze jest czas i możliwości. I tak jak zbiory fasoli sprzed czterech lat wspominam kiepsko (pięć dni prażenia się w szczerym polu), tak żniwa były OK - nawet udało mi się przejechać kombajnem. W gospodarstwie pojawił się ponadto parę miesięcy temu nowy psiak, który okazał się być bardzo towarzyski. Za psami generalnie nie przepadam, ale takiego to chciałbym mieć :).
To nie koniec tegorocznych wyjazdów. Za dwa tygodnie kolejne odwiedziny Słowacji, które tym razem ordynarnie wepchnęły się jeszcze na początek trzecich Wakacyjnych Warsztatów Wielodyscyplinarnych, tak więc będzie trzeba wymyślić jakiś sposób błyskawicznego przedostania się spod Tatr pod Lublin, by załapać się na drugą połowę, gdyż czekają trzy wykłady i prezentacja tajnego projektu © by Zyxist.com & Npb Inc...















Napisał ayeo w piątek, 17 sierpnia 2007 o 22:58
Po wstępie pomyślałem sobie, że ten wydajniejszy komputer i muzyka 5.1 to w tym traktorze jest :) Jednak nie zmieniło się tak bardzo jak myślałem po wstępie... :D