Dzień trzeci: sprawa została znowu przemyślana, rozkminiłem, co trzeba zmienić i jak. Dzień czwarty, piąty i szósty: przebudowuję API. Dzień siódmy: testuję nowe API i poprawiam wszystkie znalezione niedoróbki. Dzień ósmy: działa. Szczęśliwy, wysyłam wszystko na SVN, opis zmian lukruję siedmioma warstwami cukru i wazeliny, po czym przystępuję do finału: integracji z (Zend) frameworkiem. Powinna to być bułka z kromką, w końcu mamy nowe, znacznie bardziej obiektowe API, więc skoro ze starym działało, to i z tym pójdzie. Pliki skopiowane, czas dostosować przełączkę. Otwieram plik, patrzę w kod... patrzę... patrzę... patrzę... (cenzura), akurat ten framework znacznie lepiej współpracował ze starym API :). Sposób wprawdzie się znalazł na integrację, ale część kodu, który teoretycznie należy do kompetencji przełączki, znajduje się poza nią.
Morał jest następujący: obiektówka rozwiązuje Twoje stare problemy i produkuje nowe, bo przecież programista nie może się nudzić :)







Napisał kwiateusz w niedzielę, 5 października 2008 o 22:55
no jakby sie miał nudzic to jaki sens kodowania? przeciez tak siasc, napsiac i działa to nie po Bożemu...