W biurze analiz matematycznych było jeszcze cicho. Do godziny zero, czyli karnej kartkówki, dalej jest wystarczająco czasu. W dodatku sądząc z posiadanych informacji o takowych kartkówkach w innych grupach wynikało, że jest to sprawa faktycznie beznadziejna, czyli innymi słowy - problem niezależny od ilości poświęconego mu czasu. Tego środowego ranka wszystko wskazywało, że popołudnie upłynie pod znakiem poprawiania sprawozdań z fizyki, zwróconych bądź to za błędy formalne, bądź z winy pewnych ekhm... powiedzmy, że elementów, którzy nie docenili spostrzegawczości osób z tytułem prof. dr hab. mgr inż. ks. abp gen. i sądzili, że zmiana formatowania wystarczy, by nie zorientować się w niesamodzielności ICH pracy.
Pierwsze znaki, że coś pójdzie dokumentnie nie tak, pojawiły się już w tzw. lany poniedziałek, w który postanowiła włączyć się pogoda. Zyx pragnął wykorzystać święta na testy i ujeżdżanie świeżo otrzymanego z darów dla studentów zyxowozu. Wobec takiego obrotu spraw, był bardzo niezadowolony, że w tamten dzień dane mu było wyjeździć tylko 40 zamiast 200 km. Miał to być pożegnalny atak zimy... i nic z tego. W środę rano ta uderzyła ponownie, niosąc mocno zmienną pogodę i fundując niestrudzonemu podróżnikowi cykliczną rotację warunków jazdy z okresem mniej więcej półgodzinnym. Zaoferowano śnieżną zamieć przy dodatniej temperaturze, upalne słońce, deszcz, chmury, wiatr i mróz. I tak był to tylko pakiet podstawowy, gdyż edycja kolekcjonerska obejmowała dodatkowo atak tsunami, tornado, lawinę błotno-kamienną, erupcję wulkanu, uderzenie meteorytu i porwanie przez kosmitów. Misja obfitowała w nadprogramowe atrakcje i zadania poboczne, jak jazda przez kilka kilometrów za piaskarko-solarką czy wyprzedzanie kolumny TIR-ów. Pomimo tego, udało się dotrzeć do Krakowa, nie powodując strat materialnych w polskiej gospodarce, ani ofiar, zarówno śmiertelnych, jak i nieśmiertelnych (odpukać po stokroć). Wykonaniu questa towarzyszył też bonus w postaci dodatkowych punktów doświadczenia za jazdę bez mapy, na pamięć. Zostały one zainwestowane w rozwój umiejętności nawigacyjnych.
Otworzywszy drzwi krakowskiego studia, Zyx odetchnął z ulgą. Chrzest bojowy, i to nie byle jaki, należał już do historii i mógł zostać z czystym sumieniem odnotowany w kronikach ku potomności. Załatwiwszy kilka spraw związanych z Invenzzią i OPT, które nie kwalifikowały się ani jako głupie, ani beznadziejne, przyszła pora na relaks w postaci dalszego grania w FreeCiv oraz oglądania Stargate: Atlantis ze słowackimi napisami. Był on niezbędny, gdyż na rozwiązanie czekała niecierpiąca zwłoki sprawa pomocy kumplom z liceum z poszukiwaniem mieszkania w Krakowie*. Nagle pojawił się kolejny quest, niezbyt duży, ale punktów doświadczenia nigdy dosyć. Ot, pojechać na dworzec, zlokalizować współlokatora, przywieźć go z powrotem. Zyx zarzucił sobie kurtkę, ubrał długie spodnie, do kompletu dodał buty, chwycił kluczyki i dokumenty, po czym wyszedł na parking. Było już ciemno. Silnik zapalił i rozpoczął się manewr dosyć długiego cofania, gdyż był to jedyny sensowny sposób na opuszczenie parkingu. Nagle z tyłu błysnęło światło. Pewien jegomość pragnął najwyraźniej sobie wjechać. Do wykonania tego manerwu potrzeba trochę miejsca, którego nie było, ponieważ zajął je zyxowóz. Niestety, nie posiadał on umiejętności teleportacji, więc Zyx zaczął zjeżdżanie na bok tak, aby dać drugiemu możliwość wjazdu, co automatycznie wiązało się z uzyskaniem możliwości do ruszenia wreszcie prosto. Skończyło się to... trzaskiem. Zyx natychmiast przerzucił spojrzenie z tylnej szyby na boczną, gdzie dostrzegł sprawę. Sprawę głupią, sprawę beznadziejną w postaci urwanego lusterka. Oczywiście pół biedy, gdyby winnym urwania był jedyny pachołek bądź latarnia w promieniu 500 metrów, drzewo czy przyrząd do urywania lusterek. Takie coś to tylko szkoda własna, w dodatku dość prosto usuwalna. W tym konkretnym wypadku do urwania lusterka posłużył inny samochód, a zostało to odnotowane na jego karoserii. Zonk. Zyxa mało szlag nie trafił. Przejechać bez kłopotu kilkaset kilometrów tylko po to, by uziemić samochód na osiedlowym parkingu na parę dni przed planowaną pomocą przy przeprowadzce i na dzień przed bolesnym rozpoczęciem nowej harówy. Głupie szczęście znów dało o sobie znać, dostarczając kolejnego dowodu na prawdziwość praw Murphy'ego, nawiasem mówiąc będących szczególnym przypadkiem praw Chucka Norrisa, ale o tym to raczej nie trzeba przypominać. W grafiku głupich spraw do rozwiązania przybyła następna pozycja...
* - to już tak poza wpisem. Kumple akurat naprawdę poszukują mieszkania. Gdybyś miał(a) takie na zbyciu do wynajęcia dwójce studentów, mam kontakt z dwójką chętnych. Szczegóły przez e-mail.







Napisał Nowaker w środę, 26 marca 2008 o 23:44
No cóż Zyx, wpadki się zdarzają :) Ja w moim Volvo 850 też mam lusterko do wymiany - kilka dni po kupnie samochodu spostrzegłem, że mechanizm regulacji jest zablokowany. Chciałem więc nasmarować mechanizmy, ale by to zrobić, trzeba się było dostać się do środka. No i takim też sposobem "pękłem" szybkę. A do środka i tak się nie dostałem ;)
P.S. Może warto zapisywać dane (nick, e-mai, www) wpisywane przy komentowaniu do $_COOKIE, żeby nie wpisywać tego co chwilę?