Każda z trzech rodzin reprezentuje inny stan, jakie spotkać można było w naszym kraju. Lubońscy, na początku figurujący jako rycerze z zamku Górka, to typowa rodzina magnacka mająca wielkie posiadłości ziemskie w regionie oraz na Ukrainie. Przedstawicielami przeciętnej szlachty są Bukowscy dzierżący wioskę Bukowo, w której mieszka chłopska rodzina Buków. Przewijają się tu jeszcze członkowie innych rodzin szlacheckich, nieco mieszczaństwa, część jest postaciami historycznymi, druga część fikcyjnymi. Autor pokazuje szereg najważniejszych wydarzeń z historii Polski. Na początku są to najazdy Tatarów na rozbite królestwo, następnie czasy Bitwy pod Grunwaldem, najazd szwedzki, odsiecz wiedeńska oraz wszystkie trzy rozbiory. Wiek dziewiętnasty to niezrozumiała dla polskiego odbiorcy przerwa, po której autor powraca dopiero w 1895 roku, ukazując monarchię austrowęgierską. Dalsze wydarzenia to czasy formowania się niepodległego państwa polskiego, wybuch i przebieg drugiej wojny światowej, a całość zamykają strajki na wybrzeżu oraz masowe protesty na początku lat osiemdziesiątych.
Nie można wątpić, iż autor włożył duży wysiłek w nadanie swej książce realizmu i oddania ducha Polski na kartach papieru. Faktycznie, lektura nie razi Polaka (chyba że ten jest purystą historycznym, ale tacy to się nawet przy "Potopie" Sienkiewicza będą krzywić, w którym też jest całkiem sporo uproszczeń :)) i wciąga, szczególnie dalsze rozdziały, gdzie dzieje się całkiem ciekawie. Tłumacz jednak zaznacza, iż z powodu ówczesnego braku dobrych opracowań na zachodzie o przyczynach upadku Rzeczypospolitej, Michener trochę stereotypicznie obwinił o ten stan całą magnaterię i szlachtę, gdy tymczasem prawda jest bardziej złożona.
Z moich potknięć wyłapałem:
- Na początku książki, przy najeździe Tatarów, czyli w roku 1241, rodzina chłopska posiada współczesne imiona typu Dorota, Monika (!!!). Tu akurat może to być spodowowane faktem, że ówczesne imiona słowiańskie przyprawiłyby chyba Amerykanów o ból głowy :).
- Niezrozumiałe dla Polaków pominięcie powstań narodowych, które w XIX wieku wywarły istotny wpływ na świadomość narodową.
- Z tego wynika kolejna niekonsekwencja: "niezauważenie", że system feudalny na ziemiach polskich został zniesiony w okolicach 1864 roku, a nie po odzyskaniu niepodległości :). W 1919 roku potomkowie rodzin chłopskich, kobiety, mogły odbywać edukację, nabywać ziemię itd.
- Powieść lekko też "cof" w rozwoju polską wieś z początku XX wieku. W każdym razie na pewno jej mieszkańcy znali już wtedy szkło i nawet używali go w życiu codziennym, a by się o tym przekonać, wystarczy sięgnąć po stare fotografie :).
- Bukowo funkcjonuje, jakby w okolicy nie było żadnych miast. O Tarnobrzegu są wzmianki, o Sandomierzu także. W rozdziale o II wojnie całkowicie zignorowany został fakt powstania COP-u, w którym mimo małej ilości czasu zdołano stosunkowo sporo rzeczy wybudować, jak choćby Stalową Wolę z hutą i elektrownią czy zakłady lotnicze w Mielcu. Oba miasta położone są niedaleko i ich rozbudowa musiała odbić się echem. O Stalowej Woli wzmianka pojawia się dopiero w ostatnim z rozdziale przy opisie jednego z ministrów, który po wojnie "brał udział w odbudowie Lublina i Stalowej Woli". Jako że autor sam zaznacza we wstępie, że wszystkie miejsca opisane w książce zwiedził i zobaczył na własne oczy, na pewno musiał przez to miasto przynajmniej przejeżdżać :).
Z drugiej strony reszta, jak pisałem, prezentuje wysoki poziom. Tłumacz stwierdził, że potop szwedzki jest opisany "w iście sienkiewiczowskim stylu" i ciężko mi się z nim nie zgodzić. Barwnie i szczegółowo przedstawiona została bitwa pod Grunwaldem oraz pod Wiedniem, a fragment osadzony w czasach II wojny światowej autentycznie serwuje porządną dawkę poczucia zagrożenia, wszechogarniającej rozpaczy i terroru. Opis obozu koncentracyjnego w Majdanku, gdzie trafia jeden z bohaterów, naprawdę przeraża brutalnością i dosłownością.
Jest to dziwny paradoks, że historię naszego kraju prezentują innym mieszkańcom Ziemi obcokrajowcy, a my sami nie potrafimy zadbać nawet o zasianie w świadomości pamięci o powstaniu warszawskim czy strajkach w Stoczni Gdańskiej. Z jednej strony postawa rodaków, którzy wolą żreć się między sobą i robić to samo, co poprzednicy, jednocześnie twierdząc, że z tym walczą (pozdrowienia dla PiS), a z drugiej cieszy, że ten zagraniczny obraz wcale nie jest zły i być może natchnie co poniektórych do dokładniejszych studiów. Jednak akutalnie wiara we własne siły i możliwość zmieniania oblicza kraju, w którym przyszło żyć, przydałaby się bardziej samym Polakom, szczególnie tym wykształconym, jadącym na zachód i zostawiającym Polskę na pastwę debilizmu.







Napisał Ja_Brzoza w niedzielę, 11 marca 2007 o 14:31
Tarnobrzegu, przyjacielu, Tarnobrzegu.