Dziś jest czwartek, 2 września 2010 roku (z kalendarza...)

Polacy to umysłowe karły?

Icon

01.07.2009, 22:49

Ogólna

Komentarze (7)

Powrót

Gdy w SimCity 4 nasze miasto cierpi na poważny niedobór szkół podstawowych, nie zapewniając mieszkańcom dostępu do elementarnej edukacji, doradcy ostrzegają nas o wynikających z tego kłopotach w komunikatach zatytułowanych Simowie to umysłowe karły. Podobne apele od lat pojawiają się w prasie w stosunku do naszego narodu. I co gorsza, prawdziwość głoszonych tam tez da się już obserwować gołym okiem.

Kontekst sytuacyjny

W wolnych chwilach zajmuję się uczestnictwem w projekcie Wikipedia. Może nie piszę zbyt dużo (mniej niż 150 edycji w głównej przestrzeni w ciągu 3 lat), ale jak już piszę, dokładam starań, aby udostępnić rzetelny i poparty źródłami materiał. Od kilku tygodni chodziło mi po głowie napisanie artykułu poświęconego niektórym ciekawszym sieciom tramwajowym świata. Na pierwszy ogień poszło Melbourne - miasto z najdłuższą obecnie siecią. Artykuł powstał na bazie swojego świetnie uźródłowionego angielskiego odpowiednika, lecz do polskiej wersji poznajdowałem kilka nowych przypisów, a dodatkowo dodałem jeden rozdział, którego w oryginale nie ma. Dzisiaj artykuł zawisnął na głównej stronie Wikipedii w ramce Czy wiesz... z pytaniem "gdzie znajduje się największa sieć tramwajowa na świecie?" Wraz z tym powstał ruch w dyskusji poświęcony głównie temu, czy faktycznie jest to najdłuższa sieć na świecie. Ludzie zaczęli poddawać w wątpliwość te dane, przytaczając fragmenty z innych artykułów polskiej Wikipedii poświęconych polskim sieciom i twierdząc, że to one są najdłuższe. Wśród nich nie byli sami anonimowi czytelnicy, ale też wikipedyści z całkiem niezłym stażem, po których już można by się spodziewać ostrożniejszego podchodzenia do takich danych. Trafiło się nawet jakieś dziecko neo, co to prawidłowo nie potrafi wyrazów w zdaniach w tekście pisanym oddzielać.

Ślepa wiara

Wielu ludzi traktuje Wikipedię jak wyrocznię, zupełnie nie rozumiejąc, że podobnie jak każda inna encyklopedia, może zawierać błędy (trafiają się one w niemałych ilościach także w "profesjonalnych" wydawnictwach PWN czy Britannica). Poprawie jakości haseł ma służyć instytucja przypisów, tj. powoływania się na książki, raporty, dokumenty i inne materiały pozwalające zweryfikować podaną informację. Niestety, istnieje wiele niszowych haseł, które ktoś kiedyś napisał byle jak i nikt do dzisiaj ich nie przerobił. Tysiące kolejnych wciąż takich źródeł są pozbawione, a często, gdy zacznie się szukać, okazuje się, że podawane tam informacje mają się nijak do rzeczywistości. Tak też było tutaj: artykuły poświęcone polskim tramwajom podają sobie jakieś liczby, autorzy nie do końca wiedzieli, co to jest długość linii, a co długość torowisk, pomieszali jedno z drugim i wyszedł kosmos. Tymczasem część przewoźników podaje takie dane całkiem dokładnie na swoich stronach - wystarczy sobie wpisać w Google cztery słowa i mamy wszystko podane na tacy.

Kolejna bezmyślność - czytelnicy powołują się na nieuźródłowione hasła Wikipedii, próbując obalić świetnie uźródłowiony tekst odwołujący się do kilku dokumentów i raportów rządowych, materiałów pisanych i stron pasjonatów popartych pracami historycznymi. Czemu w takim razie mają służyć te przypisy? Co ja mam myśleć o człowieku, który pisze mi, że "Warszawa ma 470 km torowisk" (gdzie? Skąd?) i pyta się, skąd takie rewelacje, że Melbourne z 245 km ma najdłuższą sieć, kiedy tuż obok ma odnośnik do dokumentu Investing In Public Transport autorstwa Victorian Department of Transport, str. 69, z cytatem: Melbourne’s tram network is now the largest in the world in terms of operational track length (after St Petersburg recently removed some track from its network)' i podaną tuż dalej długością. Czytanie ze zrozumieniem, weryfikacja i opracowywanie informacji leży na całej linii.

2+2 = hmmm...

Wspomniane wcześniej dziecko neo postanowiło nie tylko podważać rzetelność artykułu, ale też najwidoczniej zrewolucjonizować matematykę: tramwaje na gornym slasku maja siec liczaca 342 kilometry.po co ludzie takie kity wciskaja i pisza takie bzdury.(podpis wycięty z litości). Ludzie wciskają takie kity i piszą takie bzdury, bo umieją myśleć i liczyć w zakresie do 1000. Popatrzmy, skąd się te kity i bzdury biorą. Wpisujemy w przeglądarce www.google.pl. Pojawia nam się nieduże okienko, do którego trafia tekst Tramwaje Śląskie długość torowisk. Na pierwszym miejscu znajduje się odnośnik http://bip.tram-silesia.pl/?id=spolka/infrastruktura.htm&dzial=26. Umieszczonych jest na nim kilka wartości liczbowych. Dokładnych rachunków nie będę już przytaczać, by nie ubliżać inteligencji czytelników Zyxist.com, w każdym razie mi wyszło 209 km, a nie 342. I mając za sobą świetne wyniki z jeszcze niewykastrowanej matury (zarówno część humanistyczna - rozumienie tekstu, jak i ścisła), a także będąc po dwuletnim kursie matematyki wyższej w ramach studiów śmiem uważać mój wynik za nieco bardziej wiarygodny, niż wynik kogoś, kto nie wie, że po kropce stawia się spacje, a zdania zaczyna dużą literą...

Masowe ogłupianie

Przybysz z kosmosu niemający pojęcia o tym, że jeszcze nie wynaleźliśmy sztucznej inteligencji mógłby powiedzieć, że maszyny rozpoczęły sekretne przejmowanie władzy nad światem. Pojawia się coraz więcej nowinek technicznych. Komputeryzacja wdziera się drzwiami i oknami i trafia na skrzywdzone przez los nowoczesne dzieci o ilorazie inteligencji wystarczającym do bujania się w rytm muzyki na dyskotece i otynkowania się. Myślą, że są wolne, a w rzeczywistości manipuluje nimi każdy, wykorzystując bezlitośnie "nowoczesność"... zupełnie jak małe dzieci. Czy to wina ich samych? One nie myślą o tym w kategoriach winy, tylko samodzielnej decyzji życia, jednak prawda jest inna. Narzekają rodzice na nauczycieli, nauczyciele na rodziców, wykładowcy na nauczycieli i studentów, studenci na wykładowców - nawala cały system, od początku do końca. Do szkoły szedłem z przeświadczeniem, że wszyscy dostają same piątki, jednak szybko zauważyłem, że niektórzy koledzy jeszcze trzy lata później dostawali pały, dwóje i tróje, bo okropnie rysowali i mieli poważne trudności z czytaniem i liczeniem. Co robiła "ta dobra, ośmioklasowa szkoła lat dziewięćdziesiątych"? Stawiała pały, dwóje i tróje. Czy zrobiła coś, by im pomóc? Nie sądzę - nauczycielka miała pod opieką klasę złożoną z prawie 30 dzieciaków, nie była w stanie sama w ramach lekcji pomóc tym, którzy naprawdę tego potrzebowali.

Następnie mamy gimnazjum, stopień edukacyjny zwany niekiedy wylęgarnią przestępców, wrzucony w najbardziej burzliwy okres rozwojowy. Różnice w poziomie uczniów już są wtedy właściwie utrwalone, a przy dorzucaniu do klas kryminalistów i jeszcze większym przepełneniu szanse na ich nadrobienie są zerowe. Z młodymi ludźmi dzieje się wtedy dosłownie wszystko. Dobry nauczyciel jest w stanie zdolnego ucznia pchnąć jeszcze wyżej, zły - go pogrążyć. Jednak jak można pracować z uczniami, kiedy prawie cała lekcja tracona jest na męczenie pod tablicą dzieciaczka z trudem potrafiącego dodać dwa ułamki zwykłe? W końcu zaczyna się szkoła średnia, pierwsze poważniejsze segregowanie na lepszych i gorszych, nazwijmy rzecz po imieniu. I kolejny klops: klasy jeszcze bardziej przepełnione, a kolejni ministrowie coraz bardziej okrajają program nauczania i maturę. Terminy, a przede wszystkim presja są takie, że liceum ogólnokształcące produkuje idiotów, zamiast ludzi orientujących się w różnych dziedzinach wiedzy i mających solidną podstawę do rozpoczęcia studiów. Licealiści narzekają, dlaczego muszą się uczyć np. historii, kiedy chcą studiować elektronikę, zapominając, że właśnie temu w teorii mają służyć L.O, by później taki elektronik nie dukał, że "Bitwa pod Grunwaldem" to chyba gdzieś w Niemczech była podczas ostatniej wojny, bo jego dziadek tam czołgiem dowodził... albo by taki (...) potrafił sobie policzyć, że na Śląsku nie ma i pewnie nigdy nie było 341 km torowisk...

Co robi liceum ogólnokształcące? Pierwszego dnia wciska licealiście panikę: "człowieku, za 2,5 roku będziesz pisać maturę, od tego zależy Twoje życie, płaca i kształt nosa!" i ta panika trwa przez całe liceum, osiągając apogeum w skróconej, trzeciej klasie, gdzie de facto człowiek uczy się już jedynie pod maturę i olewa resztę. Potem przychodzą studia i okazuje się, że na cholerę mu to wszystko było, a taką maturę (do kwadratu) będzie mieć co pół roku.

Z tym świeżo upieczonym studentem z wybrakowanymi zdolnościami myślenia, rażącym niedouczeniem i uzależnieniem od ściąg przychodzi pracować wykładowcom, którzy muszą wolniej mówić, by student przetworzył informację. Pracownicy uczelniani muszą się z takimi delikwentami zmagać w ograniczonym wymiarze czasowym, próbując przez np. 15 godzin ćwiczeń wcisnąć w nich całą esencję prowadzonego przedmiotu i egzekwować ją z dokładnością do przecinka. Dodajmy, że popularne studia są jeszcze bardziej przeładowane i nie ma najmniejszej szansy, by podyskutować ze studentem indywidualnie, poznać jego tok myślenia czy naprowadzić. Robi się z tego taka masowa przetwórnia. Co gorsza, niektórzy wykładowcy zdają sobie z tego sprawę, ale nie są w stanie nic z tym zrobić, bo mają tego pecha, że system jest taki, a nie inny. Powiedzmy sobie szczerze: czemu mają służyć zajęcia, na które prowadzący przychodzi, zadaje zadanie, wybiera ofiarę i ma resztę gdzieś? Jak ktoś już umie, to się trochę ponudzi, dostanie swoje 5.0 i będzie miał z głowy. Jak nie, to ma problem, bo instytucja, która rzekomo ma mu pomóc w nauce, zostawia go na pastwę losu.

A najgorsze w tym wszystkim jest to, że bardzo mało ludzi naprawdę oparło się systemowi. Ilu z Was pomyślało sobie kiedyś "kurde, przecież ja mam potencjał, by to umieć dużo lepiej, spotkałem tylu ponoć inteligentnych ludzi i czemu wcześniej żaden mi nie powiedział: słuchaj stary, jest takie coś... ?" Zadanie naprawienia systemu edukacji osiąga powoli absurdalny poziom trudności. Uratować go może chyba tylko geniusz-wizjoner, który ma jaja, by przeforsować swój rewolucyjny projekt pomimo silnego oporu dosłownie wszystkich. Bo krytyka czegokolwiek kończy się w momencie, gdy ktoś chce wprowadzić nowe :)

Powrót

Komentarze

Napisał NIXin w środę, 1 lipca 2009 o 23:28

So true. Podoba mi się ten styl artykułów :D Pisz takich więcej! ;-)

Napisał Nievinny w czwartek, 2 lipca 2009 o 09:22

Zainspirowałem mnie tą notką do dłuższego komentarza, gdyż tematy, o których piszesz są obecnie mi bardzo bliskie i też "przeżywam" absurdalność tego systemu. Do tego stopnia, że napisałem artykuł na ten temat pt. "Co można zmienić w polskich szkołach?", który jest dostępny na EIOBA.pl.

Ale zacznę od Wikipedii. Dobry artykuł został opublikowany także na EIOBA przez Roberta Niedźwiedzkiego pt. „Wikipedia jako źródło wiedzy”. Bardzo dobrze opisuje on problem wiarygodność, szczególnie mniej popularnych haseł. Niestety wielu ludzi nie wie jak korzystać z takiego źródła wiedzy, która bądź, co bądź zawiera informacje bardzo przydatne i bardzo ciekawe.
Nie ukrywajmy też, że w szkołach odrabianie pracy domowej, np. z historii, biologii czy języka polskiego sprowadza się do skopiowania informacji z Wikipedii. Nigdy nie lubiłem takiego rozwiązywania spraw, ale szybko się okazało, że moje wysiłki aby zrobić to porządnie mają zerową użyteczność. Co więcej, samodzielność prac domowych jest powszechnie znana. Ile prac domowych dałem do odpisania nie jestem w stanie powiedzieć. Ile odpisałem - też nie.

Inną sprawą jest system szkolnictwa, który za zadanie ma nie uczyć, lecz być poczekalnia przed pełnoletniością. Przynajmniej dla sporej części uczestników tego systemu. Można o nim pisać i pisać, można wymieniać doświadczenia, ale to i tak nic nie da. Edukacja dla wszystkich itp. to iluzja. Zawsze będzie z 10% ludzi mądrych, którzy będą zarządzać pozostałymi. Nie zawsze jak przedstawiciele Państwa, a raczej przedstawiciele systemu finansowego lub usługowego, od którego de facto wszyscy są uzależnieni. To szansa dla tych mądrzejszych, ale oni (czyli w sumie my) myślimy o dobru ogółu, którego nie da się osiągnąć.

Zresztą zgodnie z zasadą ograniczania konkurencji – mądrym i posiadającym władzę obecnie, nie jest na rękę, aby było więcej ludzi mądrych, bo musieliby się podzielić swoimi dobrami – prestiżem, władzą itp. W związku z tym taki system jest im bardzo na rękę i się temu nie dziwię. System pozwala wykształcić mała grupę osób, która ich potem zastąpi, ale statystycznie nadal pozostanie 10% „mądrzejszych”. To nie jest dla nas problem – my się w jakiś sposób wybijamy, realizujemy swoje pasje, kończymy szkoły z wyróżnieniem itp. A oni? To jest właśnie dobre pytanie.

Matura sporo zmienia, jednym poszła lepiej, innym gorzej, choć to wydaje się dziwne (mówię o maturze mojego rocznika i wynikach moich i moich znajomych). Niektórzy ans piali ja słabo, a ja znam tych ludzi wystarczająco długo, by powiedzieć, że umieją zdecydowanie więcej. Dlaczego tak poszło? Nie mnie oceniać. Matura czas powoduje odrzucenie pasjonatów danej dziedziny podczas rekrutacji, a przyjecie tylko tych, którzy borze napisali maturę (z różnych powodów tym pierwszym poszło gorzej – nie chcę generalizować). Dlatego ja stojąc przed wyborem SGH (800 osób, bez wyboru kierunków na początku, spora „masa”) i MSEMen na WNE UW (50 osób, raczej wszyscy sie znają) wybieram drugą opcję. Znajomi mówią mi, że popełniam błąd, a ja twierdzę, że będzie inaczej niż gdybym studiował na SGH. Inaczej, co nie znaczy gorzej. I po raz kolejny działam wbrew tłumom, co ma coraz większy sens.

Podsumowując, trzeba robić swoje, pomagać innym, ale przede wszystkim dbać o sobie. System nie zostanie zmieniony, a życie będzie toczyło się dalej. Marnuje się potencjał, ale to już kwestia kraju. To kraj straci. A my jako obywatele tego kraju nie. Bo prawdopodobnie wtedy przestaniemy nimi być.

Wybacz długość, ale musiałem :)

Napisał WebCM w czwartek, 2 lipca 2009 o 13:02

Oceny niedostateczne mają rzekomo zmobilizować ucznia do systematycznej pracy, ale w rzeczywistości stawiają go na pozycji straconej.

Jak instytucja szkoły pomaga uczniom?

Matematyka: profesor wyciąga ofiarę do tablicy. Zajmuje to często połowę lekcji. Uczeń próbuje rozwiązać zadanie, ale ma problemy (błędne podejście, brak wiedzy, błędy w obliczeniach). Nie dokończy zadania = NDST

Język polski: w szkole średniej jest dużo lektur do omówienia, ale w rzeczywistości nie ma czasu, aby wszystkie przeczytać w całości. W grę wchodzą streszczenia, kombinacje ... W klasie humanistycznej to nie problem, ale w mat-fiz, mat-inf lub mat-* trzeba wybrać: uczyć się matematyki / fizyki na poziom rozszerzony, czy czytać lektury po 1200 stron.

Kto chce angażować się w pracę twórczą, choćby z informatyki (programowanie, grafika, artykuły), zazwyczaj zaniedbuje naukę w szkole i kombinuje.

Powiedzmy szczerze - teraz większość przejmuje się tylko tym, aby przejść z dość dobrą średnią i mieć dokument absolwenta szkoły. Nie obędzie się bez kombinacji, ściąg, masowych ucieczek, odpisywania zadań domowych, brak samodzielności (łatwiej coś przerobić niż stworzyć od podstaw).

Ile czasu marnuje się na lekcjach?
Nauczyciele uważają, że wystarczy wyłożyć temat, a klasa i tak wszystkiego nauczy się w domu. Jeszcze inny przykład: omówią tylko zagadnienia, które są najważniejsze lub których nie ma w podręczniku, a reszta do domu. To po co w ogóle chodzić do szkoły, jeśli wszystkiego można nauczyć się w domu? Jest jedna rada: maksymalnie wykorzystać czas na lekcjach na dokładnie omówienie tematów, poprawa współpracy nauczycieli z uczniami, więcej praktyki...

Oczywiście nie należy ograniczać się do podręcznika lub programu. Nie należy rezygnować z przekazywania ciekawych lub ważnych informacji, które przydadzą się w życiu.

Planowane zmiany
Ministrowie chcą poprawić system szkolnictwa, ale jednak robią to nieudolnie. Klasy humanistyczne będą mieć w liceum przedmiot "przyroda", a ścisłe - "historia i społeczeństwo". Powrót do podstawówki. Nie wiem, czy w I klasie będzie nadal przedmiot "historia".

Napisał aaaaaa w czwartek, 2 lipca 2009 o 15:15

kolga zapomniał o szkołach prywatnych ... (nie liczac studiów, bo tutaj troszke jest inaczje)

ale znaczaca wiekszosc szkół prywatnych, w tym gimnazja, potrafia kształcić. Tam nie ma problemu z przepelnieniem, pracuje sie z uczniem indywidualnie. W klasie gdzie jest 12 uczniow, kazdy moze miec inny program (LO) i odpowiednie przygotowanie do matury, i co sie okazuje wyniki z matur to potwierdzaja.

Przykład: LO wsiiz w Rzeszowie, sióstr ... itp

Napisał jaromir w piątek, 3 lipca 2009 o 21:40

-- niekoniecznie do publikacji --
1. Popraw proszę "a zdania zaczyna z dużej litery..." na "a zdania zaczyna dużą literą..." (choć kiedyś mnie uczono że nie dużą lecz wielką, duża oznacza rozmiar... ostatnio jednak przeczytałem, że można pisać i dużą literą)


2. "drzwiami i oknami i _trawia_ na skrzywdzone" w->f

Napisał Zyx w piątek, 3 lipca 2009 o 22:10

Rzeczywiście, wygląda na to, że z dużej litery jest rusycyzmem. W tym wypadku poprawne warianty są dwa: dużą literą lub od dużej litery. Nie ma natomiast żadnej różnicy odnośnie użytego przymiotnika - może być duża, może być wielka. Dzięki za informację.

Napisał 5andra w niedzielę, 5 lipca 2009 o 14:42

Niestety jest tak jak piszesz, nie tylko w przypadku Wikipedii. Dziwny ten dzisiejszy świat, z którym jakiekolwiek informacje przeczytane w internecie są uważane za niepodważalne i na 100% prawdziwe.

Swojego czasu miałam podobne doświadczenia z edytowaniem stron poświęconym ogólnie rozumianym algorytmom sortowania. Ucząc się na zaliczeniówkę z ASD (metodą klepania wszystkich kodow teoretycznie przerabianych na wykładzie) poprawiałam błędy w polskiej Wikipedii, za każdym razem popierając je najczęściej Cormenem. Autor oryginalnego artykułu był niesamowicie oburzony, że mam czelność poprawiać jego artykuł, skoro jest równo przepisany z jakiegoś starszego wydania Cormena i nie przekonało go ani to, że w żadnym innym języku błąd popełniony w polskiej wersji nie występował, ani skan z nowszego wydania książki, ani odwołanie do oryginału angielskiego. W zasadzie człowiek, który się ze mną kłócił miał jakieś tam źródła (więc nie wyssał tego z palca), więc jest to już pewien postęp, szkoda tylko, że ślepo wierzył w jego nieomylność podważając późniejsze poprawki (przecież po coś są dokonywane z wydania na wydanie) w sytuacji, gdy był to najzwyklejszy czeski błąd.

Pamiętaj, dbaj o kulturę wypowiedzi oraz dyskusji w sieci.

Skomentuj

NickInformacja
E-mailNa wypadek potrzeby kontaktu z autorem (niepublikowany)
BlogNie zapomnij o http://
LayoutNapisz tu, czy widzisz dzienny czy nocny layout.
WpisFormatowanie wikiKomentarze są moderowane - przeczytaj zasady!

Na Zyxist.com panuje swoboda wyrażania opinii oraz krytyki pod dowolnym adresem. Jedyny warunek: musi być ona kulturalna i rzeczowa. Na chamstwo, prostactwo lub jawne obrażanie kogokolwiek nie ma tu miejsca i takie komentarze są bardzo szybko usuwane. Jeśli zamierzasz polemizować z treścią wpisu, wpierw uważnie ją przeczytaj.

© Tomasz "Zyx" Jędrzejewski 2005 - 2010 | Wykonanych zapytań: 2 | Serwer wirtualny zapewnia