Z zasłyszanych rozmów wynika, że nasz dzień otwarty wypadł lepiej, niż w "konkurencyjnym" SLO. Głównie chodziło tu o miłą atmosferę, która rzeczywiście także i mi bardzo się podobała. eXtreme oczywiście z moją pomocą zwiedził więcej, niż typowy gimnazjalista, a za moim pośrednictwem czerpał dodatkowe profity w stylu wody mineralnej.
Teraz co się nie udało: cóż, kompletną klapą zakończyły się zajęcia z informatyki - brak chętnych. Z kolei, kiedy miał nadejść mój punkt programu, wszystko dobiegało już końca. Zdecydowana większość pozostałych jeszcze gimnazjalistów siedziała na lekcji u prof. Szymonika, na którą także poszedłem :).
Na koniec wywodu pozdrawiam dasko, którego spotkałem (inaczej sobie Ciebie wyobrażałem :)) oraz dziewczyny z biol-chem, które pożyczyły ode mnie długopis i, jak się później okazało, utopiły go w próbówce z jakimś podejrzanym roztworem :). Bogu dzięki, udało się go uratować po zabiegach dezynfekcyjno-rehabilitacyjnych.







Napisał cipek w niedzielę, 23 kwietnia 2006 o 21:29
Hehe ja nie poszedłem, a szkoda może jakbym poszedł to by fajnie było, z Szymonika bym poział.