Jednak to nie koniec perypetii. Po pierwsze okazało się, że pani w sklepie wydała przez przypadek 760 MB RAM i nadmiar trzeba z powrotem odwieźć, a po drugie przestał działać Internet. Było to tak. Zalogowałem się do Linuxa, by wgrać na nowo lilo. Poszło bez problemów, więc odpaliłem KDE i zacząłem przygotowywać się do rekompilacji jądra pod nową płytę główną i GeForce'a, wyszukując sobie w Google inofmracje na ten temat. Przyszło mi na chwilę odpalić konsolę, by sprawdzić ustawienia w jednym z plików po powrocie na nowo otworzyłem Operę i... pustka. "Szukanie hosta www.google.pl". Lekko się zdołowałem, ponieważ w zasadzie cały dzień i bonus w postaci dodatkowego czasu poszedł się cieszyć do lasu. No nic, widać coś się skopało na serwerze. Dla pewności sprawdziłem wtyki w LAN'owym switchu, którym gospodaruję, ale wszystko wyglądało dobrze. Po powrocie ze szkoły nadal nic. Byłem już lekko wnerwiony. Jeden dzień miałem zawalony, teraz trzeba było zawalić i drugi. Bo nie dość, że nie ma Internetu, to komputer jest prawie czysty po reinstalacji i połowa programów nie działa. A ściągnąć nie ma jak. Jakieś pół godziny temu pełen desperacji jeszcze raz zajrzałem do skrytego za biurkiem switcha. Dokładnie przeglądałem każdy kabelek i nagle zaintrygowała mnie jedna rzecz. Wtyczka w slocie #8 była lekko wysunięta do góry w stosunku do pozostałych. Docisnąłem ją z powrotem i poszedłem do drugiego komputera sprawdzić efekty. Windows nawiązał połączenie, a ja sobie pluję w twarz. Zawalone TRZY dni (razem z tym, w którym była wymieniana płyta), dodatkowy czas diabli wzięli, programy w ogóle niepoinstalowane... nic, tylko się pociąć.
Choć sytuacja z brakiem Internetu wynikła po części z mojej winy, bo jakbym się solidniej przyjrzał, to bym już wczoraj kilkanaście minut po "awarii" z powrotem go włączył, ale to nie przeszkadza, aby opowiedzieć o paru innych rzeczach, które mnie denerwują coraz bardziej... Mianowicie zastanawiam się, czemu to wszystko akurat się musi na mnie kumulować? W zeszłym roku, gdy się tato bawił w overclocking, zniszczeniu uległ właśnie mój profil. Miało być bezpiecznie, a cieszyć się poszły wszystkie moje dokumenty, a wraz z nimi plik z hasłami. Musiałem go ręcznie wyłuskać z odzysku danych wykonanego przez ScanDisk. Pozostałe pliki nie miały tyle szczęścia. Gdy było pierwsze podejście do wymiany płyty głównej, też oczywiście zabrali się za to wtedy, gdy musiałem coś ważnego zrobić, a ja się zgodziłem, bo "miało być kilkanaście minutek". G...uzik prawda. Cała operacja trwała bite dwie godziny, a na końcu okazało się, że płyta nie odpaliła i trzeba było z powrotem założyć starą. No a teraz to. Znów płyta zmieniana akurat wtedy, gdy był mój czas (tym razem bez konsultacji). Wbrew zapewnieniom system trzeba było przeinstalować, a ja mam się ochotę pociąć. Najgorsze jest jednak to, że moje ostrzeżenia o uwagę są powszechnie ignorowane. Overclocking, mocowanie switcha... może lepiej zacznę się modlić o rychłe nadejście tego zasilacza, bo sprawdzi się jeszcze kolejne ostrzeżenie, że obecny długo nie pociągnie GeForce'a 6600...














