Na początku rozgrywki losowane są za pomocą kart role, których nie można ujawniać. Podczas nocy wszyscy zawodnicy "śpią", a prowadzący nakazuje obudzić się mafii i wytypować swą ofiarę. Podczas dnia trwa debata. Mieszkańcy muszą wywnioskować na podstawie listy zgonów, kto może być członkiem mafii. Muszą jednak uważać, bo mafia też bierze udział w dyskusji i stara się odsunąć od siebie podejrzenia. Dzień musi zakończyć się usunięciem w głosowaniu najbardziej podejrzanej osoby.
W grze występuje kilka dodatkowych postaci. Komisarz Catani każdej nocy pyta się prowadzącego, czy wskazana przez niego osoba należy do mafii, czy nie. Lekarz w nocy typuje osobę do uleczenia. Jeżeli wskaże na tę samą, co mafia, nikt nie ginie. Psychopacie nie zależy na zwycięstwie nikogo, on co drugą noc morduje kogoś w mieście. Świr miesza w grze, a gdy zginie, zabiera na tamten świat dodatkową osobę. Burmistrz ma dwa życia. Dziwka wybiera na początku rozgrywki swojego "alfonsa" i przez całą partię musi go ochraniać.
Gra była pierwotnie przeznaczona dla trzynastu osób, ale my graliśmy w składzie od 12 do 20, stąd taka mnogość postaci. Gra powstała w 1986 roku w Moskwie i wymaga naprawdę dobrych zdolności dedukcyjnych oraz logicznego myślenia, więc nic dziwnego, że KGB wykorzystywało ją w procesie szkolenia agentów. Partia trwa od 30 minut do godziny i naprawdę wciąga!
Z wczorajszego spotkania najlepiej pamiętam chyba trzecią partię. Wylosowałem lekarza i już pierwszego dnia domyśliłem się, że kolega obok mnie musi być w mafii. Wytypowałem go do usunięcia i zagłosowałem. Podobnie postąpiłem dnia następnego, lecz wtedy ktoś inny powiedział, że on jest lekarzem. Nie widziałem powodu, aby ujawniać moją tożsamość, najwyżej tego fałszywego kropną i po krzyku :). Niestety, trzeciej nocy musiałem wytypować siebie do uleczenia. Mój podejrzany był nowicjuszem, więc byłem niemal pewny, że oberwę za te moje oskarżenia. Potwierdziło się to. Prowadzący powiedział, że tej nocy nikt nie zginął, bo lekarz uratował ofiarę. W debacie pytają się "fałszywego", kogo uratował i traf chciał, że wskazał... mnie. Szczęście niezłe, ale przez to sam się musiałem ujawnić. Powiedziałem, że to ja jestem lekarzem i że kolega po lewej mnie chciał zabić za te moje nominacje. Wynikła ostra debata, podczas której mieszkańcy wykazali się godnym podziwu brakiem zdolności rozumowania. Sugerowali, że albo tamten "lekarz" jest w mafii, albo ja. Tyle że ja być nie mogłem, bo mafiozi nie mogą w nocy popełniać harakiri! Wynajdowałem kolejne błędy w ich teorii spiskowej, ale na nic się to nie zdało. Zaufali tamtemu lekarzowi i wytypowali mnie do usunięcia. Był to błąd. Podczas śmierci bowiem ujawnia się własną kartę, więc od razu zrozumieli, co narobili. Moje podejrzenia co do kolegi odeszły w zapomnienie wraz z moją "śmiercią" i w tej partii mafia kompletnie rozwaliła miasto w najmniejszej z możliwych ilości ruchów. Tamten lekarz okazał się świrem, a moje podejrzenia co do kolegi były jak najbardziej słuszne. Cóż, taka jest gra :).






Napisał Strzałek w sobotę, 14 stycznia 2006 o 21:56
fajneeeee, to. Ale powiedz mi dokładne zasady :>