Elegancko wykończone pomieszczenie, w nim dwanaście dobrze wyposażonych stanowisk (Intel Celeron 2,8 gHz, do tego 512 MB RAM i ponad stugigowe dyski) z zainstalowanym legalnym Windows XP Professional. Na ścianie wisi niewielka szafka serwerowa na switche, natomiast w kącie przygotowane jest miejsce na serwer oraz stanowisko nauczycielskie z laptopem, rzutnikiem oraz profesjonalną drukarką. Na dokładkę dzień wcześniej byłem z wizytacją w moim gimnazjum i tam też sala informatyczna była równie elegancko urządzona.
Gdzie tu w tym wszystkim jest paradoks? Otóż zdecydowana większość takich pracowni pochodzi z odpowiednich funduszy w Ministerstwie Edukacji, dzięki którym polskie dzieci mogą uczyć się w szkołach obsługi komputerów. Rzecz w tym, że ktoś chyba nie do końca wszystko przemyślał. Podstawówki i gimnazja dostają nowoczesne pracownie - zgoda, każda szkoła powinna mieć takie. Lecz dlaczego program ten nie obejmuje szkół ponadgimnazjalnych? Licea i technika kształcą przecież ludzi, którzy wchodzą w dorosłe życie oraz w teorii najlepiej zdają sobie sprawę z możliwości, jakie dają współczesne komputery. Ludzi, którzy mogą zdawać egzamin maturalny z informatyki, który przecież do najprostszych nie należy. Ich edukacja informatyczna prowadzona jest na sprzęcie, który lata świetności przeżywał przynajmniej pięć lat temu, podczas gdy dobre komputery czasem po prostu marnują się wśród kilkuletnich dzieci, często niewiedzących, jak się je włącza.
Licea generalnie pracownie komputerowe mają, ale nierzadko ich jakość pozostawia wiele do życzenia. Pół biedy, gdy szkoła znajduje się w dużym mieście, albo jest nowa, albo też ma bogatych sponsorów. Stalowowolskiemu LO im. KEN nowe komputery przydałyby się z pewnością, bo doraźne naprawy i niewielkie zastrzyki sprzętowe niewiele tu pomogą. Powiedzcie sami - czy to jest normalne, abyśmy mój kolega i ja sami przynosili własne kości pamięci (dodajmy: SD-RAM, a nie żadne DDR-y) do naszych stanowisk, aby w ogóle myśleć o uruchomieniu tam "Linuksa z KDE" na egzamin maturalny?
Naturalnie winy za tę sytuację nie ponosi szkoła, tylko chory system podziału pieniędzy. Dyrektor naszego liceum stara się, jak może, by zdobyć jak najwięcej funduszy lub nawet gotowego sprzętu, a na celowniku jest jeszcze ukończenie budowy hali sportowej.















Napisał Termit w sobotę, 13 stycznia 2007 o 09:45
Nie sposób się nie zgodzić. Prawdę mówiąc, kiedy opisałeś konfiguracje sprzętowe tych komputerów w podstawówkach, zaliczyłem karpika. U nas nie jest źle (ale szczegółów już nie pamiętam; bodajże procki 1,7 GHz i 192 MB RAM), mimo wszystko jednak przy tamtych się chowa. No i to nasze łącze - neostrada, bodajże jednomegowa - na całą szkołę (dwie pracownie, pokój nauczycielski, sekretariat z gabinetem dyrekcji, niektóre klasy)...