Dziś jest czwartek, 21 sierpnia 2008 roku (z kalendarza...)

Opowieści z reaktora

Icon

25.05.2008, 23:17

Podróże

Komentarze (9)

Powrót

Gdy zobaczyłem na forum informatyki AGH ogłoszenie o wycieczce do Czarnobyla, zajrzałem tam z ciekawości i poczytałem. Przypomniały mi się wtedy marzenia sprzed kilku lat, gdy oglądałem w sieci po raz pierwszy fotorelacje ludzi, którzy tam pojechali. Wyobrażałem sobie, jak to by fajnie było tam pojechać z jednej strony, i jak niewiarygodnie trudno z drugiej. A tu nagle trafiła się okazja, by to zrealizować...

Z wyprawy, na którą się wtedy zapisałem, wróciłem dosłownie parę godzin temu. Trzy i pół dnia podróży pociągami, busami oraz pieszo były niesamowitą przygodą zarówno ze względu na główny punkt programu, jak i kraj, w którym się to wszystko znajduje - Ukrainę. Powiem krótko: to, co zobaczyłem, przerosło moje najśmielsze oczekiwania, przez co jeszcze trochę czasu zejdzie ogarnięcie wrażeń i materiałów z wyprawy. Przywiozłem prawie 700 zdjęć, a w podróży miałem ze sobą notes do zapisywania jej przebiegu. Ten punkt okazał się najsłabszy, gdyż zwyczajnie nie wyrobiłem się z zapisywaniem wszystkiego. Z racji ogromu zagadnień i nadchodzącego kolokwium na pełną, wyczerpującą relację pt. "Opowieści z reaktora" przyjdzie Wam parę dni poczekać, ale obiecuję, że dopracuję ją najlepiej, jak potrafię. Tu zaś ograniczę się do niedługiego streszczenia i prezentacji kilku zdjęć.

Dzień 1 - podróż

Dotarcie do Kijowa zabrało nam 23 godziny. Wyruszyliśmy w czwartek o 3.06 rano pociągiem z krakowskiego dworca w kierunku Przemyśla. Tam okazało się, że nikt nie sprawdził, czy w ogóle cokolwiek jedzie w święto do Lwowa (przypominam - Boże Ciało). Jakimś cudem zapakowaliśmy się do taksówki i busa, które podrzuciły nas do granicy w Medyce. Przekraczaliśmy ją w ulewnym deszczu, męcząc się z wypełnianiem niezwykle istotnej karteczki-wizy, próbując jej nie zamoczyć. W końcu znaleźliśmy się na Ukrainie. Stamtąd zabrał nas pierwszy lepszy busiarz pojazdem zapakowanym po brzegi ludźmi. Miałem miejsce siedzące, ale sam nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Ja mokry, rzeczy mokre, obok mnie wszyscy mokrzy... świetnie. We Lwowie na szczęście deszczu nie było. Zorganizowaliśmy się na skądinąd przepięknym dworcu kolejowym, przy którym Kraków Główny to niewielka stacyjka. Nabyliśmy bilety, które na Ukrainie funkcjonują inaczej, niż w PKP PR - kupujemy je na konkretny pociąg, nie na trasę. Jednak mieliśmy do niego parę godzin czasu, tak więc udaliśmy się na miasto coś zjeść i porobić zdjęcia. Z podpunktu drugiego nic nie wyszło. Dogoniła nas chmura z Medyki, która zlała nas znowu do suchej nitki na starówce i odeszła razem z nami. Tak więc Lwowa mam bardzo niewiele utrwalonego. Wróciwszy, władowaliśmy się do pociągu. Przed nami było 10 godzin w specjalności kolei krajów byłego ZSRR - tzw. płackartach, czyli bezprzedziałowych wagonach pełnych leżanek, przydzielanych według miejscówek. Atmosfera, jakiej w Polsce nie da się spotkać, a przy tym całkiem komfortowa. Dużo miejsca, było gdzie rozpocząć suszenie rzeczy, zaś nocą wszystko leci do skrzyni pod leżanką, zaś my kładziemy się najzwyklej w świecie spać.

Przy okazji, oto specjalny przekaz od ukraińskiego przyjaciela poznanego w rzeczonym pociągu, Olega, który wciąż rozszyfrowujemy (chodzi o odczyt pisma odręcznego), więc niebawem pojawi się dalsza część:

Я подорожуюь з нрупою польских туристік. Вона примують до міста Пріпеть. Мето іх подо роні ЧАЕС.

Oleg, my friend, I hope we haven't made any mistakes while rewriting your text into the computer. Thank you very much for this small note and for travelling together. Ukraine's capital is a beautiful city - I enjoyed staying there, and the Chernobyl was inspiring, too. I hope we'll meet again :)

Dzień 2 - Czarnobyl

O 8.00, po pięciu godzinach koczowania na dworcu, zjawił się nasz przewodnik z rządowej agencji zajmującej się turystyką w strefie Czarnobyla, który zabrał nas do zony. Przy okazji na samym początku podróży pokazał nam wskazania licznika Geigera w Kijowie. Parę informacji na początek:

  • Dozwolona roczna dawka promieniowania dla osób niepracujących ze źródłami promieniotwórczymi: 1 msv
  • Dozwolona roczna dawka dla osób, które pracują z takowymi: 20 msv
  • Poziom promieniowania w Kijowie: 0,13 μsv/h

Im bardziej oddalaliśmy się od stolicy, tym dzikszy krajobraz mieliśmy za oknami. Wsie pojawiały się coraz rzadziej, na drogach poza nami nie było prawie nikogo. Wreszcie - kontrola wjazdu do strefy zamkniętej, gdzie wydano odpowiednie przepustki. Dalej był już jeden, wielki las. Jadąc, obejrzeliśmy najpierw dwie opuszczone wsie, po czym wjechaliśmy do Czarnobyla, gdzie zajrzeliśmy do siedziby wspomnianej wyżej agencji. Tam odbyła się krótka pogadanka dot. poziomów promieniowania oraz załatwienie spraw formalnych. Stamtąd udaliśmy się w kolejną podróż do leżącej 18 km dalej elektrowni, położonej już w wewnętrznej strefie. Z oddali widoczna była instalacja radarowa Oko Moskwy, której jednak nie mogliśmy obejrzeć z bliska. Kawałeczek przed elektrownią zrobiliśmy fotostop, gdyż zakład, jako obiekt nuklearny, objęty jest zakazem fotografowania. Przewidziano tylko jedno, konkretne miejsce, z którego można robić zdjęcia zniszczonemu reaktorowi 4. Dodatkowo, w budynku w jego pobliżu odbyła się prelekcja przy bardzo dokładnej makiecie przedstawiającej zniszczenia.

Kolejny postój mieliśmy w Czerwonym Lesie, przy znaku wjazdowym PRIPJAT', później - na moście nad linią kolejową, który został bardzo silnie napromieniowany podczas wybuchu, gdyż znajdował się niemal na wprost reaktora. W 1986 w ciągu godziny można było otrzymać na nim dawkę promieniowania implikującą poważne szkody w organiźmie. Z jego szczytu widoczne były też pierwsze zabudowania samej Prypeci. W mieście zrobiliśmy krajobrazy z najwyższego piętra hotelu, odwiedziliśmy jeden z bloków mieszkalnych, wesołe miasteczko, stadion, basen, szkołę podstawową i szpital. Obchód zajął nam 3 godziny pełne niezwykłych krajobrazów oraz wrażeń, ale o tym dokładniej opowiem w wersji pełnej.

Pogoda na samo miasto udała się znakomicie. Później mieliśmy odwiedzić w Czarnobylu cmentarzysko statków, ale wtedy deszcz rozpadał się tak okrutnie, że o jakimkolwiek fotografowaniu nie mogło być mowy. Nawałnica ustąpiła tuż przed dojechaniem do cmentarza pojazdów z akcji ratowniczej. Muszę trochę ostudzić zapały - prawdziwe cmentarzysko jakieś dwa lata temu poszło do pieców hutniczych. Zdecydowano się jedynie zamienić stary stadion miejski w pomnik tych pojazdów i umieszczono tam kilka z nich. Wizyta zakończyła się zjedzeniem najdroższego (obowiązkowego) lunchu w życiu kosztującego 20 dolarów.

Z poziomem promieniowania jest różnie. Drogi po katastrofie zostały odkażone i dostały nową warstwę asfaltu (poza Prypecią), tak więc licznik pokazuje na nich średnio 0,5 μsv. Jednak na fotostopie przed elektrownią było to już 0,95 μsv, a przy elektrowni - około 2. Promieniowanie gwałtownie wzrastało przy choćby niewielkim oddaleniu się od betonu i asfaltu. Dwa kroki kosztowały dodatkowe 0,5 μsv. Największe skoki były na moście nad linią kolejową, gdzie po pierwszym kroku było już 1,5 μsv, a po drugim prawie 3. Dalej nikt nie próbował. Jednak to nie koniec. W samej Prypeci przewodnik pokazał nam mech, na którym licznik Geigera wychodził całkowicie poza skalę. Stawanie na nim było więc średnio ciekawym pomysłem. Drugie takie miejsce spotkaliśmy podczas powrotu przez Czerwony Las, gdzie podczas normalnej jazdy busem licznik na kilkanaście sekund wyszedł poza zakres, wyjąc niemiłosiernie.

Pamiętajmy, że to tzw. "napromieniowanie" to nic innego, jak pył pierwiastków radioaktywnych, które opadły na dany teren. Rzecz, która nie jest promieniotwórcza z natury, nigdy nie zacznie promieniować po odpowiednio długim naświetleniu rentgenem. Co najwyżej może się zapalić od dostarczonej energii :). Odkażenie polega na dokładnym wypłukaniu miejsca skażenia, przez co tak dobrze działa na betonie, skąd da się to łatwo zmyć wodą. Z kolei rośliny i grunt absorbują substancje radioaktywne bardzo dobrze i dlatego tereny te są tak niebezpieczne, choć nie jest to regułą. Ze stadionu w Prypeci pobierany był piasek do gaszenia reaktora, a wraz z nim pył. Dzięki temu grunt na stadionie emituje mniej promieniowania, niż otaczające go chodniki.

Dzień 3 - Kijów

Po promiennych emocjach pozostało nam już tylko zwiedzenie stolicy Ukrainy. Powiem krótko: to miasto jest wspaniałe i Polacy mogliby się w wielu aspektach na nim uczyć. Pomimo, iż miało za sobą także czasy ZSRR, prezentuje się znacznie lepiej, niż Warszawa. Niemal wszystkie budynki w centrum mają nowe, ładne elewacje. Dotyczy to także monumentalnych postsowieckich budowli. Sprawnie działają trzy linie metra, które są najlepszym środkiem transportu, tanim jak barszcz (25 groszy za wstęp, w tym nieograniczoną liczbę przesiadek). Po tym, co zobaczyłem, naprawdę nie dziwię się, że finał Euro 2012 odbędzie się w Kijowie - to miasto na to zasługuje.

Zakończenie

Podróż powrotna rozpoczęła się w sobotę o 22.20 tamtejszego czasu i przebiegała podobnie. Pociągiem skaczemy do Lwowa, tam przesiadamy się na bus do Medyki, przekraczamy granicę i znowu pociągiem do Krakowa. Pominęliśmy zwiedzanie Lwowa drugi raz, oszczędzając na czasie, chociaż była tam niezła przygoda. Pociąg miał dojechać na 6.30, lecz tym razem nikt nas nie obudził przed stacją docelową, jak poprzednio. Efekt: pobudka, przeciąganie i sytuacja z gatunku ooo, jakieś miasto... O K@#$@#$ @#$@#$@# $^#%@$@#$ @#$@#$#, TO JEST LWÓW!!! Śpiwór zwijałem na peronie... :)

Pełna wersja "Opowieści z reaktora" będzie dostępna za jakiś czas wraz z ogromną galerią zdjęć.

Zdjęcia

Nieważne, gdzie jesteśmy... na patronat medialny zawsze musi znaleźć się miejsce:

mini

W Czerwonym Lesie przy pomniku wjazdowym do Prypeci:

mini

Widok z hotelu w Prypeci:

mini

Porzucone samochodziki w wesołym miasteczku. Jedno z silniej napromieniowanych miejsc:

mini

Radioaktywny mech w wesołym miasteczku, przy którym licznik Geigera wychodzi poza skalę:

mini

Dla odmiany, Plac Niepodległości w Kijowie. Zwróćcie uwagę na elegancko wykończone elewacje budynków - to nie żaden wyjątek, tylko STANDARD.

mini

Powrót

Komentarze

Napisał Mateusz w poniedziałek, 26 maja 2008 o 13:57

Szkoda tylko, że pogoda nie końca dopisała. Ponadto nie wiedziałem, że cmentarzysko pojazdów już usunęli. Też szkoda. To miejsce miało swój klimat. A co do Ukrainy to pewnie mała podróż do tyłu w czasie. Kijów jest zaiste bardzo fajnym miastem, dużym, ze świetnym metrem, ale za duża jest dysproporcja między stolicą a innymi częściami kraju. Może kiedyś mi też będzie dane tam pojechać. Niesamowite przeżycie i jest się czym pochwalić przed potomnymi ;) Tymczasem czekam na obszerniejszą (foto)relację. Dzięki.

Napisał nbb w poniedziałek, 26 maja 2008 o 17:22

nie wiem czy te szare budynki sa faktycznie super bo mi wygladaja na przezytek prlu (u nich zsrru), tak to wygladaja tare bloki w naszych miastach i wschodnie niemcy, ale uwage faktycznie zwrocilem..

Napisał Zyx w poniedziałek, 26 maja 2008 o 22:19

nbb -> Te "szare bloki" są jak świnka morska... ani świnka, ani morska :). Przyjrzyj się uważniej kolorom, weź poprawkę na rozmiary zdjęcia oraz na to, że niebo było tego dnia przykryte chmurami. Są to budynki a'la kamienica elegancko wykończone jasnymi blokami czegoś piaskowcopodobnego, z wyraźnymi, ozdobnymi detalami, bez żadnych zabrudzeń, odrapań itd. Coś a'la warszawski Pałac Kultury z odczyszczoną + odnowioną elewacją. Popatrz sobie na Wikipedii w haśle "Kijów", jak się budynki w pełnym słońcu prezentują... :)

A jakby ktoś miał się zamiar wybierać, to dwie uwagi:
1) Rząd Ukrainy nie jest zainteresowany rozwojem turystyki w strefie, a ponieważ nie ma podstaw prawnych do jej zakazania, po prostu podnosi ceny co kilka miesięcy. Nam też zresztą na początku maja urosły.
2) Jak już jedziecie do Kijowa, to KONIECZNIE wymieńcie sobie walutę najpóźniej we Lwowie. Ukraińskie kantory zatrzymały się w rozwoju na poziomie krajów trzeciego świata i 95% z nich zna tylko trzy waluty: dolary, euro i ruble. W całym Kijowie znalazłem tylko JEDEN kantor oferujący złotówki, i to w dodatku po bandyckim kursie. Pomijam już fakt mizernej znajomości angielskiego wśród obsługi.

Napisał typer w poniedziałek, 26 maja 2008 o 22:58

hehe jak tam zdrowko po napromieniowaniu?:]

Napisał Loonatic w wtorek, 27 maja 2008 o 22:08

http://www.odkrywca-online.pl/oko-moskwy,520528.html
Może też warto było spić przewodnika ;)?

Napisał verm w piątek, 30 maja 2008 o 10:26

Nie wiesz przypadkiem, kiedy ma ruszyć budowa "nowego sarkofagu"? Zastanawiam się, czy będzie można wtedy tam wjechać i pozwiedzać.

Napisał Zyx w piątek, 30 maja 2008 o 16:34

Teraz zaczyna powstawać kompletny projekt, ma być gotowy pod koniec roku, w przyszłym roku rusza budowa i całość ma być gotowa, a jakże by inaczej, na Euro 2012 :). Jakoś tak nam mówiła przewodniczka, jak byliśmy w elektrowni.

Co do zwiedzania:
1. O wjechaniu do sarkofagu zapomnij :)
2. Zwiedzać można już teraz, tylko wszystko kosztuje.
3. Po ukończeniu budowy nie zlikwidują strefy, gdyż to, czy sarkofag jest, czy go nie ma, ma się nijak do skażenia otoczenia odpadami promieniotwórczymi.

Napisał verm w sobotę, 31 maja 2008 o 17:43

Pytałem, ponieważ czytałem, że budowę mają zacząć na tych wakacjach, a w trakcie budowy nie będzie można zwiedzać. Jeżeli rzeczywiście taknie jest to dobrze, może się wybiorę (jak tylko przekonam mamę o zasponsorowanie wyjazdu).

Napisał verm w sobotę, 31 maja 2008 o 17:49

Przepraszam, że piszę dwa posty jeden po drugim, ale 20$ za obiad to nie tak dużo. Ja raz tyle zapłaciłem tylko za sałatkę (wspaniała była), naprawdę.

Strona 1 z 1 :: 1

Skomentuj

NickInformacja
E-mailTylko do użytku wewnętrznego.
WWWNie zapomnij o http://
LayoutNapisz tu, czy widzisz dzienny czy nocny layout.
WpisFormatowanie wiki
Internauto, pamiętaj! Wolność to nie samowola - dbaj o kulturę wypowiedzi oraz dyskusji w sieci.

Na Zyxist.com panuje swoboda wyrażania opinii oraz krytyki pod dowolnym adresem. Jedyny warunek: musi być ona kulturalna i rzeczowa. Na chamstwo, prostactwo lub jawne obrażanie kogokolwiek nie ma tu miejsca i takie komentarze są bardzo szybko usuwane. Jeśli zamierzasz polemizować z treścią wpisu, wpierw uważnie ją przeczytaj.

© Tomasz "Zyx" Jędrzejewski 2005 - 2008 | Wykonanych zapytań: 2 | Serwer wirtualny zapewnia