- Rany Boskie, Józek, gdzieś ty się szwendał?! - wybuchnął jeden z siedzących, ujrzawszy przybysza. Wszyscy wesoło wyciągnęli ręce na przywitanie.
- Wybaczcie chłopcy, za późno se na zegar spojrzałem - odparł przybysz, rozsiadając się na ławie. - Dużoście już opróżnili?
- Eee tam - z rogu stołu odezwał się ubrany we flanelową koszulę chłop o gabarytach, do których jak ulał pasuje określenie "szafa trzydrzwiowa" - dopiero po jednym opróżniliśmy. Co cię tak wciągło, żeś zegara nie zobaczył?
Józek nachylił się do reszty rozmówców, pociągnął łyk piwa i rzekł spokojnie:
- Czytałem. Książkę czyta...
Przy stoliku wybuchł serdeczny śmiech, a wszyscy jęli poklepywać wesoło Józka po plecach, dzieląc się swoimi przemyśleniami z gatunku "co ślina na język przyniesie".
- Józek, ty i książki? Nie pamiętam, byś się chwalił, żeś przeczytał jakąś w ciągu ostatniego roku.
- Ano, ale teraz czytałem i się chwalę.
- Jakem Marian, opowiadaj co w ciebie wstąpiło - wypalił siedzący obok "szafy" jegomość z krzaczastymi, czarnymi wąsami.
Józek przeciągnął się i przemówił:
- Wracałem se dziś z pracy i pomyślałem: "A, gazetę se jaką kupię." Podchodzę do kiosku i mówię, że proszę gazetę i że może być mądra. Kioskarka wobec tego wyciąga spod lady takie zafoliowane coś, co się Newsweek zwie i rzecze, że książkę dodają, ponoć fajną i poznać świata trochę można... wiecie...
- Newsweek? Znam tę gazetę - jeden z siedzących rozmówców postanowił pochwalić się swoją wiedzą. - W radiu ją czasem reklamują, a i mój brat, co to nauczycielem jest, czasem ją przywozi.
- Cicho, jeszcze nie skończyłem. Patrzę na tego Newsweeka i faktycznie, książka jest. "Spokojnie, to tylko Czechy" się nazywa. Ki czort, żaden kryminał, ni sensacja, ale se myślę, że kupić nie zaszkodzi. Zapłaciłem, w domu poczytałem sobie trochę gazetę przed obiadem i biorę książkę. Idę se przez wstęp i tam piszą, że autorem jest Amerykanin, co się do Pragi przeprowadził i teraz opisuje, jak się tam mieszka i kim są Czesi.
- Po....ło gościa! - zawyrokował "Szafa". - To tu się ludzie zabijali jeszcze niedawno, by wizę do Stanów dostać, a keki się do Europy przeprowadzają? I to jeszcze do tego... pokomunistycznego kraju?
Z sądem ciężko się było nie zgodzić. Ciszę przerwał Józek.
- Za braci Czechów! - krzyknął, wznosząc kufel do góry
- Za braci! - powtórzyła reszta stołu i wszyscy pociągnęli solidny łyk. Józek zaczął kontynuować opowieść:
- Może i keki, ale tym Czechom to wcale się tak źle nie żyje! Tak pisał o ich stylu życia i pomyślałem se, że takich to ja ich jeszcze nie znałem.
Do opowieści wtrącił się Marian:
- A kto znał? Czesi to mi się tylko z piwem, knedliczkami i śmiesznym językiem kojarzą. Moja babićka pochazi z Chszanowa - dość nieudolnie próbował naśladować czeski akcent ze znanej reklamy piwa, ale efekt osiągnął. Wszyscy wybuchli śmiechem.
- Ten Amerykanin pisze, że Czesi to tacy spokojni i nieco nieśmiali do obcych ludzie, ale ponoć jak już kogoś polubią, to gościnni, że hej. No i pracować umią.
Słuchający do tej pory Michał, którego babka pochodziła, tyle że nie z Chrzanowa, a ze Smoleńska, wlał w siebie ostatnie resztki ze swojego kufla i sentymentalnym głosem rzekł:
- Wiecie co? Ja to se myślę... jakby wyglądała taka książeczka napisana o Polsce. Wiecie... co by tam o nas napisali. Pewnie by się przez większość stron z prezydenta i jego świty śmiali.
- Aj Michał, co ty za głupstwa gadasz. Ci goście, co piszą takie książki, to są mądrzy ludzie, co się oni jakimiś kaczkami czy innymi kartoflami przejmować. - stwierdził Józek - Oni to się takim zwykłym Polakom przyglądają. Na przykład bratu Stefana, temu nauczycielowi, albo robotnikowi, co to te mityczne autostrady buduje. Wiesz, jak on se żyje, ile płaci za chleb, gdzie chodzi do lekarza, jak patrzy na cudzoziemców, czy biby urządza... o, w tym sensie. Polska na PiS-ie się nie kończy... choć oni pewnie do tego dążą.
Mądrość płynąca z ust Józka poraziła wszystkich. Niektórzy z wrażenia aż musieli się napić.
- Józek... tyś nigdy jeszcze tak mądrze nie gadał - niemalże ubóstwiającym szeptem odezwał się Marian. - Widać, że książkę czytałeś.
Tym razem to absurd wypowiedzi poraził wszystkich tak, że wylądowali z nosami w kuflach lub na stole, krztusząc się ze śmiechu przez dobrą minutę. Kiedy nieco ochłonęli, tu i ówdzie nadal na twarzach pojawiały się uśmieszki przy każdym spojrzeniu na Mariana, który także był czerwony, ale ze zmieszania. Józek postanowił pociągnąć dalej rozmowę:
- Ja to chyba wiem, co mogliby o Polakach napisać. Że to są całkiem fajni ludzie, tylko zbzikowani przez ten cały komunizm i wojny. Dowcip się ich trzyma, pomysłowością i sprytem przebijają wielu innych, tylko część w to nie wierzy. Wkurzające jest to, że mnóstwo luda to jedynie gadać potrafi, a jak przychodzi co do czego, nagle się wszystko rozłazi. Ale z kolei jak się już za coś wezmą, to nie popuszczą!
- Piwa mu! - krzyknął "Szafa" - z tym gadaniem to masz rację. Pamiętam, jak na osiedlu chcieli latarnie postawić, to ło matko! Te dwie idiotki z parteru raban podniosły, że im świecić będzie, że spać nie można i gadaj do takich tępych pał, co im Rydzyk na mózg padł. Chryste, chyba przez miesiąc się to ciągnęło, nie było zebrania bez awantury, w końcu ktoś się wk...ił, wywalił je z sali na zbity ryj, następnego dnia lampy już stały, a teraz co? Wszyscy szczęśliwi, a najbardziej one, że wreszcie mogą bez strachu nocą z domu wyjść.
- Spokojnie, stary - odezwał się Józek. - Ale masz rację. Niektórym to ciężko takie rzeczy przetłumaczyć. To bezsensowne gadanie innych też denerwuje. Mam ja takiego znajomego, co się Internetem zajmuje, wiesz, te wszystkie strony, nie strony. Taki dziwny trochę, żadnej większej nie zrobił, ale go znają, bo się w inny sposób udziela. No i on takie różne inicjatywy chciał rozkręcać... on mi opowiadał, że jakieś fora chciał robić... to znaczy takie miejsca do dyskutowania w internecie, że się wiadomości wysyła i każdy może je przeczytać i odpowiedzieć... co się wziął za jakieś, to mu zawsze wyskakiwali, że to nie ma sensu, bo za mało osób jest zainteresowanych i na pewno nie wypali.
- Jezu, jakby mi tak ktoś przy każdej robocie gadał, to albo mu bym w ryj dał, albo nie wiem... rzuciłbym robotę, ot co. - skwitował Michał.
- No właśnie. On mi mówił, że co innego, jak już się coś robi i jest dyskusja, czy dodać jakąś rzecz, czy nie, a co innego, jak się zupełnie nową robotę zaczyna i jeszcze dosadzają takie teksty, że za grosz w nich mądrości. Jego też to wkurza, ale leje na tego typu gadki, siada, robi i później tylko patrzy, jak się toto rozkręca wbrew przepowiedniom. Pewnie wiele ciekawych rzeczy nie wypaliło właśnie przez takie plotkowanie i gadanie. Zamiast siąść i robić... ale z drugiej strony ten znajomy to też czasem gadatliwy aż do kwadratu i przy niektórych rzeczach potrafi się tak upierać, że go taran nie ruszy.
- Też Józek gadasz a gadasz, zamiast pić to piwo. - ze śmiechem zauważył "Szafa". - Gadać można dużo, ważne by coś z tego sensownego wyszło. Dlatego wznoszę toast za Polaków i se o czym innym pogadajmy.
Kufle powędrowały w górę.
- Za Polaków!
- Za Polaków!














