Zegarek wskazywał 6.40. Zyx zawsze zachodził w głowę, jak to się dzieje, że budzi się zawsze o tej samej porze, nawet kładąc się spać znacznie później, niż normalnie. W szkole coś tam wprawdzie mówili o jakichś rytmach biologicznych, ale prawdę mówiąc co ma piernik do takiej dokładności? Dodatkowy sen w każdym razie by się przydał, gdyż o 9.00 Zyx musiał zameldować się w swoim LO im. KEN na umówione parę tygodni wcześniej, osnute już legendą, stawianie serwera.
Porobiwszy w domu backupy kilku baz i nakupiwszy tradycyjnego zaopatrzenia w postaci dwulitrowej oranżady, paluszków i krakersów, skorzystał z darmowej podwózki, stawiając się w murach szkoły kilka minut przed dziewiątą. Pustek nie było. Sobota to wszak normalny dzień nauki dla liceum medycznego mieszczącego się w tym samym budynku. Już podczas jazdy na komórce pojawił się SMS od drugiego kompana wmieszanego w całą akcję, Romka. Jak można było przewidzieć, zastosował on swój niepisany zwyczaj polegający na zaspaniu w dzień wydarzenia, do którego przygotowania trwają Bóg wie ile, co miało opóźnić jego przybycie o pół godziny.
Ponieważ sterczenie na korytarzu też najlepszym pomysłem nie jest, Zyx postanowił się upewnić, czy profesor dotrze na czas, pisząc do niego SMS'a. Chwilę później z rozmowy telefonicznej dowiedział się, że jest jedyną punktualną osobą, ale na szczęście profesor przedzwonił do administracji, aby wydała mu klucz do sali. W sumie to i dobrze, zawsze można poświęcić te pół godziny na kopiowanie konfiguracji oraz sporządzanie dodatkowych wydruków.
O 9.25 zjawił się Romek. Zawartość katalogu /etc/ leżała już bezpiecznie na jednym ze stanowisk, więc przyszedł czas na zaprojektowanie partycji. Do dyspozycji były dwa dyski twarde Western Digital połączone macierzą RAID-1, czyli jakieś 160 GB do podziału. Mała różnica zdań powstała jedynie przy partycji swap. Zyx życzył sobie przeznaczenie na nią dwóch GB, Romek jedynie 512 MB. Aby nie toczyć dyskusji w stylu "co jest lepsze, igła czy śrutownik", zdecydowali się na kompromisowy gigabajt.
Wtedy drzwi otwarły się i do sali wszedł profesor. Po krótkim przywitaniu się i wydaniu polecenia shutdown -h now cała trójka przystąpiła do dzieła. Zyx nagle się zastanowił:
- Hmmm, a w drugiej pracowni chyba nie wiedzą, że Internetu nie będzie...
- No to się zaraz dowiedzą... - monotonnym głosem odparł profesor, zdejmując obudowę i podpinając nowe dyski na miejsce starych.
Ponieważ tak czy siak proces stawiania nowego systemu trzeba rozciągnąć w czasie, już podczas pierwszego spotkania ustalona została metodyka pracy. Stare dyski nie miały być wcale wyjmowane z wnętrza serwera; zamiast tego dokonywane było proste przepięcie taśmy na leżące luźno nowe urządzenia. Dzięki temu po zakończeniu kolejnego etapu można było szybko wrócić do starego systemu, który chcąc nie chcąc musiał w przerwach między pracami nadal służyć szkole.
Kiedy sprawy sprzętowe zostały załatwione, profesor odjechał z powodu swoich własnych spraw, a Zyx i Romek odpalili wreszcie instalator Arch Linuksa 7.1. Tym razem wszystko zdawało się iść bez problemu. System odpalił się z płyty, cfdisk ładnie utworzył partycje na każdym z urządzeń, aż przyszła pora na załadowanie sterowników RAID. Szybkie przełączenie na kolejną konsolę, wydanie rutynowego polecenia modprobe raid1, ale tu obu chłopakom miny zrzedły. Komputer, jak gdyby nigdy nic, pokazał komunikat modprobe: raid1 not found. Próba została ponowiona, z takim samym wynikiem. Rozpoczyna się burza mózgów.
Najważniejsze pytanie to niewątpliwie "co się stało", oprócz tego, że łazienka jest zamknięta. Katalog, do którego instalator powinien rozpakować sobie wszystkie sterowniki, wydawał się podejrzanie pusty. Na domiar złego szkoła była w tym momencie odcięta to Internetu. Wprawdzie Zyx przewidział to zawczasu i zaproponował tymczasowe wpięcie do modemu jednego ze stanowisk, ale nie chciało ono nawiązać połączenia, mimo podania w panelu sterowania wszystkich potrzebnych danych.
Zyx zniecierpliwiony wyjął płytę CD i włożył do drugiego komputera, by w Total Commanderze przyjrzeć się katalogom. Natychmiast zlokalizował katalog /add-ons/ ze spakowanymi zbiorami sterowników. Według zapewnień Romka, który z tej samej płyty bez problemu zainstalował system u siebie w domu, powinny one wszystkie zostać automatycznie wczytane w momencie uruchamiania. Z niewiadomego powodu tak się nie stało. No ale od czego jest polecenie tar. Płytka z powrotem powędrowała do serwera. Dalszego, najbardziej dramatycznego momentu, nie da się opisać słowami. To wyrazi jedynie konsola.
$> cd /add-ons/
$> ls
mod-base.tar.bz2
$>
$> ls
mod-base.tar.bz2
$> (dalszy ciąg wycięty z przyczyn moralno-obyczajowych)
Tak, to był fakt. W katalogu było tylko jedno archiwum: mod-base.tar.bz2. Ni tu żyta, ni tu jajec, potrzebnych w dalszym etapie instalacji. Kolejnym hardcore'owym pomysłem było przekładanie płytki do drugiego komputera, kopiowanie odpowiedniego archiwum na dyskietkę i ładowanie go poleceniem loaddisk sugerowanym przez instalator. Jednak także ten sposób nie zdał egzaminu - serwer nie widział lub nie chciał widzieć kolejnego nośnika w swoim wnętrzu. Romek strasznie rozpaczał, że nie wziął ze sobą płytki Knoppiksa, albo czegoś w tym stylu, co być może uratowałoby honor akcji (INTERNET!). Ponieważ w zasadzie nie pozostało im nic, jak tylko ogłosić porażkę, odmontowali stare dyski, dojedli resztkę jedzenia, odpalili poprzedni system i udali się spokojnym krokiem na autobus. Kolejne podejście wyznaczone zostało na dni 20 oraz 21 maja. I tym razem software już nas nie zaskoczy - Romek ma przynieść połowę swojej kolekcji Linuksów, w tym ze trzy płyty z Archem (tym samym). Jak serwer nie chce po dobroci, to się w inny sposób mu pokaże, co znaczy determinacja...















Napisał radzio w wtorek, 16 maja 2006 o 20:44
W sumie trochę znajoma historia tylko, że w moim liceum o wydanie klucza do serwerowni ja nie muszę dzwonić. Mi go zwyczajnie dają :]
A co do samego opowiadania - bardzo fajne i czekam na więcej ;]