Dość szybko zorientowałem się, że słuchawki stosowane w odtwarzaczach mp3 przy dłuższym używaniu mogą znacząco pogorszyć słuch. Swój odtwarzacz kupiłem już dawno temu, w czasach gdy 512 MB kosztowało tyle, co kilka obecnych tego typu urządzeń razem wziętych. Głośność ustawiałem zaledwie na połowę dostępnej, przez co w autobusie i np. na ruchliwej ulicy byłem zagłuszany, ale z drugiej strony eksperymenty z czymś głośniejszym szybko doprowadzały mnie do pytania "rany, jak ludzie to wytrzymują"? Słuchawki douszne dosłownie pompują dźwięk prosto do ucha; nie jest on w ogóle załamywany na małżowinach, przez co jest znacznie bardziej męczący dla słuchu.
Niedawno Komitet Naukowy UE ds. Pojawiających się i Nowo Rozpoznanych Zagrożeń dla Zdrowia zbadał zagrożenia związane ze słuchaniem muzyki w ten sposób. Wyliczyli oni, że nawet co dziesiąta osoba, która korzysta z odtwarzaczy przez okres pięciu lat, narażona jest na trwałe uszkodzenie słuchu. Liczby te ciężko poddawać w wątpliwość. Już od dawna wiadomo, że długotrwały głośny dźwięk (pow. 89 db) negatywnie wpływa na nasz słuch, tymczasem obecne progi dla przenośnych odtwarzaczy to 100 db. Ile osób słucha muzyki podkręconej na cały regulator, wystarczy przejechać się autobusem. Nieraz już zdarzyło mi się, że stojąc kilka metrów od jakiegoś młodego duchem i ciałem człowieka mogłem z dość dużą dokładnością określić gatunek muzyki, a czasem nawet tytuł i wykonawcę. To już moim zdaniem jest przesada - dźwięk powinien iść głównie do ucha, a jeśli taka odległość nie jest dla niego przeszkodą... brrr... aż mi ciarki przechodzą po plecach.
Po pewnym czasie stwierdziłem, że już po kilkudziesięciu minutach słuchania muzyki z odtwarzacza i zdjęciu słuchawek, przez chwilę czuję się dziwnie. Na pewno nie był to normalny stan; raczej powolny powrót bębenków usznych do odbioru normalnego dźwięku. W końcu powiedziałem: nie ma co ryzykować. Muzyki i tak słucham prawie codziennie z komputera, nie muszę jej na dokładkę mieć przy sobie, gdziekolwiek się nie ruszę. Odtwarzacza czasem używam w samochodzie, podłączając go pod radio, z identycznej funkcjonalności w komórofonie również nie korzystam, a jeśli już, to puszczam przez zwykły głośnik. I żyję, a nawet powiem więcej - nie odczuwam żadnych braków. Patrząc w dłuższej perspektywie, wolę cieszyć się moimi ulubionymi kawałkami do późnej starości, niż łazić z aparatem słuchowym jeszcze przed emeryturą.
Odtwarzacze mają także wymiar społeczny: izolowanie się od świata i całej reszty. Mnie osobiście wkurzało, gdy np. jechaliśmy z kumplem autobusem, chciałem sobie porozmawiać, a ten wyciągał samograja i tyle świat go widział. Na szczęście wciąż są ludzie, którzy przedkładają rozmowę nad izolację z wyboru, która później może stać się izolacją z konieczności.






Napisał m_gol w niedzielę, 19 października 2008 o 05:52
Aha (mam nadzieję, że nie uznasz mnie za spamera :D) - myślę jeszcze nad Logitechem X-230, wiele osób pisze, że porównywało go z tym, co zaproponowałeś, i że jest lepszy. Choć i tu różnie bywa...
Za tę cenę trzeba iść na kompromisy, wiadomo... Chodzi o to, by ten kompromis był jak najkorzystniejszy. ;)
Spotykam się też z opiniami, że zaproponowane głośniki nadają się do filmów i gier, a do muzyki już gorzej. Ja gram dość rzadko (raczej w jakieś ferie itp.), filmy oglądam średnio raz na tydzień, a muzyki słucham prawie na okrągło... :) Bardzo mi zależy na dobrej jakości odtwarzania właśnie muzyki - choć budżet mam ograniczony...