Zacznijmy od tego, że do drugiego etapu OI pozostały niecałe trzy tygodnie, a ja się jeszcze nie uporałem z kilkoma rzeczami, które chciałem zakończyć wcześniej. Na po-olimpiadzie odłożyć tego nie mogę, tak więc pewnie jakąś noc kodu trzeba będzie zrobić, by się z tym uwinąć. Noc kodu - rzecz, której chciałbym uniknąć. Ma to urok, ale lepiej żyć sobie normalnie i marzyć, by takową odbyć, niż siedzieć samotnie w ciemnicy przed ekranem i myśleć, jak to fajnie byłoby właśnie spać...
Znacznie poważniejszym problemem są warunki mieszkaniowe, słabo przystające do realiów. Kartka papieru i długopis to znakomite narzędzia, a podparte pecetem są nie do przebicia. Niestety, ponieważ pokój i komputer współdzielę z bratem (czas dostępu regulowany ściśle co do godziny), dla mnie taki model pracy jest w zasadzie niedostępny. Teraz muszę w jednym cyklu zrobić wszystko wymagające kartki i papieru, a w drugim pouzupełniać rzeczy wymagające większej mocy obliczeniowej modląc się, by nie wystąpiły komplikacje. Powrót do kartki "podczas mojej kolejki" - strata cennego czasu. W domu jest drugi komputer rodziców, ale jest on wykorzystywany do pracy i też nie chcę co chwila przerywać tacie roboty.
Stworzenie odpowiedniej atmosfery wtedy, gdy jest potrzebna, także leży poza zasięgiem normalnego dnia. Siedzę przy komputerze - w pokoju jest brat. Nie siedzę - też jest brat, w dodatku słucha radia i nawet kompromisowe jego przyciszanie, gdy chcę pograć na organach, wywołuje nierzadko (na szczęście niewielkie) protesty. A nadanie pokojowi indywidualnego stylu? A prywatność wtedy, gdy jej potrzebuję? Niet, niet i niet. Projektantom bloku takie zagadnienia były najwyraźniej obce. Jak będę miał własne dzieci, naprawdę, zrobię wszystko, aby miały one swoje pokoje, bo nie chcę, aby doświadczały tego, co ja. Żeby była jasność - za tę sytuację bynajmniej nie chcę obwiniać moich rodziców, a wręcz przeciwnie. W pełni doceniam trud, jaki wkładają w utrzymanie domu oraz poświęcany nam czas. Po prostu - nie można mieć wszystkiego i czasem trzeba się z tym pogodzić nawet, jeżeli jest to trudne i nieprzyjemne/bolesne.
Dzisiaj spędziłem prawie trzy godziny lekcyjne w szkolnej bibliotece. Wprawdzie czas dostępu/zasady korzystania ze znajdujących się tam komputerów oraz ich możliwości są ograniczone, ale panująca tam cisza i spokój rekompensują wszystkie niedogodności. Była też próba posądzenia mnie o wagarowanie przez panie bibliotekarki, ale szybko wyjaśniłem im sytuację i było w porządku - do mojej dłuuugiej obecności będą musiały szybko przywyknąć :). Nie wiem, jak na to wszystko zareagują nauczyciele. Zwalnianie się z "mniej potrzebnych" przedmiotów z powodu przygotowań do olimpiady nie jest wcale moim wymysłem. Praktykowali to moi poprzednicy, praktykować będą i następcy. Oczywiście zacząłem wszystko od zdobycia odpowiedniego upoważnienia wychowawczyni, która niemal od razu przyznała mi rację, mając za sobą doświadczenia z własnymi dziećmi. Gorzej może być z akceptacją takiego stanu rzeczy przez niektórych profesorów. Szczególnie zastanawiam się nad reakcją profesorki od niemieckiego, której za wiele matury, tudzież olimpiady swoich uczniów, za dużo nie obchodzą. Jak dodamy jeszcze, że mam z nią lekko na pieńku z powodów rozmaitych...
Podsumowując: przygotowanie się do drugiego etapu OI to zupełnie nowa jakość zmagań z brutalną prozą życia, przeciwnościami losu, ludzkimi przywarami oraz z własną wytrzymałością i motywacją. Wiem jedno: spokój przed maturą, pięciomiesięczne wakacje i przeprowadzka do Krakowa warte są tych poświęceń. Bez względu na rezultat i powyższe słowa pozostaję optymistą. Mam przyjaciół, na których mogę liczyć, mam rodzinę. Nawet ty, eXtreme, chociaż potrafisz tęgie kłody pod nogi rzucić, myślę, że mnie nie zawiedziesz, bo jakby tak spojrzeć ponad tymi naszymi odwiecznymi sporami, to mam Cię za porządnego faceta :). Ale spróbujesz mi tu jakiegoś flame'a w komentarzach rozpętać... :P
PS. Wpis ten nie jest bynajmniej manifestem, że porzucam Zyxist.com na trzy tygodnie. Co to, to nie. Jest niemożliwym, by podczas przygotowania nie pojawiły się jakieś ciekawe zagadnienia, które zechciałbym omówić czy poruszyć - najlepszą dla mnie metodą nauki jest opracowanie własnych materiałów lub próba samodzielnego wyjaśnienia problemu innym.















Napisał Termit w środę, 17 stycznia 2007 o 20:06
Ad PS. - czekamy zatem z niecierpliwością na wykłady ;).
Jeszcze raz, powodzenia!