Czechy i Słowacja, nasi dwaj południowi sąsiedzi z interesującymi językami. Biada temu, kto sądzi, że będzie potrafił dogadać się z miejscowymi na dowolny temat. A jeżeli sądzi, że faktycznie rozumie, dopiero zaczyna się zabawa. W sumie ci, co nie ograniczają się tylko do czytania coraz to nowych wpisów w Dziennikach Zyxowych, zapewne wiedzą już o najsłynniejszym z całej kolekcji false-friendów: šukať. Dla Polaka niewinne słówko, dla Czecha/Słowaka zwyczajne przekleństwo znaczące mniej więcej tyle, co "p#$%#%ić". Podobnych mylących sformułowań są chyba setki. Wysoce perwersyjne "Šukám drogi na záchod" oznacza "p@$@$ę narkotyki na kibel", natomiast "Skupina turistov kochala sa" nie pochodzi ze streszczenia filmu porno. Po tłumaczeniu otrzymujemy naprawdę niewinne zdanie "grupa turystów zachwycała się...". Podczas pierwszego pobytu na Słowacji dorwałem z kolei tamtejsze wydanie czasopisma "Przegląd Reader's Digest", gdzie w jakimś medycznym artykule znalazłem zwrot "Treba bolo konať rýchlo". To też nie jest zachęta do popełnienia eutanazji, zwłaszcza gdy wiemy, że "konať" po słowacku oznacza "działać".
Podobny problem spotyka Rumunów przyjeżdżających do Polski i natrafiających na słowo "dupa". W ichnim języku oznacza ono ponowne wykonywanie, pojawienie się czegoś. Podobno niezłą przeprawę mają konduktorzy PKP, kiedy ponownie chodzą kontrolować bilety i słyszą "dupa konduktor" :). Należy też zaznaczyć, że "dupa boli" to po rumuńsku rekonwalescent.
Zabawnie robi się, kiedy zagraniczne firmy wkraczają na nowe rynki. Łotewski oddział Microsoftu może liczyć na duży popyt na nowe Windowsy wśród hodowców drobiu, bowiem "vista" po łotewsku znaczy "kura". Firma Mitsubishi, rozpoczynając sprzedaż swego samochodu Pajero na rynek hiszpański, reklamowała go jako auto dla prawdziwego mężczyzny. Kiedy okazało się, że sprzedaż jest bardzo niska, szybko odkryto przyczynę. "Pajero" po hiszpańsku oznacza hmmm... masturbację :). Podobna legenda krąży o samochodzie Chevrolet Nova, którego niska sprzedaż w Argentynie miała być spowodowana tym, że "nova" znaczy po hiszpańsku "nie pojedzie". W rzeczywistości jednak hiszpański posiada także słowo "nova" mające identyczne znaczenie, jak w j. angielskim, co czyni całą legendę nieco bezpodstawną. Problem z nazwą miały też japońskie linie lotnicze KINKI, wchodząc na rynek amerykański. Otrzymywały bowiem okrutne ilości ofert od agencji-dla-kochających-inaczej itd. Wszystko wzięło się z tego, że słowo "kinky" po angielsku to "zboczony".
Warte rozwagi są też hasła reklamowe. Szwedzki Electrolux, wchodząc na rynki anglosaskie, promował się hasłem "Nothing sucks like Electrolux", zapominając, że słowo "to suck" ma także drugie znaczenie - "do bani" :). Nie wszyscy wiedzą też, że firma OSRAM początkowo miała reklamować się w Polsce sloganem "Żarówki OSRAM - we wszystkich kolorach". Ktoś się jednak w porę zorientował, że byłoby to już przegięcie do kwadratu, zwłaszcza że z samą nazwą jest już wystarczająco dużo kłopotów.
A skoro przy językach jesteśmy... historia opowiedziana mi przez mojego kolegę. Jechali sobie na jakiś obóz gdzieś na zachodzie Europy i mieli postój w zachodnim motelu. Tam elegancko komputery dla gości stoją, lecz przy jednym znajduje się karteczka "Stanowisko uszkodzone". Naturalnie musiało to przyciągnąć uwagę polskiej wycieczki. Po włączeniu okazało się, że ktoś założył hasło na BIOS-a. Postanowili sprawdzić pierwsze lepsze słowo, jakie im przyszło do głowy: "kurwa". Zadziałało =D.















Napisał Bastion w piątek, 12 stycznia 2007 o 11:02
Dobre :) Fajnie się czytało. Ja pamiętam do dziś czeski tytuł Terminatora, który szedł mniej więcej tak : "Elektroniczny mordulec" :)