Mój blogroll pełni rolę spisu blogów, które przeglądam. Raz na tydzień, dwa, robię po nich małą eskapadę i czytam, co inni mają do powiedzenia. Naturalnie szata graficzna to sprawa czysto indywidualna. Riddle swego czasu się o tym rozpisywał (chyba nawet inspirując się moją stroną przy opisie blogów domowej roboty :)), zauważając, że większość z nich stoi na skryptach typu WordPress i najczęściej wykorzystuje gotowe schematy kolorystyczne. Poniekąd muszę się z tym stwierdzeniem zgodzić - ze znanych mi bliżej osób jedynie mój brat, eXtreme, poświęcił sporo czasu na przygotowanie własnego motywu graficznego dla skryptu dotClear, z którego korzystał. Cóż, jeśli go nie widziałeś, chyba już nie będzie Ci to dane, gdyż po ponad roku pisania tamten blog został porzucony.
Ano właśnie, sedno - wokół którego kręcą się moje myśli podczas tej pisaniny. Śmierć bloga, o dziwo wzbudzająca we mnie jakieś bliżej niesprecyzowane uczucie. Coraz rzadsze wpisy przeradzające się w ciszę w eterze. Po paru miesiącach znika i to, kiedy niekonserwowany kod źródłowy przestaje działać, a wraz z nim całe archiwum zazwyczaj idzie w piach. To ukazuje nietrwałość Internetu jako wielkiej biblioteki świata. Zabierz z witryn redaktorów, a witryna w parę miesięcy najpierw umrze, a później zostanie pogrzebana w niepamięci wraz z całą zawartością. Wiele materiałów ginie bezpowrotnie. Z tego właśnie powodu czuję wciąż respekt przed słowem drukowanym. Oby ludzkość o tym pamiętała, gdyż inaczej te wszystkie blogi będą tylko przebłyskiem między obwodami elektronicznymi i przyszłym pokoleniom pozostanie po nich jedynie sam termin.















Napisał ociu w czwartek, 18 maja 2006 o 15:03
Właśnie, blogi przemijają i zmieniają daresy :))) http://www.ociu.pl - zamiast ociu.edigo.pl :)