Już na początku wspomnę, że nie za bardzo wiem, do jakiego gatunku zakwalifikować ten świat. Choć bowiem pojawia się tam magia, jest to jedyny element fantastyczny wprowadzony przeze mnie. Science-fiction to też nie jest, ponieważ poziom technologiczno-kulturowy tego świata oraz naszego jest prawie identyczny. Ba... można nawet rzec, że jest to NASZ świat z naszą kulturą, tyle że osadzony na innej planecie i mówiący innymi językami :). Ale do rzeczy...
Yermenia to właściwie nazwa jednego z kontynentów planety Zea. Jest ona nieco większa od Europy; ma też odwrotną orientację, tj. nasz Daleki Wschód jest tam na zachodzie i vice versa. Dobiega końca trzecie tysiąclecie (mamy gdzieś koło 2985 roku). W środkowej części kontynentu kwitnie sobie w najlepsze światowe lokalne supermocarstwo - Królestwo Ferrintu (Knegein di Ferrint). Mimo pozornego spokoju i wrażenia utopii, pokój nie tylko na kontynencie, ale i na całym świecie zaczyna się powoli sypać. Dają bowiem o sobie znać nierozwiązane konflikty z przeszłości, czasem nawet dość odległej. Jeden z nich leży tuż za wschodnią granicą ww. królestwa. Istnieje tam bowiem kraina wielkości Polski podzielona mniej więcej między ok. 70 niepodległych krajów. 50 z nich, leżących głównie na północnym zachodzie, tworzy organizację militarno-społeczno-gospodarczą zwaną Unią Ravengardzką (liczy ona już sobie 400 lat). Łącznie zajmują obszar odpowiadający ok. połowie Słowacji, lecz mieszka tam ponad 20 milionów ludzi. Mimo wszystko i tak to lepiej, niż gdyby te wszystkie państwa funkcjonowały całkowicie niezależnie :). Stolicą tej organizacji jest wydzielone miasto Vissein, które na dokładkę nie mieści się w wydzielonych mu granicach politycznych i obecnie leży w trzech krajach. W ogóle cały podział polityczny tejże krainy wygląda irracjonalnie, ale taki jest efekt wybuchłego przed pięćdziesięciu laty Czasu Zamętu, podczas którego zapanował tu totalny chaos. W takiej np. Sedanii reżyser filmowy kręcący jakiś film wojenny przez przypadek wywołał rewolucję, w wyniku której państwo to straciło połowę ziem oraz stolicę :).
Takich kwiatków, jak w ostatnim zdaniu, będzie jeszcze więcej. Jako że kocham absurdy, cały świat będzie właśnie wielkim absurdem pokręconym jak kiszki słonia wpadłego pod świder :). Kwiatki te są wplątane wszędzie: w geografię (połowa stolic nazywa się "Stolica"), w języki opracowywane w większości od zera, w historię, w wierzenia, w legendy itp. itd. I muszę przyznać, że zaczyna mi to wychodzić. Reakcje osób, którym pokazywałem bardziej dokładne szkice, niech świadczą same za siebie :).






Napisał wojtek w piątek, 15 kwietnia 2005 o 15:37
Szkoda tylko, ze nie ejst tak: glowny bohater pochodzi z planety Zea, z kontynentu Yermenia a na zwie sie np. Xen. Jaki z tego wniosek ? ...ZeaYermeniaXen