Ile pamiętasz z wczorajszego dziennika? Ile z wiadomości sprzed tygodnia? Jaka jest wiadomość dzisiejszego dnia? A pamiętasz, jaka była trzy dni temu? Brutalne zabójstwo? Łapówka? Proces sądowy? A może to, że jeden z 2837 znajomych na portalu XXX, którego imienia nawet nie znamy, był na zakupach w galerii ze swoją dziewczyną i opublikował zdjęcia jej nowego sweterka? Czy gdybyś spotkał ich tydzień później, rozpoznałbyś ten sweterek? Wokół nas jest już tyle informacji, że stanowią one szum, który ignorujemy. Wciągamy informację i wypluwamy ją z drugiej strony niemal natychmiast, bo nie ma co z tym robić. A wraz z tym przegapiamy to, co ważne i to, co rozsądne. Mijają lata, a jesteśmy tak samo mądrzy, jak na początku.
Dzisiaj zjadłem obiad. Dzisiaj kasjerka źle podliczyła mi cenę w sklepie. Dzisiaj zostałem zwyzywany od hipokrytów i osób nietolerancyjnych. Dzisiaj jechałem autobusem. Dzisiaj nikomu nie przyszło do głowy wysłać mi SMS-a. Fajnie, prawda? Czy wiedza ta jest komukolwiek, poza śledzącą mnie agencją wywiadowczą, potrzebna? Czytam newsy w wolnych chwilach i czytam fora, zadając sobie pytanie, czemu tego czasu nie wykorzystuję bardziej produktywnie? Równie dobrze mógłbym siąść do tego raz na trzy, cztery dni i absolutnie nic ważnego i tak by mi nie umknęło. Największe zdumienie budzą we mnie ludzie, którzy potrafią przetrawić dane z portali społecznościowych. Oglądałem Facebooka od środka, Naszą Klasę i parę innych portali i nie znalazłem tam niczego sensownego, co by się przydało w życiu. Kontakt ze znajomymi? Dziękuję, ale bardziej cenię umówienie się na spotkanie gdzieś na mieście lub odwiedziny. A już na pewno jadąc gdzieś na dłużej nie odczuwam, że mogło mnie ominąć coś ważnego. Bo nie ominie. Zgodnie z prawami Murphy'ego, giną jedynie najwartościowsze informacje, a za tysiące lat najtrwalszym pomnikiem osiągnięć ludzkich XXI wieku będą onetowe komentarze.
Drugi aspekt to ochrona prywatności. Obecnie agencje wywiadowcze mają raj na ziemi, gdyż ludzie sami podają im wszystko na tacy i jeszcze się z tego cieszą, jednocześnie wyrażając wielkie oburzenie, że jacyś tam politycy chcą przepchnąć przepis naruszający prywatność. Politycy mogliby się sporo nauczyć od świata komercyjnego. Po co ruszać całą machinę dyplomatyczną, by zdobyć wiedzę o międzynarodowych operacjach finansowych Europejczyków, kiedy wystarczy stworzyć portal społecznościowy Nasza-kasa obracający się wokół transakcji finansowych i ci sami ludzie osobiście przekażą im wszystko, co tylko trzeba? A i dochód z reklam piechotą nie chodzi.
Jeśli przeczytałeś ten wpis w przeciągu dwóch godzin od jego publikacji, najprawdopodobniej dostałeś tu się dzięki RSS-owi. Mam dobrą radę: wyłącz go choć na jeden dzień w tygodniu. Zbanuj w routerze Wykop, Facebooka, Blipa i Twittera. Przekonaj się, że gdyby miało się wydarzyć coś ważnego, np. koniec świata, prędzej czy później się o tym i tak dowiesz bez straty ogólności. Tymczasem będziesz mieć bite 24 godziny spokoju; wystarczająco, by zrobić coś produktywnego, a może nawet i wpaść na jakiś ciekawy pomysł w stylu zadzwonienia do dawno niewidzianego przyjaciela i zaproszenia go na piwo?






Napisał m_gol w środę, 10 lutego 2010 o 11:34
Z tym Facebookiem to trochę przeginasz. Jasne, jest tam mnóstwo śmiecia, ale dzięki niemu mam też jakiś kontakt ze znajomymi, którzy są na tyle daleko, że nie byłbym w stanie się z nimi spotkać w najbliższej przyszłości. Oczywiście preferuję spotkania na żywo - to nie musi jednak oznaczać, że Facebook jest całkiem niepotrzebny...
A uwagę o RSS biorę do siebie. ;)