Gdybym był obywatelem innego kraju, uznałbym całą tę sprawę za żenujący dowcip. Żadna błyskotliwa puenta, ani rozwinięcie myśli z takiej gleby na pewno nie zakiełkuje, dlatego wyłożę teraz kawę na ławę: czy, a jeśli tak, to kiedy, społeczeństwo może zbojkotować władzę? Jeżeli należysz do wyżej wspomnianego obozu, twoją odpowiedzią będzie zdecydowane nie. Moją odpowiedzią jest zdecydowane tak. Władza pochodzi od narodu dla dobra narodu, nie mu na pohybel. Jeśli zatem nie wywołuje się ze swoich zobowiązań, a w dodatku próbuje igrać z losem i wprowadzać do ostatniego szańca nadziei - szkół - szemranych ideologów bez przygotowania merytorycznego, w moim odczuciu jest to całkowicie usprawiedliwione.
Nie piszę, że jest kwestią czasu zaproponowanie szkolnictwu jakiegoś poronionego pomysłu, gdyż takowy już się narodził. Co powiecie na propozycję likwidacji państwowych przedszkoli, segregację uczniów na "lepszych" i "gorszych" oraz na dokładkę uczynienie rodziców panami życia oraz śmierci dla nauczycieli. Moje przeciw dla propozycji kolejno to:
- Argumentacja, że "matki rzucają się w wir kariery, zostawiając obcym kobietom dzieci na odchowanie" jakoś do mnie nie trafia. Co z tego, że badania pokazują autentyczny korzystny wpływ przedszkoli na edukację gawiedzi?
- A ta propozycja jest wstępem do faszyzmu w polskim wykonaniu. "Lpeszy" - czyli inteligentny z wypranym mózgiem, gotów spalić Watykan na jedno słowo Giertycha. "Gorszy" - do eksterminacji.
- Niektórych to pewnie zdziwi, że licealista jest przeciwko dalszemu ograniczaniu praw nauczycieli (choć niewielkiej grupce zapewne by się przydało na otrzeźwienie i wyleczenie z psychozy szpiegowania/podsłuchu/oszczerstw/anonimów/gróźb - niepotrzebne skreślić). Wystarczy to, co się dzieje w polskich gimnazjach za najlepszą antyrekomendację takiej postawy. Wprowadzenie tego pomysłu w życie byłoby spełnieniem marzeń grupki nadopiekuńczych pseudomatek, tak zaślepionych samym faktem posiadania dziecka, że to mogłoby takiej zwymiotować na nogi nawalone wódką po uszy, a i tak usłyszałoby "on(a) jest grzecznym aniołkiem, wy jej nie rozumiecie". Sami sobie dośpiewajcie, co by się stało, gdyby taka osoba dostała prawo do wymuszania zwolnień nauczycieli. Istny armageddon.
Pewnego dnia u mnie w gimnazjum słuchaliśmy opowieści chłopaka, zadeklarowanego komunisty, opowiadającego o tym, jakie nacje należy wytępić do nogi (Niemcy na pierwszym miejscu do eksterminacji). Mój kumpel z klasy podsumował je okrutnie celną puentą, którą sam później cytowałem przy wielu okazjach: "Jeśli musiałbym zacząć zabijać, zacząłbym od niego." Cóż, w ostateczności okazuje się, że Giertych w myśl głoszonych przez siebie zasad nacjonalizmu powinien teraz popełnić harakiri jako wróg narodu.
Ostrzeżenie powyższy wpis (i nie tylko on na tej stronie) jest przeznaczony dla ludzi myślących oraz umiejących spojrzeć nieco z dystansem na niektóre szczególnie wyraziste słowa. Podpowiedź: jeśli wierzysz, że informacje przedstawione w "Kodzie Leonarda Da Vinci" są prawdziwe, niestety nie kwalifikujesz się do tej grupy.







Napisał mixer w poniedziałek, 22 maja 2006 o 20:12
Gwoli ścisłości:
>> "wszystkim uczniom oraz studentom, obecnie naszym miłościwie panującym jest niejaki Roman G"
Z kontekstu wynikałoby, że Roman G. jest "panującym" zarówno studentom jak i uczniom, a w rzeczywistości studenci są poza formalną władzą przewodniczącego LPR. PiS z ministerstwa edukacji wydzielił resort Szkolnictwa Wyższego i Nauki, na czele którego pozostał były minister oświaty Michał Seweryński.