Wszystko wymaga oczywiście czasu, co z nieracjonalnie rozłożonym planem zajęć jest na dłuższą metę odrobinę wyczerpujące. Oto przykład. We wtorek według planu mam jeden półtoragodzinny wykład o 8.00 i całą resztę dnia mam wolną. W środę muszę jechać na AGH aż trzy razy (!), zaś czwartek to ponad 11 godzin spędzonych na uczelni z nieśmiertelnym 5-godzinnym blokiem wykładów z matematyki od 7.30, którego bez wspomagania nie da się przeżyć :).
Kłopot leży w całkowitej zmianie przyzwyczajeń dotyczących rozplanowania czasu, aby znalazło się miejsce na naukę, rozrywkę, życie towarzyskie oraz dorabianie i podtrzymywanie projektów, choć część z nich trzeba będzie pewnie odłożyć na jakiś czas na bok, dopóki się wszystko nie unormuje. Najważniejsze to utrzymać się na roku, by wyrzucić fizykę i prawie całą matmę do lamusa i zająć się wreszcie tym, po co na AGH przyszedłem :). Łatwiej raczej nie będzie, ale bardziej pozytywne nastawienie naprawdę pomaga.
PS. Zyxist.com ma już w bazie danych ponad pół tysiąca wpisów :).






Napisał Marcin Kłeczek w piątek, 9 listopada 2007 o 15:22
Życzę wytrwałości. Z trudem przypominam sobie swoje pierwsze tygodnie - ale uwierz mi, że było gorzej (nie miałem nawet mieszkania :D ). Wszystko się unormuje - a od 3ciego roku jest już z górki.