Wizyta ta była o tyle ciekawa, że w gimnazjum się prawie całkowicie pozmieniało. Wymieniono większość infrastruktury, a na dokładkę górne piętro zmieniono w Nauczycielskie Kolegium Językowe. Jednak okazało się, że zaszły małe przekłamania w transmisji i dyrektorka była święcie przekonana, że ja tam przyjeżdżam niejako w oficjalnej misji politycznej z mej szkoły, przywożąc reklamówki ulotek, świetne przygotowanie merytoryczne itd., a wyraz ku temu dała, rezerwując trzem trzecim klasom prelekcję ze mną w roli głównej :). Ponieważ w domu nic ciekawszego do roboty nie miałem, przeprowadziłem Wielką Improwizację. Najpierw 45 minut dla klasy 3D, w której mam kolegę i tym samym pamiętałem ją dość dobrze z czasów mej bytności. Choć wymyślane na kolanie frazesy miały w sobie coś z chaotyczności, radziłem sobie dość nieźle. Pod koniec zacząłem nawet opowiadać anegdoty ze szkoły i motywy z jej życia po prostu by pokazać, że "Staszic" nie jest liceum pełnym kujonów niewidzących świata poza nauką. Na następnej godzinie wykładu słuchały dwie klasy naraz. Tu szło już nieco ciężej z powodu tzw. trudnych przypadków, lecz również się udało. Gimnazjaliści zostali poinformowani, że to jest misja nieoficjalna, o której nie wie żaden członek kadry mego liceum :).
Samo grono nauczycielskie powitało mnie jak ambasadora. Gimnazjum skończyłem z wielkim hukiem i do dziś, z tego co się zorientowałem, żywa jest tam moja legenda, bez patrzenia, czy mi to odpowiada, czy nie. Spotkałem i porozmawiałem z kilkoma mymi byłymi nauczycielami: panem Leżańskim, panią Mierzwą, panem Skalnym, oraz z dyrektorką. Wspomnienia powróciły, w końcu gimnazjum "zabrało" mi aż trzy lata z życiorysu :).















Napisał zimaq w sobotę, 1 kwietnia 2006 o 13:31
Gimnazjum jest najpiękniejszym okresem w nauczaniu szkolnym, jak do tej pory dla mnie. Liceum mi się nie podoba, a czy to jest moja wina, klasy, czy też szkoły i systemu w niej panującego ( google: trymestry ) nie wiem. Czasem jest dobrze odwiedzić stare śmieci ;)