Od niego wiadomości są dwie i, jak to w dowcipie, jedna dobra, druga zła. Dobra jest taka, że w piątek ruszamy z nowiutkim serwerem z prawdziwego zdarzenia mającym zastąpić wysłużonego peceta, który na dokładkę w kwietniu całkiem się już posypał ze starości i obecnie ciągnie ostatkiem sił :). Pora więc już rozgrzewać płytę Arch Linuksa i czyścić klawiatury przed nowym bojem. Druga z wiadomości, ta zła, brzmi następująco: nowa pracownia informatyczna, która miała pojawić się jakieś 10-15 dni temu, pojawi się nie we wrześniu, lecz dopiero gdzieś na wiosnę przyszłego roku. Ot, informatyzacja w polskim wydaniu. Dołączony do pakietu Novell pewnie pójdzie gdzieś na bok, jako że głównej sieci nie jest do niczego potrzebny, a skoro całość pojawi się tak późno, nawet nie będzie sensu tego przebudowywać.
Po drodze spotkaliśmy naszego profesora od matematyki, który bardzo się ucieszył z tej niezapowiedzianej wizyty. Porozmawialiśmy chwilkę o tym i owym (uczelnia, wakacje, sprawdziany), po czym udaliśmy się na miasto, czekając aż dyrektor, właściwy cel wizyty, upora się z kontrolą skarbową. Podczas powrotu natknęliśmy się na naszego profesora od historii, który na dzień dobry uraczył nas miną pt. "Czy ja śnię?", a na naszą odpowiedź wyrażającą chęć odwiedzenia liceum stwierdził: "No, jest to pewien rodzaj dewiacji" i opowiedział pokrótce o tegorocznych maturach z historii, które według jego słów wypadły naprawdę słabo. Zanim zostaliśmy ostatecznie przyjęci na audiencję, minęło jeszcze trochę czasu, w trakcie którego spotkaliśmy profesorkę od biologii oraz innego profesora matematyki, z którym utrzymujemy kontakty organizacyjno-służbowe. Przy okazji wynaleźliśmy nowy biznes polegający na wskazywaniu gimnazjalistom drogi do centrum rekrutacyjnego za niewielką opłatą, ponieważ wielu z nich, pomimo rozwieszonych wszędzie strzałek, kierowało się do sekretariatu. Nawiasem mówiąc sam nie jestem tu lepszy. Kiedy szedłem w 2004 roku zanieść podanie, tuż pod tym samym sekretariatem zapytałem się, gdzie jest sekretariat :D. Ech, przeszłość. Choć nie wszyscy nauczyciele byli OK, to jednak liceum będę wspominać miło, choćby z tego powodu, że to właśnie za jego sprawą ksywa "Zyx" przeniknęła z Internetu do codziennego życia :). Gdybym jednak 1 września 2004 roku dysponował bagażem doświadczeń z dnia dzisiejszego, sporo spraw rozegrałbym inaczej, jak choćby kwestia Olimpiady Informatycznej, do której teoretycznie powinienem był rozpocząć poważne przygotowania już wtedy. Na szczęście ogólny bilans jest pozytywny. Do publikacji wyników matur już tylko kilka dni. Jak by nie było, jakoś zawsze będzie. Nie potrafię nadal powiedzieć, na jakiej dokładnie uczelni i na jakim kierunku 1 października zacznę oficjalnie nowy etap życia. Wiem tylko, że będzie to Kraków i że najwyższy czas wyfrunąć ostatecznie z rodzinnego gniazda, by zacząć żyć na własny rachunek. Tylko oby Kraków to przetrzymał :P.















Napisał Anonymous w środę, 27 czerwca 2007 o 22:25
Wiecie, czy można się jeszcze zapisać na darmowe lekcje w LOKEN z anglikami ("native speaker")? Co na nich się w ogóle odbywa - czy tylko rozmowy z nimi?