Do tej pory zdecydowana większość uczelni oferowała tzw. "jednolite studia magisterskie", które trwały pięć lat i kończyły się uzyskaniem tytułu magistra po obronie odpowiedniej pracy, jednak obecnie odchodzi się od tego systemu w naszym kraju. Mój rok będzie pierwszym, który ukończy na AGH informatykę w systemie bolońskim, gdzie studiowanie jest rozbite na dwa etapy: 3,5-letnie studia licencjackie oraz 2-letnie magisterskie, na które trzeba się osobno rekrutować. W związku z tym zmienione zostały programy nauczania i delikatnie mówiąc to, co widniało na stronach AGH w momencie rekrutacji, zupełnie nie pasowało do tego, co zastaliśmy. Informacje o programach zaktualizowano dopiero kilka dni temu.
Poszedłem na informatykę, by uczyć się tego, co jest moim hobby oraz - jakby nie patrzeć - zawodem. Jednak prawda jest taka, że na pierwszym semestrze informatyki w informatyce jest mało. Lista przedmiotów obejmuje:
- Dwie matematyki: analizę i algebrę
- Podstawy elektrotechniki - wycofane kilka lat temu, ale ponownie przywrócone, ponieważ wymaga tego minimum programowe dla uczelni wyższych.
- Podstawy elektroniki
- Komunikacja i techniki zarządzania
- Wprowadzenie do systemu Unix
- Wstęp do informatyki
- Wychowanie fizyczne
- Fizyka
Na matematykach realizacja materiału poszła z grubej rury. Pierwsze zajęcia to powtórka z połowy liceum, a później zaczęły się nowości: liczby zespolone, całki... boję się pomyśleć, co będzie w przyszłym roku w obliczu zmieniania matury w test pro forma dla debili. Podobne niedowierzanie w oczach mają wykładowcy i prowadzący ćwiczenia, gdy słyszą "rewelacje" o wycofaniu nawet pochodnych, granic ciągów, indukcji itd. z matury. Nie dziwię się wcale, że uczelnie muszą poświęcać pierwsze lata studiów na nauczenie nowych studentów elementarnych zagadnień, zamiast skupić się na kształceniu w konkretnym kierunku. To jest tak żenujące, że nawet się odechciewa najgłupszej kąśliwej uwagi w kierunku Giertycha wymyślać, a przy tym kolejny powód, by iść na wybory i wyprowadzić wszystkich populistów z sejmu tam, gdzie ich miejsce - na śmietnik historii.
To też powód do zastanowienia nad porównywalnością wyników z matury. Niektórzy na pewno będą powtarzać pierwszy rok, co oznacza ponowne uczestniczenie w rekrutacji. Ich wynik z tegorocznej matury był wysoki - dajmy na to, że 92% z matematyki i w teorii nie ma sensu go poprawiać. Jednak w jaki sposób mają być oni ponownie przyjęci, kiedy na 200 kandydatów z "uproszczoną maturą" połowa będzie mieć 100%? Okazuje się, że osoba z większą wiedzą i zdolnościami, która miała to nieszczęście urodzić się wcześniej oraz oblać rok, odpadnie pokonana przez szereg znacznie słabiej przygotowanych kandydatów. Jaki jest sens robienia egzaminu, który tyle osób zdaje na maksimum? Według mnie - żaden, tym bardziej że w teorii ma on dawać wstęp na studia wyższe.
OK, ale koniec o poronionej polityce (c) by Śfienta Koalidzja Sejmofa. Z innych przedmiotów bardzo lubię Uniksa, czyli w praktyce naukę systemu Linux. Aktualnie jest to w zasadzie jedyny przedmiot, przy którym korzystamy z komputerów na laboratoriach. Choć sporo rzeczy znam z doświadczenia, pojawiło się już kilka zagadnień, do których (niesłusznie) nie przywiązywałem większej wagi lub o których nie wiedziałem. Wstęp do informatyki to w zasadzie nauka programowania i algorytmiki. Niestety szkoły średnie bardzo słabo przygotowują uczniów do tego, a często na roku pojawiają się też osoby, których doświadczenie w programowaniu jest bardzo małe. Z kolei część osób programować umie, ale ma złe wyczucie lub zabiera się za wszystko od niewłaściwej strony. Mamy więc zatem do czynienia z przedmiotem wyrównującym poziom wiedzy studentów. Programujemy w Pascalu, co denerwuje mnóstwo osób znających C/C++ - te będą mogły się dopiero w kolejnym semestrze wykazać, gdy zacznie się przedmiot Języki programowania. Pascal był często wykorzystywany w wielu publikacjach do zapisu algorytmów, a ponadto moim zdaniem dla początkujących jest lepszym wyborem. Wykładowca powiedział nam, że gdy uczelnię odwiedził Niklaus Wirth, też pytał się, czemu uczą programować w Pascalu, a nie Oberona (jego nowszy język); odpowiedź to brak dobrych kompilatorów dla tego drugiego. Mniej entuzjastycznie podchodzę do pomysłu z ćwiczeń polegającego na uczeniu się programowania (właściwie implementowania algorytmów) na kartkach papieru. Ani nie da się tego przetestować, ani rozsądnie błędu znaleźć, ponadto jak się zacznie kreślić dużo, to lepiej już zacząć pisanie na nowym arkuszu. Śmiejemy się z tego okrutnie, mówiąc że na AGH trzeba używać papierowych kompilatorów :). Za to wykłady są nawet fajnie prowadzone - przykładowo, wczoraj było sporo o systemach kodowań, a na dobranoc dostaliśmy do przemyślenia zagadnienie pt. "jak napisać program, który generuje swój własny kod źródłowy", czyli krótko mówiąc quine :).
Elektrotechnika i elektronika to dwa przedmioty, które same w sobie lubię, ale sposób nauczania już mniej. Na pierwszym wykładowca próbuje przekazać cały rozdział książki w trakcie 1,5 godziny, na dokładkę pisząc tak drobnym i niewyraźnym maczkiem, że autentycznie rozważaliśmy zakup lornetek. Aktualnie jednak dostał jakieś zwolnienie i wykłady prowadzi kto inny. Wykłady z drugiego przedmiotu są natomiast modelowym przykładem zanudzania słuchaczy na śmierć. Podobną rzecz mogę powiedzieć o komunikacji. Cały wykład polega tam na... przepisywaniu prezentacji wyświetlanej na rzutniku, która nie może być nam udostępniona, ponieważ... zawiera rysunki objęte prawem autorskim (!). Efekt: reakcja obronna.
Trzeba uczciwie przyznać, że Internet odgrywa obecnie w studiowaniu dużą rolę. Treści większości wykładów dostępne są na stronach wykładowców lub w AGHowskim systemie e-learningu, a ponadto niektórzy podsyłają tędy również treści ćwiczeń (fizyka). Na forach dyskusyjnych i listach mailingowych trwa nieustanny ruch umożliwiający dobry kontakt z uczelnią z własnego fotela.
Z kolei na atmosferę panującą na AGH nie ma co narzekać, aczkolwiek na początku trochę przytłacza rozmiar kampusu. Jest gdzie zjeść, jest gdzie posiedzieć, a całość po prostu tętni życiem. Zdarzyło mi się być na miasteczku akademickim około godziny 20.00 i byłem zszokowany, ponieważ wszystko wskazywało na to, że o tej porze panują tam godziny szczytu. Trawniki i ławki pełne rozmawiających ludzi, słuchających muzyki, popijających to i owo :) oraz tłumy studentów zmierzające do swych kwater z reklamówkami browarów :D. Słuchając opowieści kolegów z roku, którzy mieszkają w akademikach, wynika że w zasadzie nie ma tam dnia bez mniejszej lub większej imprezy. Wypadałoby się wkręcić na jakąś, by zobaczyć to wszystko na własne oczy :).







Napisał Ktos w piątek, 19 października 2007 o 20:23
Zapewniam Cię, że Turbo Kartka (jak my ochrzciliśmy papierowy kompilator) to najlepsze środowisko programistyczne, używane na wszystkich uczelniach :-)
Jeszcze pisać w Turbo Kartce w Pascalu pół biedy, ale jak musisz zapisywać schematy NS to robi się źle (całe szczęście mało kto używa schematów NS, chyba tylko Politechnika Lubelska moja).
Ale tworzenie stron w Turbo Kartka Web Developer Edition jest lepsze! ;-D