Piractwo jest dość złożonym problemem. W świetle prawa jest to czyn wysoce naganny traktowany niemal na równi z kradzieżą, a mi, jako programiście, ciężko się nie zgodzić z tą racją. Programy komputerowe są dobrem takim, jak każde inne, a ich autorzy mają prawo na pobieranie opłat za ich udostępnianie. Trzeba to jednak robić z głową, gdyż istnieje tu wiele patologii. Jakiś czas temu do CD-Action pisał student jakiegoś kierunku powiązanego z informatyką i w związku z tym musiał wykonać kilka projektów - wszystkie koniecznie bazujące na oprogramowaniu komercyjnym kosztującym ileśtam setek (lub nawet tysięcy!) złotych. Miał do wyboru: porzucić studia albo głodować przez kolejne trzy miesiące tylko po to, by legalnie kupić program potrzebny mu jedynie do zaliczenia przedmiotu. Jeżeli uczelnia nie może zapewnić swym studentom takich narzędzi, stawia ich nierzadko w takiej właśnie sytuacji: zrobić jedno, będzie źle; zrobić drugie, też niedobrze.
Osobną sprawą jest jakość oprogramowania. Producent ma święte prawo ustalać ceny na takim poziomie, jakim mu się podoba, ale pod warunkiem, że stosuje się do zasad wolnego rynku. Nie można tego powiedzieć o Microsofcie. Nawet Windows XP, którego osobiście sobie cenię jako najlepszy z systemów tej firmy, tak naprawdę nie jest niczym rewelacyjnym w tej materii. Duża stabilność i względne bezpieczeństwo to cechy, które inne systemy, np. Linux, posiadają od wieków. Jego cena jest wynikiem czystego monopolu. Niestety, z systemami operacyjnymi jest taki problem, że aby były przydatne, potrzebny jest też dla nich szeroki asortyment oprogramowania. W przypadku świata pecetów przebicie się tutaj może być w obecnych czasach bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe.
Pomysły Microsoftu na przyszłość nie są zbyt optymistyczne. Najnowszy Windows Vista według mnie jest już przegięciem do kwadratu w rzekomej trosce o użytkownika i marnowaniem mocy obliczeniowej na takie duperszmity, jak szyfrowanie komunikacji systemu ze sterownikami. Z produktami tej firmy i tak wiążą mnie już ledwo cienkie nici, które zamierzam ostatecznie zerwać w przyszłym roku wraz z zakupem własnego komputera na studia. Po prostu system ten nie jest mi w ogóle do niczego potrzebny; prawie całą pracę i tak robię obecnie na wolnym lub darmowym oprogramowaniu. Pozorna surowość Linuksa to raj dla mojej duszy, aczkolwiek system ten ma różne oblicza i są dystrybucje pokazujące, że jak się chce, to może być on z powodzeniem systemem przyjaznym zwykłemu wyjadaczowi musztardy. Nie trzeba się tylko bać przesiadki, tak więc życzę powodzenia wszystkim nowym linuksowcom ze Stalowej Woli :).






Napisał krzysiek w środę, 25 października 2006 o 20:44
Popyt na LINUXa z jednej strony, a z drugiej w przeciągu kilku godzin, znikneły z półek stalowowowlskich i okolicznych sklepów wszystkie oryginalne WINDOWSy ;)