Choć większość spraw etnicznych wymyślam samodzielnie, zdecydowałem się "pożyczyć" z naszego świata dwa narody. Pierwszy z nich to Anglicy, w Yermenii żyjący w Republice Mayland (też na wyspie, choć bardziej na południe). Drugim z nich są... Polacy :). Tak, to właśnie specjalnie pod nich osadziłęm także całą słowiańską rodzinę (tu: slawijska), z tym że całą resztę jej członków stworzyłem od zera. Dlaczego akurat my? Hmmm... a czemu nie? Co to, mamy być gorsi od Angoli?
Cóż... mapa Yermenii nie jest jeszcze w pełni gotowa, a stała ekspozycja na Zyxist.com jej poświęcona jest dopiero w trakcie planów. Póki co zrobiłem screena czterokrotnie pomniejszonej mapie Yermenii i "na szybko" podpisałem co poniektóre rzeczy. Można ją obejrzeć tu. Chyba nietrudno dostrzec, że całkiem spora część nie jest jeszcze ukończona?
Yermenia leży na półkuli północnej planety Zea. W kwestii rozmiarów jest nieco większa od Europy, a także odrobinę do niej podoba. Główna różnica to chyba orientacja; tu ocean jest na wschodzie.
Prawdę mówiąc sam nie wiem, do jakiego "gatunku" zaliczyć cały ten projekt. Yermenia bowiem czasowo odrobinę wyprzedza nasz własny świat. Mamy więc samochody, autostrady, metropolie, komputery i Internet. Mamy loty kosmiczne i niewielkie miasta orbitalne. A wszystko to daje nam wrażenie, że jest to i tak część naszego własnego świata. Z drugiej strony występuje tu... magia. Dosyć osobliwe połączenie, nie powiem. Szczególnie, że magowie też nie są wszechmocni. Ich moc ma bowiem pewną minimalną "rozdzielczość", co sprawia, że wszelka elektronika jest w ogóle niewrażliwa na ich sztuczki (no... poza spaleniem jej w drobny mak :)). Zresztą... i tak niezbyt interesują się oni światem "niemagicznym".
Politycznie kontynent zdominowany jest przez cztery siły. Królestwo Ferrintu, leżące w jego centrum to najlepiej rozwinięte technologicznie i gospodarczo państwo na Zei, przy czym głównie widać to w regionach wokół stolicy oznaczonej na mapce kolorem czerwonym. Zwie się ona Tajgar, co w języku ferrinckim oznacza... "stolica" :). Południe kraju jest bardziej przywiązane do tradycji, a ponadto stawiają tam głównie na turystykę. Następnie kolej na Republikę Anardy. Również bogaty kraj, czerpiące duże zyski z wydobycia i przetwórstwa surowców, a także usług transportowych. Trzecią siłą jest Republika Mayland. Mówi się tam po maylandzku, czyli po angielsku, a swą siłę zawdzięcza temu, że niegdyś była dużym państwem kolonialnym. No i przede wszystkim to morze wokoło... Poza podium mamy Unię Ravengardzką. Jest to w zasadzie takie homo-niewiadomo złożone z około 50-ciu niepodległych państw zajmujących obszar nieco większy od Słowacji, a zaludniony prawie jak Honk-kong (no... zależy, gdzie). Położone jest w północnozachodniej części Krainy Latających Siekier (nazwa robocza), której znakiem charakterystycznym jest właśnie olbrzymia ilość małych państewek. W zachodniej części UR mówi się po ferrincku, a we wschodniej po semijsku. Stolicą jest wydzielone państwo Vissein (również "stolica"). Na mapie zaznaczone są czerwonym jego granice polityczne. Samo miasto zajmuje jednak tylko 2/3 jego granic, ponieważ w części wschodniej zaczyna się ujście rzeki Rozza. Do tego należy dorzucić dwie pomniejsze "potęgi": Królestwo Sem i Republikę Darmacji.
Krótki rys historyczny: jest rok 2985, a mimo zapewnień polityków, kontynent trzeszczy w szwach. Rada Yermenii powoli nie daje sobie rady z rozwiązywaniem wszelkich konfliktów. A tych trochę jest. Ferrint, niby porządna monarchia konstytucyjna, a od czterdziestu lat sprawuje autorytarne rządy nad niewielkim państewkiem Carriah. Dosyć osobliwie to wygląda. Mieszkają tam etniczni ferrintczycy, ale rząd KF płaci sporo za to, by się doń NIE przyłączali. Wszystko przez to, że Carriah to plac do eksperymentów polityczno-gospodarczych :). Ponadto z KF toczą spory graniczne aż czterej sąsiedzi. W pierwszych trzech przypadkach nie są to jakieś ostre konflikty. Ot, po prostu jest kwestia do uregulowania i trudno. Najgorzej wygląda sytuacja z czwartym sąsiadem, Pegezą. Jest to małe państewko między Unią Ravengardzką, a Ferrintem, a małe jest dlatego, że podczas wojny w KLŚ przed 50-ciu laty Ferrint zajął 4/5 jego terytorium, w tym obrzeża stolicy. I tak zostało do dziś. Od tamtej pory stosunki dyplomatyczne między oboma krajami są zamrożone, a na granicy stoją betonowe płoty i zasieki. Rząd Pegezy toczy wojnę propagandową, wmawiając obywatelom, że Ferrintczycy to sprośne świnie itp. Gdy Ferrint wysyła notę dyplomatyczną krytykującą coś takiego i żądającą sprostowania, dostaje niezmiennie od czterdziestu lat tę samą odpowiedź: "A gówno". Jak widać, kontakty polityczne należą do osobliwych.
Gospodarczo jednak wszystko kwitnie. W 2984 otwarta została pierwsza linia pociągów odrzutowych VIT z Tajgaru do Vissein (opowiadanie dotyczące jej otwarcia jest w dziale "Artykuły").
OK, myślę, że taka porcja informacji narazie powinna wystarczyć. Jakby co, zawsze się tam coś dopisze. Tymczasem życzę miłego wieczoru.














