Uczestników było ogółem szesnastu, pochodzących z Lublina, Warszawy, Górnego Śląska, Rzeszowa i Stalowej Woli. Sami musieliśmy wytworzyć całe zaplecze naukowe, co zaowocowało przywiezieniem dużej ilości referatów, z których ostatecznie nie wszystkie zmieściły się do programu. Część informatyczna stała na dobrym poziomie; można było posłuchać łącznie czterech wykładów: "Algorytmy ewolucyjne", "Ciekawe zastosowania drzew", "Wstęp do kryptoanalizy" i "Programy walczące". Miało być tego wprawdzie więcej, ale osoby odpowiedzialne za takowe nie mogły przybyć. Z trudem układany harmonogram zajęć poszedł do kosza już w piątek, zapewne dlatego, iż jego twórca nie przewidział istnienia tak prozaicznej biologicznej czynności, jak sen, wzbogacając nawet nocną część rozrywkową o nocne obserwacje nieba (przynajmniej gwiazdozbiory się nauczyłem rozróżniać :))
Podczas całego pięciodniowego pobytu spałem może ok. 12 godzin, z czego dwie noce są nieprzespane - akurat to nie powinno dziwić. Dodatkowe godziny przeznaczaliśmy na część rozrywkową. Znając od wielu miesięcy mafię, wreszcie poznałem jej odmianę zwaną "ktulu", która jednak nie przypadła mi tak bardzo do gustu. W pierwszej z dwóch rozegranych partii mafii grałem herszta gangu i z tą rolą udało mi się wykosić miasto do rozmiaru: miastowy, świr, bandyta. Przegrałem tylko dlatego, że zamiast miastowego, zabiłem świra, a ten pociągnął na śmierć mnie, myśląc, że bierze miastowego :D. Drugą z partii śmiało odkładam do legend, a prowadzącemu Dżordżowi gratuluję maestrii :). Podczas rozgrywki postaciom podmieniał on karty. Po pierwszym dniu wiedzieliśmy dużo. W drugim pojawiły się nowe tropy, ale zmodyfikowaliśmy naszą teorię. W trzecim nagle odkryłem, że jestem lekarzem, a nie zwykłym miastowym. Ostatecznie odkryliśmy, że coś tu jest nie w porządku. Odsłaniamy karty, a tam wśród nich żadnej mafii :D.
Zagadki NP-porąbane to wszelkiego rodzaju zagadki pokroju chińskich liczb, psychologa czy wip tipów. Dzisiaj o godzinie 4.00 grupka czterech uczestników warsztatów (w tym ja) wynalazła całkowicie nową grę nazwaną RGB. Potrzeba do niej przynajmniej trzech osób, a rzecz polega na tym, by odgadnąć, według jakich reguł toczy się pewna gra między nimi. Nie martwcie się, kiedyś na pewno o niej usłyszycie - RGB w parę godzin sprawił, że liczba znających go osób wzrosła z czterech do dziewięciu; pierwsi trzej odkrywcy otrzymali stosowne certyfikaty potwierdzające ten fakt. Po odjeździe ruszą oni w świat, krzewiąc RGB wśród polskiego narodu. Co "gorsza", gra posiada też jedną rzecz nieprzewidzianą - MOCNO WCIĄGA także pokazujących, i to autentycznie. Wiem po sobie.
Na koniec oficjalne wyrazy powrotu do zdrowia jednego z uczestników i kolegów, Adama. Stalowa Wola trzyma za Ciebie kciuki, głowa do góry i pamiętaj: kangur o wymiarach 2 na 2 jest przed zieloną linią :). (zorientowani będą wiedzieć, o czym mowa).






Napisał 5andra w czwartek, 10 lipca 2008 o 20:30
A miałam tam być :)